Hifiman pokazuje słuchawki Wi-Fi: nowy sposób na audio bez kabla

Hifiman pokazuje słuchawki Wi-Fi: nowy sposób na audio bez kabla
Oceń artykuł

Hifiman, dobrze znany fanom sprzętu audio z planarnych konstrukcji, prezentuje dwa modele z wbudowanym modułem Wi‑Fi do streamingu. To HE1000 WiFi i Arya WiFi, słuchawki celujące w bardzo wymagających użytkowników, którzy chcą jakości znanej z drogich zestawów stacjonarnych, ale bez konieczności siedzenia przy wzmacniaczu.

Nowa era słuchawek: Wi‑Fi zamiast klasycznego Bluetooth

Przez lata słuchawki dzieliły się na dwie grupy: typowo audiofilskie konstrukcje na kabel oraz wygodne, często podróżne modele bezprzewodowe z Bluetooth. Teraz te dwa światy zaczynają się mieszać. Po ruchu Focala z modelem Bathys opartym na konstrukcji hi‑fi, Hifiman wchodzi o krok dalej i dorzuca do bezprzewodowego toru pełnoprawny moduł Wi‑Fi.

HE1000 WiFi i Arya WiFi to nie są „kolejne słuchawki do telefonu”. To konstrukcje otwarte, z przetwornikami planarnymi, jak w klasycznych modelach stacjonarnych Hifimana. Różnica polega na tym, że wewnątrz muszli znajduje się kompletna elektronika: wzmacniacz, DAC, Bluetooth i przede wszystkim układ do streamingu przez sieć bezprzewodową.

Hifiman wbudował w słuchawki własny tor DAC + Wi‑Fi, aby muzyka docierała bezpośrednio do nauszników, z pominięciem ograniczeń Bluetooth.

HE1000 WiFi i Arya WiFi – co je różni i dla kogo są?

Dwa modele, dwie półki cenowe

Nowa linia startuje od dwóch konstrukcji:

  • Hifiman Arya WiFi – tańszy model, bazujący na popularnej serii Arya, z ceną startową w okolicach 1450 dolarów;
  • Hifiman HE1000 WiFi – droższy, bardziej „referencyjny” wariant, inspirowany topowym HE1000 Unveiled, wyceniony na około 2700 dolarów.

Różnica pomiędzy nimi to nie tylko wykończenie, ale przede wszystkim zastosowane membrany. W HE1000 WiFi pracuje membrana Nano Diaphragm z wyższej serii, a w Arya WiFi wersja Super Nano Diaphragm, znana z bardziej przystępnych modeli. Obie korzystają z najnowszych przetworników planarnych Hifimana z magnesami Stealth Magnet, zaprojektowanymi tak, aby jak najmniej zakłócać falę dźwiękową.

Sprzęt mocno stacjonarny, tylko bez kabla

Konstrukcyjnie to wciąż typowe, duże, otwarte słuchawki do użytku domowego. Są bardzo podobne do wersji pasywnych: mamy charakterystyczny pałąk z elastyczną opaską, perforowany pałąk główny oraz obszerne nauszniki. Elektronika dodaje minimalnie masy – zaledwie kilka gramów więcej niż w wersjach przewodowych, ale końcowa waga i tak jest spora: około 452 g.

Dla porównania AirPods Max 2 ważą 387 g. Różnicę na głowie czuć. To sygnał, że Hifiman nie próbuje tu gonić za mobilnością. Te słuchawki mają stać przy biurku, fotelu albo ulubionym miejscu odsłuchowym w mieszkaniu, a nie jeździć codziennie w plecaku.

Model Typ konstrukcji Waga Zastosowanie
Hifiman HE1000 WiFi Otwarte, planarne, Wi‑Fi + Bluetooth ok. 452 g Domowy odsłuch hi‑res
Hifiman Arya WiFi Otwarte, planarne, Wi‑Fi + Bluetooth ok. 452 g Domowy odsłuch hi‑res

Bluetooth jest, ale to Wi‑Fi gra tu pierwsze skrzypce

Zaawansowany Bluetooth dla wygody

Oba modele mają nowoczesny moduł Bluetooth z obsługą LDAC i aptX HD, czyli kodeków pozwalających na przesył audio w wyższej jakości niż standardowe SBC czy AAC, szczególnie z telefonów z Androidem. Dla wielu osób to wystarczy na co dzień, gdy chodzi o szybkie sparowanie z laptopem czy smartfonem.

Bluetooth w tych słuchawkach jest jednak traktowany bardziej jako wygodny dodatek. Główny „as w rękawie” kryje się w drugim interfejsie bezprzewodowym.

Wi‑Fi z wbudowanym układem streamingu

Najciekawsza nowość to pełnoprawny układ do streamingu audio po Wi‑Fi wbudowany bezpośrednio w słuchawki. Nie chodzi tylko o to, że słuchawki podłączą się do domowej sieci. W środku działa dedykowany moduł, który ma odbierać sygnał bez strat jakości i bez opóźnień z różnych źródeł – np. z komputera, smartfona czy serwera muzycznego w tej samej sieci.

