Dietetyk rozłożył parówki na czynniki pierwsze. Po tej analizie odechciewa się kupować
Popularny dietetyk sprawdził skład dobrze znanych z polskich stołów parówek.
To, co zobaczył na etykiecie, mocno go zaniepokoiło.
Michał Wrzosek, znany z mediów społecznościowych specjalista od żywienia, wziął pod lupę jedne z popularnych parówek z marketu. Przejrzał dokładnie etykietę, policzył procenty mięsa i dodatków, a później nagrał ostrzeżenie. Jego wniosek był prosty: wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, co dokładnie wkłada do garnka i na talerz dziecka.
Parówki pod lupą. Co naprawdę jemy na śniadanie?
Parówki wciąż są klasykiem polskich śniadań i kolacji. Szybkie, tanie, dzieci je lubią, łatwo je podgrzać. Wrzosek zwrócił uwagę, że ta wygoda ma swoją cenę – przede wszystkim w składzie.
Sięgnął po jeden z popularnych produktów i na nagraniu krok po kroku przeanalizował listę składników. Zamiast porządnego mięsa zobaczył przewagę elementów, które wiele osób wolałoby omijać szerokim łukiem.
Dietetyk stwierdził wprost, że po zapoznaniu się z etykietą nie może z czystym sumieniem zachęcać do kupowania takich parówek.
Jak wyjaśnił, problem nie dotyczy wyłącznie jednej marki. Tego typu skład wciąż jest normą w najtańszych i najbardziej promowanych produktach.
Mięso oddzielane mechanicznie i „reszta wkładu”. Co kryje się w składzie?
Najmocniejszy komentarz Wrzoska dotyczył zastosowania mięsa oddzielanego mechanicznie, czyli tzw. MOM. Dla wielu osób to wciąż tajemniczy skrót, który na etykiecie niewiele mówi. Dietetyk przypomniał, że w tej kategorii mogą znajdować się:
- fragmenty drobnych kości i chrząstek,


