Bluszcz na drzewach i ścianach: kiedy pomaga, a kiedy naprawdę szkodzi
Wielu właścicieli ogrodów wyrywa bluszcz z pni drzew i ścian domów w przekonaniu, że ratuje w ten sposób rośliny i mury.
Specjaliści od zieleni i architektury krajobrazu coraz częściej mówią jednak coś zupełnie innego: w wielu przypadkach takie sprzątanie robi więcej złego niż dobrego, bo bluszcz okazuje się sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.
Bluszcz to nie pasożyt. Skąd wzięła się jego zła sława
Bluszcz pospolity (Hedera helix) od lat ma opinię rośliny agresywnej i niszczycielskiej. Kiedy oplata pień albo wspina się po fasadzie, pierwsza reakcja bywa prosta: sekator w dłoń i wszystko usunąć. Tymczasem ta pnąca roślina działa inaczej niż prawdziwe pasożyty, takie jak jemioła.
Korzenie bluszczu pozostają w ziemi. Z gleby pobiera wodę i składniki mineralne, a przyczepione do pni i murów „czułki” są jedynie kotwicami. Nie wnikają w głąb drewna ani cegły jak świder. To właśnie niezrozumienie mechanizmu wzrostu sprawiło, że wiele osób obwinia bluszcz za problemy, których sam nie wywołał.
Bluszcz sam z siebie nie wysysa soku z drzewa ani nie „zjada” muru – korzysta z nich głównie jako rusztowania.
Specjaliści podkreślają, że zdrowe drzewo, z silnym systemem korzeniowym i dobrze wykształconą koroną, nie traci witalności tylko dlatego, że porasta je bluszcz. Jego obecność może jednak stać się problemem, gdy roślina podporowa jest już osłabiona lub konstrukcja budynku ma widoczne uszkodzenia.
Bluszcz na drzewach: naturalny płaszcz ochronny
W ogrodzie bluszcz często działa jak roślinna kurtka termiczna. Gęsta warstwa liści na pniu:
- łagodzi działanie palącego słońca na korę,


