Dietetyk rozłożył parówki na czynniki pierwsze. Ten film wielu zrazi do zakupów
Popularny dietetyk postanowił wziąć pod lupę parówki, które dla wielu Polaków są szybkim śniadaniem.
Po analizie składu wyciągnął bardzo ostrą ocenę.
Krótki film wrzucony na Instagram wywołał lawinę komentarzy. Michał Wrzosek pokazał etykietę popularnych parówek i krok po kroku omówił każdy składnik. Kiedy wyliczył już wszystkie dodatki, tłuszcze, zagęszczacze i ilość faktycznego mięsa, jasno powiedział, że takich produktów nie zamierza polecać nikomu.
Parówki pod lupą. Co naprawdę jemy na śniadanie?
Parówki są w Polsce niemal symbolem szybkiego, wygodnego posiłku. Lądują w śniadaniówkach dzieci, na talerzach studentów, na kolacji po pracy. Wiele osób traktuje je jak pełnoprawny produkt mięsny, zbliżony do szynki czy kiełbasy. Analiza Wrzoska pokazuje, że to często tylko pobożne życzenie.
Dietetyk sięgnął po opakowanie jednego z popularnych produktów dostępnych w marketach. Zamiast oceniać smak czy markę, skupił się wyłącznie na etykiecie. I tutaj zaczęły się schody – lista składników okazała się dłuższa niż wielu konsumentom mogłoby się wydawać.
Wrzosek zwrócił uwagę, że w analizowanym produkcie faktycznego mięsa z kurczaka było zaledwie około 7 procent, a reszta to mieszanka surowców tanich i silnie przetworzonych.
Mięso oddzielane mechanicznie – co to w ogóle jest?
Jednym z pierwszych składników na etykiecie było mięso oddzielane mechanicznie. Brzmi technicznie, ale w praktyce oznacza produkt powstający z elementów, których nie da się łatwo sprzedać w formie klasycznego mięsa. Do specjalnych urządzeń trafiają resztki z kości, a proces „wyciska” z nich wszystko, co się da.
W efekcie powstaje masa, która może zawierać:
- fragmenty chrząstek,


