Coraz mniej śniegu, coraz groźniejsze pożary: naukowcy biją na alarm

Coraz mniej śniegu, coraz groźniejsze pożary: naukowcy biją na alarm
4.2/5 - (39 votes)

Coraz cieplejsze zimy w górach oznaczają nie tylko słabsze narty, ale też znacznie ostrzejsze pożary latem.

Najnowsze badania z zachodniej części USA pokazują, że to, ile śniegu spadnie zimą i jak długo się utrzyma, może przesądzić o tym, czy letnie pożary lasów tylko przypalą roślinność, czy zamienią całe doliny w spalone, trudne do odtworzenia pustkowia.

Mniej śniegu zimą, więcej ognia latem

Naukowcy z Western Colorado University przeanalizowali 36 lat danych o pokrywie śnieżnej i pożarach lasów w zachodnich stanach USA, głównie w górskich ekosystemach zależnych od zimowego śniegu. Ich wniosek jest prosty i dość niepokojący: zimowy śnieg nie tylko opóźnia start sezonu pożarowego, ale też wpływa na to, jak intensywnie ogień później trawi las.

Im skromniejsza i krócej zalegająca pokrywa śnieżna, tym większe ryzyko, że letnie pożary będą wyjątkowo niszczące – nie tylko częstsze.

Badacze podkreślają, że w zachodnich regionach USA niemal każda większa zlewnia rzek odczuwa obecnie skutki niskiej pokrywy śnieżnej. Do najbardziej narażonych należą obszary związane z dorzeczem Rio Grande i Kolorado, gdzie śniegu z roku na rok jest coraz mniej.

Dwa różne problemy ze śniegiem

Dotychczas wiele analiz wrzucało zimowy śnieg do jednego worka. Nowe badanie rozdziela dwa zjawiska, które mają inne skutki dla pożarów:

  • wczesne topnienie śniegu – śnieg znika szybciej, lasy wysychają wcześniej, więc sezon pożarowy startuje prędzej i trwa dłużej;
  • ilość wody „ukrytej” w śniegu – tzw. zasób wodny pokrywy śnieżnej, czyli jak dużo wody faktycznie da się z tego śniegu „wycisnąć” podczas topnienia.

Ten drugi element – zawartość wody w śniegu – okazuje się szczególnie związany z tym, jak niszczące stają się pożary. Naukowcy obrazowo porównują śnieg do sezonowego konta oszczędnościowego z wodą.

Gdy zimowe „konto” jest prawie puste, gleba wysycha szybciej, roślinność traci wilgoć, a las staje się bardzo podatny na ogień o dużej intensywności.

Wczesne topnienie samo w sobie wydłuża okno, w którym może coś się zapalić. Mała ilość wody w pokrywie śnieżnej sprawia natomiast, że kiedy już dojdzie do pożaru, ogień ma idealne warunki, aby spalić wszystko do gołej ziemi.

Co oznacza „bardziej surowy” pożar

Dłuższy sezon pożarowy to jedno. Poprawa warunków do ognia o wysokiej intensywności to zupełnie inna skala problemu. Gdy pożar osiąga dużą surowość, skutki trwają latami, a czasem dekadami.

Do charakterystycznych cech takiego pożaru należą:

Cecha pożaru Co się dzieje z ekosystemem
Wysoka temperatura płomieni Masowe zamieranie drzew, uszkodzenie nasion i korzeni
Długotrwałe żarzenie się podłoża Silne przegrzanie i zubożenie gleby, utrata próchnicy
Spalenie całej roślinności Większa podatność na erozję, błotne lawiny i osuwiska
Rozległy zasięg Ryzyko, że las nie odrośnie i zostanie zastąpiony przez zarośla lub trawy

Naukowcy przypominają, że w cieplejszym i suchszym klimacie takim obszarom trudniej wrócić do stanu sprzed pożaru. Zamiast powrotu gęstego lasu pojawiają się rozrzucone krzewy lub suche trawy. Zmienia to całe funkcjonowanie krajobrazu: inny obieg wody, inny skład gatunkowy, inna zdolność do pochłaniania dwutlenku węgla.

To nie tylko „więcej dymu w tym roku”, ale ryzyko, że całe górskie doliny przestaną funkcjonować jako las i nie powrócą do poprzednego stanu przez pokolenia.

Trzy dekady danych: wyraźny wzór

Zespół badawczy prześledził lata 1985–2021, obejmując liczne zlewnie w lasach zachodniej części USA. W danych pojawił się powtarzalny wzór: w latach z niską pokrywą śnieżną pożary częściej osiągały wyższą surowość.

Taki wynik wyjątkowo niepokoi, bo w ostatnich sezonach zimowych zachodnie stany konsekwentnie zgłaszają poniżej normy wartości śniegu. Zimą krajobraz częściej przypomina późną jesień niż klasyczną białą zimę, a stacje pomiarowe pokazują rekordowo małe zasoby wodne związane z pokrywą śnieżną.

