Jak czarna śmierć zubożyła naturę. Gdy ludzie znikali, gatunki też

Jak czarna śmierć zubożyła naturę. Gdy ludzie znikali, gatunki też
Oceń artykuł

Wydaje się logiczne: mniej ludzi, więcej natury.

Najważniejsze informacje:

  • W okresie między 1300 a 1348 rokiem Europa osiągnęła rekordowe poziomy różnorodności roślinnej dzięki aktywności rolniczej.
  • Po wybuchu pandemii czarnej śmierci i porzuceniu upraw, w Europie odnotowano wyraźny spadek zróżnicowania gatunków roślin.
  • Tradycyjna, mozaikowa gospodarka rolna tworzyła liczne nisze ekologiczne, które sprzyjały bioróżnorodności.
  • Ideologia 'powrotu natury’ poprzez usuwanie człowieka z krajobrazu nie zawsze jest korzystna dla ochrony przyrody.
  • Współczesne rolnictwo przemysłowe poprzez upraszczanie krajobrazu drastycznie ogranicza bioróżnorodność, w przeciwieństwie do tradycyjnych praktyk.

Historia Europy po czarnej śmierci pokazuje jednak zupełnie inny scenariusz.

Nowe badania nad skutkami pandemii dżumy z XIV wieku sugerują, że gdy ludność kontynentu gwałtownie się załamała, ucierpiały nie tylko miasta i wsie, lecz także różnorodność roślin. To mocno komplikuje proste wyobrażenie o „ziemi bez ludzi”, która automatycznie rozkwita.

Gdy zaraza pustoszyła Europę, zniknęły nie tylko ludzkie osady

Między 1347 a 1353 rokiem przez Europę przetoczyła się pandemia dżumy, znana jako czarna śmierć. Szacunki mówią o dziesiątkach milionów ofiar – zginęła od jednej trzeciej do nawet połowy mieszkańców kontynentu. W niektórych miastach śmiertelność dochodziła do 80 procent, całe wsie przestawały istnieć, a gospodarka wiejska się załamywała.

Brak rąk do pracy miał natychmiastowe skutki. Ogromne połacie pól uprawnych porzucono, dawne role zajmowały stopniowo lasy, zarośla i zwierzyna. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak podręcznikowy przykład „powrotu natury”: człowiek znika, krajobraz się „uszlachetnia”, las odzyskuje teren.

Nowe analizy pokazują coś zupełnie odwrotnego: w ślad za upadkiem populacji europejskiej spadła też różnorodność roślin. I to na dużą skalę.

Badacze prześledzili zmiany szaty roślinnej z wykorzystaniem danych z pyłków zachowanych w osadach jeziornych i torfowiskach. Pylki, które przez tysiące lat opadały na dno, tworzą rodzaj archiwum – warstwa po warstwie zapisują, jakie gatunki rosły wokół danego zbiornika w danym okresie.

Pyłki jak kapsuła czasu: 1300 lat wzrostu, 150 lat gwałtownego spadku

Zespół naukowców wykorzystał ponad 100 archiwów pyłkowych z różnych regionów Europy. Zrekonstruował na ich podstawie zmiany w zróżnicowaniu roślin od początku naszej ery aż po okres po dżumie. Z obrazu, który z tego wyszedł, wynika kilka zaskakujących rzeczy.

  • Od roku 0 do około 1300 liczba gatunków roślin systematycznie rosła.
  • Wzrost trwał przez okres ekspansji i upadku Cesarstwa Rzymskiego.
  • Utrzymywał się w pierwszych wiekach średniowiecza, aż do tzw. średniowiecza centralnego.
  • W tym czasie Europa osiągnęła rekordowe poziomy różnorodności roślinnej.

Wszystko załamało się w połowie XIV wieku. Około 1348 roku, wraz z nadejściem dżumy, badacze obserwują wyraźny spadek zróżnicowania roślin. Ten trend utrzymuje się przez mniej więcej 150 lat. Dopiero gdy populacja ludzi zaczyna się odbudowywać, a rolnictwo wraca na szeroką skalę, wykres roślinnej bioróżnorodności znowu idzie w górę.

