Dlaczego warzywa i owoce tak drożeją w marketach – i czy naprawdę muszą?

Dlaczego warzywa i owoce tak drożeją w marketach – i czy naprawdę muszą?
Oceń artykuł

Polacy patrzą dziś na cenę pomidora czy banana uważniej niż na metkę nowej koszulki.

Skąd się biorą tak wysokie stawki w marketach?

Na paragonie kilka jabłek wygląda niewinnie, ale po zsumowaniu miesięcznych zakupów zaskakuje, ile pożera sam dział warzywno‑owocowy. Sieci handlowe doskonale o tym wiedzą i traktują te produkty jak jedno z głównych źródeł zarobku – choć teoretycznie powinny to być podstawowe, stosunkowo tanie artykuły codziennego użytku.

Warzywa i owoce: król paragonu w dużych sklepach

Badania rynku pokazują, że w przeciętnej rodzinie koszyk zakupów bardzo mocno kręci się wokół kilku pozycji: bananów, jabłek, pomarańczy, a także pomidorów, marchewek i cukinii. To właśnie te rzeczy najczęściej lądują w wózku i przyciągają klientów do konkretnego sklepu.

W efekcie dział warzyw i owoców potrafi odpowiadać nawet za jedną trzecią obrotu całej strefy produktów świeżych. W dużych hipermarketach daje to od około 6 do nawet 8,5 procent całego obrotu sklepu. Jak na kilka skrzynek z jabłkami, sałatą i bananami – to ogromna część biznesu.

Dane z 2025 roku pokazują, że przeciętna rodzina kupiła około 163 kg warzyw i owoców, płacąc średnio 3,10 zł za każdy kilogram.

To o około 3 procent więcej niż rok wcześniej. Mimo narzekań na ceny, klienci nie ograniczyli świeżych produktów – raczej szukają tańszych miejsc lub tańszych gatunków. Dla sieci handlowych to wyraźny sygnał: dział warzyw i owoców jest zbyt ważny, żeby służył tylko jako “tani dodatek” do zakupów.

Czy wysoka cena jest winą tylko rolnika i paliwa?

Łatwo powiedzieć: „to wszystko przez rolników, paliwo i pośredników”. Rzeczywistość jest trochę bardziej złożona. Produkcja warzyw i owoców faktycznie kosztuje sporo:

  • dużo ręcznej pracy przy zbiorze i sortowaniu,
  • koszt opakowań i skrzynek,
  • transport często w chłodni,
  • straty – towar, który zwiędnie albo spleśnieje, trzeba wyrzucić.

To wszystko podbija cenę kilograma. Trudno więc oczekiwać, że jabłka czy pomidory cały rok będą po symboliczną złotówkę. Mimo to różnice między ceną na polu a ceną na półce bywały w badaniach zaskakujące: ziemniaki kupowane przez sieć za kilka–kilkanaście groszy za kilogram potrafiły pojawiać się na półce powyżej 1 zł.

Jak działa „ukryta” dopłata do tanich marek spożywczych

Duże sieci toczą ostrą wojnę cenową na produktach znanych marek – jogurtach, napojach, słodyczach. Konsument łatwo porówna ich ceny z innymi sklepami, więc marża bywa tam minimalna, czasem prawie żadna.

Trzeba to sobie jakoś odbić. Służy do tego mechanizm, który ekonomiści nazywają wyrównaniem marż. Chodzi o proste założenie: na jednych produktach sklep zarabia symbolicznie, na innych – sporo więcej, żeby średnia wyszła na plus. Idealnym kandydatem do „cichego” podniesienia zysku jest właśnie dział z warzywami i owocami.

W wielu analizach marża brutto na warzywach i owocach w marketach sięga od 25 do nawet 50 procent, przy czym najtańsze, podstawowe produkty mają ją znacznie niższą, a produkty „wygodne” – zdecydowanie wyższą.

Do produktów, na których sieć bardzo mocno pilnuje niskiej ceny, należą na przykład banany czy marchew sprzedawane luzem. Znacznie łatwiej podbić zarobek na:

  • owocach egzotycznych,
  • gotowych miksach sałat w torebkach,
  • pociętych owocach w plastikowych kubeczkach,
  • produktach „premium”, jak truskawki poza sezonem.

Klient często nie ma punktu odniesienia – trudno porównać trzy różne mieszanki sałat czy egzotyczny owoc, którego nie kupuje się na co dzień. To otwiera drogę do znacznie wyższych narzutów.

Czy da się to taniej? Różnice między marketem a krótkim łańcuchem dostaw

Ciekawie wypada porównanie koszyków zakupowych z różnych miejsc. Badania pokazują, że na sezonowych warzywach i owocach rynki czy zakupy bezpośrednio od producenta wypadają średnio mniej więcej o 6 procent taniej niż duże sieci. Nie jest to przepaść, ale przy rocznych wydatkach na żywność robi się z tego realna kwota.