Według Hifimana przepustowość sięga ponad 100 MB/s, co otwiera drogę do odtwarzania materiału w jakości znanej z bardzo drogich odtwarzaczy sieciowych. Słuchawki mają obsługiwać:

  • sygnał PCM do 24 bitów / 768 kHz,
  • format DSD do poziomu DSD512.

W praktyce to tak, jakby w każdej muszli siedział osobny odtwarzacz sieciowy z audiofilskim DAC‑iem, a użytkownik zakładał bezpośrednio na głowę końcówkę całego toru.

Na razie producent nie podaje dokładnie, z jakimi protokołami transmisji będą współpracować te słuchawki (np. czy pojawi się wsparcie dla popularnych standardów używanych w odtwarzaczach sieciowych). Wiadomo jednak, że sprzęt jest projektowany z myślą o typowo domowym scenariuszu – musi być w zasięgu routera i tej samej sieci Wi‑Fi, co urządzenie wysyłające dźwięk.

DAC Himalaya Mini i brak ANC – świadomy wybór

Żeby w pełni wykorzystać możliwości Wi‑Fi, Hifiman sięga po własne rozwiązania znane z elektroniki stacjonarnej. W środku pracuje DAC Himalaya Mini, uproszczona wersja przetwornika stosowanego w wzmacniaczu słuchawkowym Hifiman Serenade. To układ przygotowany typowo pod audio hi‑res, z naciskiem na niski poziom szumów i wysoki zakres dynamiki.

Co ciekawe, w tych słuchawkach nie ma w ogóle aktywnej redukcji szumów. Producent rezygnuje z ANC i innych funkcji „podróżnych” po to, by skupić się na brzmieniu oraz pracy zaawansowanego toru cyfrowo‑analogowego. Ma to sens, biorąc pod uwagę otwartą konstrukcję – takie słuchawki z natury przepuszczają sporo dźwięków z otoczenia, więc i tak nie nadają się do głośnego biura czy metra.

Ergonomia, sterowanie i czas pracy na baterii

Mimo braku składanej konstrukcji słuchawki dostają kilka praktycznych dodatków. Muszle obracają się w płaszczyźnie poziomej, co pomaga lepiej dopasować je do kształtu głowy. Na jednej z nich umieszczono panel sterowania do obsługi odtwarzania, głośności i prawdopodobnie przełączania źródeł. Znalazło się też miejsce na port USB‑C, przez który da się zarówno ładować akumulator, jak i korzystać z trybu przewodowego.

Jeśli chodzi o czas pracy, wynik jest mocno zależny od sposobu używania:

  • około 23 godzin pracy przy połączeniu Bluetooth,
  • około 7 godzin odsłuchu w trybie Wi‑Fi.

To wyraźna różnica. Tryb Wi‑Fi z zaawansowanym streamingiem i pracującym w tle DAC‑iem po prostu wymaga więcej energii. Dla części osób będzie to cena akceptowalna za bardzo wysoką jakość dźwięku. Dla innych – argument, by korzystać z Wi‑Fi głównie podczas wieczornych odsłuchów, a na co dzień przełączyć się na Bluetooth.

Co to zmienia dla zwykłego użytkownika i fana audio?

Dla przeciętnego słuchacza Spotify na telefonie te słuchawki mogą wyglądać jak fanaberia. Ceny sięgające kilku tysięcy euro stawiają je w niszy, gdzie klient często ma już w domu drogi wzmacniacz, kolumny i osobne źródło sygnału. Tu urok polega na czymś innym: tor stacjonarny kurczy się do jednego urządzenia, które po prostu zakłada się na głowę.

Wi‑Fi w słuchawkach rozwiązuje też jeden z głównych ograniczeń Bluetooth – mocną kompresję przy najwyższej jakości plików. Nawet bardzo dobry kodek ma swoje granice. Przy streamingu po sieci lokalnej ten problem praktycznie znika, więc w teorii można usłyszeć różnice między gęstymi plikami hi‑res a zwykłym streamingiem w jakości „do tła”.

Z drugiej strony pojawiają się wyzwania. Użytkownik musi ogarnąć konfigurację sieci domowej, kompatybilność z odtwarzaczem lub aplikacją, a także zadbać o stabilny zasięg Wi‑Fi w miejscu odsłuchu. To wciąż bardziej zabawka dla osób, które lubią dłubać w sprzęcie niż dla kogoś, kto chce „po prostu włączyć muzykę”.

Rozwiązania tego typu mogą z czasem zejść niżej cenowo. Jeśli pomysł się przyjmie, za kilka lat podobne moduły Wi‑Fi pojawią się w słuchawkach ze średniej półki, a wtedy zyskają na tym także użytkownicy, którzy nie chcą inwestować w sprzęt za równowartość używanego auta. Już teraz pokazuje to kierunek: wygoda bezprzewodowa nie musi równać się rezygnacji z jakości, do której przyzwyczaiły klasyczne tory hi‑fi.

Prawdopodobnie można pominąć