Odbicie nastąpiło dopiero wtedy, gdy na pola powrócili rolnicy, a krajobraz znów stał się gęsto „pocięty” przez różne formy gospodarowania.

Największe straty tam, gdzie porzucono pola

Naukowcy porównali ze sobą miejsca, w których po czarnej śmierci doszło do porzucenia pól, z tymi, gdzie uprawy utrzymały się lub nawet się rozszerzyły. Kontrast był wyraźny.

Typ krajobrazu po dżumie Zmiana w różnorodności roślin
Tereny, gdzie pola porzucono Wyraźny spadek liczby gatunków
Tereny z utrzymaną uprawą rolną Stabilna lub rosnąca bioróżnorodność
Regiony rozwijającej się gospodarki rolnej Największy wzrost zróżnicowania roślin

Wbrew intuicji, to nie „dziczejące” obszary, gdzie las zajmował dawne pola, sprzyjały różnorodności. Najbogatsze w gatunki pozostawały krajobrazy, gdzie człowiek nadal był aktywny – ale nie w formie dzisiejszej, intensywnej monokultury, tylko w dużo bardziej zróżnicowanym, mozaikowym systemie.

Człowiek jako sprzymierzeniec przyrody? Dwa tysiące lat danych

Analiza sugeruje, że przez ponad dwa tysiące lat to właśnie ludzkie działania – a nie ich brak – zwiększały bioróżnorodność Europy. Klucz tkwił w tym, jak wyglądało rolnictwo. Przez większą część tego okresu dominowały systemy mieszane, z uprawami, pastwiskami, ogrodami i niewielkimi lasami przeplatającymi się na niewielkim obszarze.

Wiejski krajobraz przypominał skomplikowaną układankę: pola orne sąsiadowały z łąkami, zagajnikami, miedzami porośniętymi krzewami, drogami obsadzonymi drzewami. Do tego dochodził wypas w lasach, małe sady, zakątki nieużytkowane, ale stale obecne w strukturze wsi.

Taka mozaika tworzyła mnóstwo nisz – małych, odrębnych siedlisk. Każde z nich dawało szansę innym gatunkom roślin.

Gdy dżuma przerwała ten rytm i duże obszary zostały po prostu opuszczone, krajobraz zaczął się upraszczać. Las wkraczał szerokim frontem, wypierając część roślin z łąk, pól i miedz. W skali lokalnej przybywało drzew, w skali całych regionów malała różnorodność.

Co to mówi o dzisiejszej ochronie przyrody

Wnioski z tych badań uderzają w popularną wizję ochrony przyrody, która zakłada, że najlepszym rozwiązaniem jest usunięcie człowieka z krajobrazu. Idea „powrotu natury” cieszy się ogromnym zainteresowaniem: rezygnacja z użytkowania gruntów, przywracanie dużych roślinożerców, pozostawianie terenów samym sobie.

Historia roślin po czarnej śmierci sugeruje, że takie podejście nie zawsze działa na korzyść bioróżnorodności. Zwłaszcza w Europie, gdzie wiele z najbardziej cennych przyrodniczo terenów to efekt długiej, łagodnej gospodarki rolnej o niskiej intensywności.

Paradoks: to, co dziś określamy mianem „dzikiej przyrody”, w wielu miejscach jest w istocie krajobrazem kulturowym, utrzymywanym przez tradycyjne użytkowanie ziemi.

Nie tylko Europa: kulturowe ekosystemy jako magazyny bioróżnorodności

Badania nad pyłkami wpisują się w szerszy obraz. W różnych częściach globu to długotrwała obecność ludzi, a nie ich brak, stworzyła środowiska bogate w gatunki. Przykłady często podawane przez naukowców to między innymi:

  • ogrody leśne na północno-zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej – lasy celowo kształtowane przez społeczności rdzenne;
  • japońskie krajobrazy satoyama – mieszanina pól ryżowych, niewielkich lasów i terenów osiedleńczych u podnóży gór;
  • systemy ahupuaʻa na Hawajach – pasy terenu od wybrzeża po stoki górskie, w których uprawiano wiele gatunków roślin na niewielkiej przestrzeni.