Badacze zwracają też uwagę na wpływ dużych wzorców klimatycznych, takich jak El Niño i La Niña. Te zjawiska potrafią zwiększać lub zmniejszać ilość śniegu w zależności od regionu, kształtując w ten sposób nadchodzący sezon pożarowy.

Zimowy śnieg jako wczesny sygnał ostrzegawczy

Jednym z bardziej praktycznych wątków badania jest pomysł, aby traktować warunki śniegowe jako wczesny sygnał zagrożenia. Pokrywa śnieżna jest mierzona systematycznie już zimą, często w czasie, gdy teren pożarowy wydaje się jeszcze całkowicie spokojny.

Niska zawartość wody w śniegu może stać się rodzajem „lampki kontrolnej”, która włącza się kilka miesięcy przed realnym wybuchem sezonu pożarowego.

Dla służb zajmujących się lasami i ochroną przeciwpożarową to cenna wskazówka. Od stanu śniegu mogą zależeć m.in. decyzje o tym:

  • gdzie przyspieszyć prace przy przerzedzaniu lasu,
  • w jakich rejonach przeprowadzić kontrolowane wypalania (tzw. prescribed fire),
  • jak rozmieścić ekipy strażackie i sprzęt,
  • którym społecznościom sygnalizować konieczność dodatkowych przygotowań, np. ewakuacyjnych.

Badacze podkreślają, że kiedy powiązanie między pokrywą śnieżną a surowością pożarów jest lepiej zrozumiane, instytucje mogą planować z większym wyprzedzeniem. Nie chodzi tylko o liczbę pożarów, ale o ich potencjał do trwałego przekształcenia krajobrazu.

Wiosna wciąż może coś zmienić

Mimo niepokojących trendów autorzy pracy nie uznają przyszłego lata za z góry przesądzone. Podkreślają, że wiosenne opady nadal potrafią mocno złagodzić zagrożenie. Mokry marzec i kwiecień spowalniają wysychanie gleby, podnoszą wilgotność roślin i zmniejszają agresję pierwszych pożarów w sezonie.

Nawet jeśli zima była słaba, intensywniejsze deszcze czy późniejszy, chłodniejszy okres wiosenny potrafią dać lasom trochę oddechu. Na odwrót – sucha, gorąca wiosna przyspiesza przejście z cienkiej warstwy śniegu do całkowicie wyschniętej ściółki, co tworzy warunki wręcz wymarzone dla ognia.

Dlaczego to powinno obchodzić także Polaków

Choć omawiane badanie skupia się na górach zachodnich Stanów Zjednoczonych, wnioski są istotne również dla krajów z górskimi terenami i sezonową pokrywą śnieżną – w tym dla Polski. Tatry, Sudety i Beskidy także przechodzą proces ocieplania się zim, krótszego zalegania śniegu i częstszych okresów suszy.

Wraz ze spadkiem liczby dni ze śniegiem, nasze lasy górskie mogą tracić naturalną „poduszkę wodną”. Gdy zima nie zgromadzi odpowiedniej ilości wody, wrażliwe drzewostany stają się bardziej podatne nie tylko na ogień, ale też na korniki, choroby i osłabienie systemu korzeniowego. Kolejne susze i fale upałów kumulują te skutki.

Jak przygotować się na erę cienkiej pokrywy śnieżnej

W praktyce rosnąca wiedza o roli śniegu powinna wpływać na sposób gospodarowania lasami. Specjaliści częściej wskazują na zestaw działań, które zmniejszają ryzyko najbardziej niszczycielskich pożarów, m.in.:

  • tworzenie pasów przeciwpożarowych i uporządkowanie nadmiaru martwego drewna,
  • odchodzenie od monokultur na rzecz bardziej zróżnicowanych drzewostanów,
  • planowe, kontrolowane wypalania, które redukują ilość suchej biomasy zanim zrobi to niekontrolowany ogień,
  • lepsze planowanie zabudowy na terenach sąsiadujących z lasem, tak aby domy nie stały się „paliwem” dla płomieni.

Dla mieszkańców terenów zagrożonych pożarami równie istotna staje się świadomość, że obserwowany „brak zimy” ma bardzo konkretne skutki kilka miesięcy później. Słaba pokrywa śnieżna powinna działać jak ostrzeżenie, że lato może przynieść nie tylko uciążliwy dym, ale także długotrwałe zmiany krajobrazu i jakości życia.

To, co kiedyś kojarzyliśmy z regionami śródziemnomorskimi czy Kalifornią, stopniowo przesuwa się do stref wcześniej uznawanych za „zbyt chłodne” na duże pożary. Coraz więcej zależy od tego, ile wody zdąży się zgromadzić w krótkiej, łagodnej zimie – i czy zdołamy wykorzystać tę wiedzę przy planowaniu ochrony lasów, zanim ogień znów pokaże swoją siłę.

Prawdopodobnie można pominąć