Gdzie kupujemy Średnia cena warzyw i owoców sezonowych
Hipermarket / supermarket ok. 3,10 zł za kg (wartość orientacyjna z danych rynkowych)
Targ, rynek, zakupy bezpośrednio od rolnika ok. 6% mniej w przeliczeniu na koszyk

Różnica wynika nie tylko z mniejszych kosztów pośrednich. Targ nie musi finansować agresywnych promocji na znane marki, drogich kampanii reklamowych czy rozbudowanej logistyki. Krótszy łańcuch dostaw oznacza też mniejsze ryzyko strat po drodze – a każdy zgniły karton pomidorów w hurtowni czy magazynie marketu ostatecznie ktoś opłaci.

Kiedy marża staje się hamulcem zdrowego odżywiania

W wielu badaniach część ankietowanych przyznaje otwarcie: nie jest w stanie jeść tyle warzyw i owoców, ile zalecają dietetycy, głównie z powodu ceny. W jednym z nowszych sondaży tak odpowiedziało około 36 procent respondentów – czyli ponad co trzecia osoba.

To realny problem zdrowotny. Warzywa i owoce to podstawa diety, a zamiast nich wiele osób sięga po tańsze, dużo mniej wartościowe produkty: bułki, słodzone napoje czy słodycze w promocji. Dla domowego budżetu to bywa łatwiejszy wybór, dla zdrowia – już nie.

Gdy część marginesu z działu warzywno‑owocowego służy do finansowania promocji na napoje gazowane albo ciasteczka, dochodzi do paradoksu: zdrowe produkty wspierają sprzedaż tych mniej zdrowych.

Jak sieci mogłyby obniżyć ceny, nie rujnując biznesu

Ekonomiści i organizacje konsumenckie od lat dyskutują, czy rynek poradzi sobie sam, czy potrzebna jest regulacja. W dyskusjach pojawia się kilka konkretnych propozycji:

  • ograniczenie marż na wybranym koszyku podstawowych, nieprzetworzonych warzyw i owoców,
  • obowiązkowa informacja na etykiecie, jaka część ceny trafia do rolnika,
  • przeniesienie części promocji z produktów wysokoprzetworzonych na świeże warzywa i owoce,
  • wspieranie krótkich łańcuchów dostaw – np. stałych stoisk producentów lokalnych pod dachem marketu.

Nawet niewielkie przesunięcie marży w dół na dziale, gdzie zysk brutto potrafi sięgać 40 procent, przełożyłoby się na kilka czy kilkanaście groszy mniej za kilogram. Przy zakupach liczonych w dziesiątkach kilogramów rocznie każdej rodzinie dawałoby to wyczuwalną ulgę.

Co może zrobić zwykły klient, żeby płacić mniej

Zanim politycy i sieci wypracują nowe zasady gry, pozostaje codzienna strategia zakupowa. Kilka prostych nawyków potrafi obniżyć rachunek, nie rezygnując z jakości:

  • Sezon ponad wszystko – truskawki zimą czy maliny w styczniu zawsze będą drogie, bo zawierają koszt transportu i magazynowania. W sezonie, gdy jest ich dużo, cena spada wyraźnie.
  • Sprawdzanie ceny za kilogram – wygodna tacka czy ładne pudełko potrafią ukryć wysoką cenę jednostkową. Warto porównać z produktem sprzedawanym luzem.
  • Łączenie kanałów zakupowych – raz w tygodniu zakupy na targu, reszta w markecie. Albo odwrotnie. Sama zmiana miejsca pozwala lepiej zorientować się w realnych cenach.
  • Mniej „wygody”, więcej obierania w domu – gotowe sałatki i pokrojone owoce kosztują znacznie więcej niż te same produkty kupione w całości.

Dlaczego akurat warzywa i owoce stały się „dojną krową” marketów

Takie określenie często pojawia się w analizach rynku: dział warzywno‑owocowy jest niezwykle wygodnym źródłem zysku. Klient i tak musi tam zajrzeć, bo bez nich trudno ułożyć zdrowy jadłospis. Jednocześnie wybór jest ogromny, ceny zmieniają się dynamicznie, a porównanie z konkurencją wymaga czasu i wiedzy.

Dla sieci to idealne pole manewru: można mocno obniżyć cenę kilku popularnych produktów, szeroko to ogłosić w reklamach, a brakujący zysk odzyskać na bardziej „niszowych” pozycjach. To z punktu widzenia czystej ekonomii ma sens, ale z punktu widzenia zdrowia publicznego budzi coraz więcej wątpliwości.

Co jeszcze warto wiedzieć o cenach na tym dziale

Warto pamiętać, że ostateczna kwota na metce to mieszanka bardzo różnych składników: kosztu produkcji, kursów walut, paliwa, kosztu wynajmu powierzchni sklepu, pracy personelu, marketingu, a także strat. Każdy etap łańcucha dostaw próbuje do tej ceny dodać swoją marżę.

Dla konsumenta najbardziej użyteczne staje się więc nie tyle śledzenie szczegółowych raportów, ile kształtowanie prostych nawyków: regularnego porównywania cen w różnych miejscach, wybierania sezonowych produktów i ostrożności wobec zbyt „wygodnych” rozwiązań w kolorowych opakowaniach. Właśnie takie codzienne decyzje sygnalizują sieciom, gdzie kończy się granica akceptowalnej marży.

Prawdopodobnie można pominąć