W każdym z tych przypadków ludzie przez stulecia ingerowali w krajobraz, ale robili to w sposób rozproszony, różnorodny i zwykle o niskiej intensywności. Efekt: ekosystemy pełne gatunków, związanych zarówno z lasem, jak i z otwartymi, półnaturalnymi terenami.

Nowoczesne rolnictwo kontra tradycyjne mozaiki

Współczesne rolnictwo coraz częściej wygląda zupełnie inaczej niż krajobraz sprzed setek lat. Ogromne pola jednej rośliny, likwidacja miedz, wycinanie zadrzewień, osuszanie mokradeł – to standard w wielu regionach. Taki model upraw szybko zwiększa plony, ale równocześnie drastycznie upraszcza środowisko.

Wynik jest łatwy do przewidzenia: mniej gatunków, mniej siedlisk, mniejsze szanse przetrwania dla owadów zapylających, ptaków i roślin związanych z tradycyjnym krajobrazem wiejskim. Tym się różni dzisiejsza presja rolnicza od tej sprzed stuleci. Kiedyś człowiek, tworząc mozaikę niewielkich pól i łąk, budował dodatkowe nisze. Teraz często je likwiduje.

Nie chodzi więc o prostą opozycję: „człowiek kontra przyroda”, ale o pytanie, jaką formę przybiera działalność człowieka.

Dane z okresu czarnej śmierci są tu ostrzeżeniem przed zbyt prostymi receptami. Sam fakt, że teren stoi odłogiem, nie gwarantuje, że po latach pojawi się tam bogactwo gatunków. Jeśli zniknie cała mozaika siedlisk, krajobraz może stać się jednorodny – nawet jeśli pokryje go bujny las.

Czego możemy się nauczyć z dżumy dla przyszłej polityki środowiskowej

Wnioski z tych badań przydają się przy planowaniu ochrony przyrody w dzisiejszej Europie. W wielu regionach, szczególnie tam, gdzie przetrwało ekstensywne rolnictwo, opłaca się wspierać tradycyjne formy użytkowania ziemi zamiast zupełnie z nich rezygnować.

Chodzi o takie działania jak:

  • utrzymywanie niewielkich pól zamiast łączenia ich w kilkusethektarowe areały,
  • ochrona miedz, zadrzewień śródpolnych i żywopłotów,
  • wspieranie pastwisk o niskiej obsadzie zwierząt,
  • zachęty finansowe do odtwarzania drobnej, mieszanej gospodarki rolnej,
  • łączenie ochrony przyrody z utrzymaniem lokalnych tradycji i wiedzy.

Takie podejście może równocześnie wzmacniać bioróżnorodność i dawać szansę na przetrwanie wiejskim społecznościom, które do tej pory kształtowały krajobraz. Zamiast odsuwać człowieka od przyrody, lepiej szukać sposobów, by jego obecność była mniej inwazyjna, bardziej rozproszona i oparta na lokalnym doświadczeniu.

Warto przy tym pamiętać, że różnorodność biologiczna nie sprowadza się do liczby rzadkich gatunków na liście. Zależy też od struktury całego krajobrazu, od tego, czy jest on pocięty na różne mikrosiedliska, czy też zamienia się w jedną, powtarzalną powierzchnię – i to bez względu na to, czy będzie to niekończące się pole kukurydzy, czy jednolity, gęsty las.

Z tej perspektywy czarna śmierć staje się nie tylko opowieścią o epidemii, ale także eksperymentem w skali całego kontynentu. Pokazuje, co dzieje się z przyrodą, gdy nagle znika ogromna część ludności. Historia zapisana w ziarnach pyłku przypomina, że relacje między człowiekiem a bioróżnorodnością są bardziej złożone, niż sugerują proste hasła o „naturze bez ludzi”.

Podsumowanie

Analiza historycznych danych pyłkowych z okresu czarnej śmierci podważa tezę, że nieobecność ludzi automatycznie sprzyja rozkwitowi natury. Badania pokazują, że to tradycyjne, zróżnicowane rolnictwo tworzyło mozaikę siedlisk, która przez wieki zwiększała bioróżnorodność Europy bardziej niż niekontrolowane dziczenie terenu.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć