Jak krok po kroku wyrzuciłem plastik z ogrodu i niczego nie zmarnowałem
Coraz więcej osób patrzy na swój ogród i zamiast natury widzi… stertę plastiku.
Doniczki, folie, worki po ziemi – znasz ten widok?
Autor historii, która stała się inspiracją dla tego tekstu, też tak miał: piękne grządki, pomidory „eko”, a wokół nich popękane pojemniki, czarne folie, zużyte worki po podłożu. W pewnym momencie uznał, że to absurd i postanowił stworzyć ogród bez plastiku – powoli, bez wyrzucania wszystkiego na raz, tylko przez mądre zastępowanie tego, co się zużywa.
Od czego zacząć: doniczki i podłoże zamiast plastiku
Najłatwiej zacząć od tego, co najbardziej rzuca się w oczy: pojemniki. Typowe czarne doniczki i mini wielodoniczki z tworzywa to jednorazówki w przebraniu. Pękają, blakną, lądują w śmieciach po jednym, dwóch sezonach.
W opisywanym ogrodzie zostały zastąpione:
- doniczkami z terakoty – oddychają, nie przegrzewają korzeni, służą przez lata,
- skrzynkami z nieimpregnowanego drewna z odzysku – stare deski, resztki z remontu, palety rozebrane na elementy.
Terakota jest porowata. Dzięki temu powietrze i wilgoć swobodnie krążą, a korzenie nie gniją tak łatwo jak w plastiku. Rośliny w takich pojemnikach rosną wolniej, ale tworzą gęstszy, zdrowszy system korzeniowy. Drewno z kolei z czasem się rozkłada, ale to nie wada – trafi do kompostu, a na jego miejsce pojawi się kolejny element z odzysku.
Rozsady bez śmieci: prasa do bryłek i własna mieszanka
Problem numer dwa: worki z gotowym podłożem. Drogo, w folii, o składzie, który często ma mało wspólnego z żyzną ziemią. Rozwiązaniem okazało się domowe podłoże robione w ogrodzie z tego, co już jest pod ręką.
Domowy substrat za zero złotych: około 50% dojrzałego kompostu, 30% zwykłej ziemi ogrodowej i 20% dodatku rozluźniającego, wszystko przesianie przez drobne sito.
Jako materiał rozluźniający można wykorzystać drobny żwir, piasek, rozdrobniony kompost z gałęzi (tzw. zrębki z młodych pędów) albo bardzo drobną korę. Do siewu wystarczy przesiać mieszankę przez sito o oczkach około 5 mm. Nasiona wschodzą w takim podłożu stabilnie, a po sezonie całość trafia… prosto do kompostownika. Zero plastiku, zero odpadów.
Przy rozsady dobrze sprawdza się też prasa do bryłek – proste narzędzie, które z nawilżonej ziemi formuje kostki. Do środka trafia nasiono, a gotowa bryłka ląduje na tacy lub w skrzynce. Kiedy przychodzi czas sadzenia, niczego się nie wyjmuje z pojemników, bo ich po prostu nie ma. Całość wędruje do gruntu, a resztki się kompostują.
Folie w odstawkę: naturalna ściółka i karton na chwasty
Drugim dużym plastikowym problemem są czarne folie na grządki. Mają ograniczać chwasty i parowanie wody, lecz z czasem pękają, strzępią się, a ich fragmenty zostają w ziemi na lata.
W opisywanym ogrodzie zostały zastąpione dwoma prostymi warstwami:
- kartonem brązowym bez nadruków błyszczących i taśmy ,
- grubą warstwą organicznej ściółki – siano, słoma, liście, drobne gałązki.
Karton układa się bezpośrednio na ziemi. Najlepiej wykorzystać stare pudła po przesyłkach, bez kolorowych nadruków i foliowych elementów. Taka warstwa odcina chwastom światło. Po kilku tygodniach większość uporczywych roślin jest wyraźnie osłabiona, a po sezonie karton praktycznie znika – zostaje przetworzony przez dżdżownice i mikroorganizmy.
Karton nie tylko zastępuje czarną folię. Staje się jednocześnie barierą dla chwastów i pierwszą porcją materii organicznej dla dżdżownic.
Na karton wędruje ściółka. W zależności od tego, co masz w okolicy, może to być:
- siano lub słoma z pobliskiego gospodarstwa,
- liście zgrabione jesienią,
- drobno pocięte gałązki z cięcia drzew i krzewów,


