Badanie ostrzega: kraby rozdrabniają plastik na pył, który zjadamy z owocami morza

Badanie ostrzega: kraby rozdrabniają plastik na pył, który zjadamy z owocami morza
4.5/5 - (48 votes)

W tropikalnych namorzynach naukowcy zauważyli zaskakującą rolę krabów: ich układ pokarmowy zamienia plastik w prawie niewidoczny pył.

Ten nowy rodzaj zanieczyszczenia może wędrować dalej w górę łańcucha pokarmowego, aż w końcu ląduje na talerzu w postaci ryb, krewetek czy innych owoców morza. Badanie prowadzone w Kolumbii pokazuje, że mówimy już nie tylko o mikroplastiku, ale także o jeszcze drobniejszych nanocząstkach, które zachowują się zupełnie inaczej w żywych organizmach.

Kraby jak miksery do plastiku w jednym z najbardziej zaśmieconych miejsc

Gulf Urabá w Kolumbii to obszar, gdzie namorzyny toną w plastikowych śmieciach. W miejskich zatokach pływają folie, butelki i granulki, które stopniowo rozpadają się na mniejsze fragmenty. W tym środowisku żyją kraby z rodzaju Minuca, potocznie nazywane skrzypcikami. Całymi dniami przekopują błotnisty osad, aby przesiać go w poszukiwaniu resztek organicznych.

Problem w tym, że razem z drobinami pokarmu wciągają do pyszczka także mikroplastik. Naukowcy z uniwersytetów w Antioquii i Exeter, we współpracy z ośrodkiem CEMarin, postanowili sprawdzić, co dokładnie dzieje się z tym plastikiem w ciele krabów i jak szybko wraca on do środowiska w zmienionej postaci.

Eksperyment w namorzynach: plastik świecący na czerwono i zielono

Badacze wybrali pięć kwadratowych działek o powierzchni jednego metra każda, położonych w silnie zanieczyszczonych miejskich namorzynach w pobliżu portu Turbo. Przez 66 dni rozsypywali tam maleńkie kulki polietylenu, oznaczone fluorescencyjnym barwnikiem – część świeciła na czerwono, część na zielono. Dzięki temu łatwiej było później namierzyć ich los w osadach i w organizmach.

Po zakończeniu eksperymentu pobrano próbki błota i złapano 95 krabów. W laboratorium badano ich jelita, narząd trawienny pełniący rolę wątroby i trzustki, a także skrzela. Analiza pokazała coś, czego wielu naukowców się obawiało: kraby nie tylko gromadzą plastik, ale aktywnie go rozdrabniają.

W ciałach krabów stwierdzono średnio trzynaście razy więcej cząstek tworzyw sztucznych niż w otaczającym je osadzie. Około 15 procent połkniętych drobin miało już rozmiar nanoplastiku.

Największe stężenia znaleziono w tylnej części jelita, w narządzie trawiennym oraz w skrzelach. To pokazuje, że plastik nie jest tylko „przelotnym” pasażerem, ale przemieszcza się po całym organizmie kraba.

Jak działa „młynek” w ciele kraba

Badacze opisują proces bardzo obrazowo: ciało kraba działa jak kombinacja młynka, tarki i miksera. Twarde części aparatu gębowego kruszą większe kawałki, żołądek mechaniczny dalej je ściera, a bakterie jelitowe pomagają w fizycznym rozbijaniu struktury tworzywa. W efekcie mikroplastik zamienia się w nanoplastik, czyli cząstki tak małe, że trudno je nawet wychwycić współczesnymi metodami analizy.

Co istotne, ten „plastikowy pył” nie pozostaje na zawsze zamknięty w ciele kraba. Z wydalinami trafia z powrotem do osadu. Badanie wykazało, że cały cykl – od połknięcia mikroplastiku po pojawienie się nanocząstek w błocie – trwa około dwóch tygodni. Taki proces powtarza się bez przerwy, bo kraby stale przesiewają namorzynowe podłoże.

Badacze zauważyli też różnice między samcami i samicami. U samic odsetek rozdrobnionych cząstek był wyraźnie wyższy, co może wynikać z innego stylu żerowania albo zróżnicowanej fizjologii przewodu pokarmowego. To sygnał, że tempo powstawania nanoplastiku może zależeć od płci, wieku, a nawet sezonu.

Dlaczego nanoplastik jest bardziej problematyczny niż mikroplastik

Mikroplastik, czyli fragmenty do pięciu milimetrów, od lat budzi niepokój naukowców. Nanoplastik to kolejny, trudniejszy poziom. Te cząstki są tak małe, że potrafią przenikać przez błony komórkowe, gromadzić się w narządach i wchodzić w reakcje z białkami. Ich powierzchnia w przeliczeniu na masę jest ogromna, co ułatwia przyczepianie się zanieczyszczeń chemicznych czy metali ciężkich.

Im mniejszy fragment plastiku, tym głębiej może wedrzeć się w tkanki organizmów morskich – i tym trudniej nam przewidzieć skutki zdrowotne dla ludzi.

W przypadku nanoplastiku mówimy o rozmiarach porównywalnych z niektórymi cząstkami smogu. To poziom, na którym substancja może już wpływać na działanie komórek, a w konsekwencji na całe narządy.

Od błota w Kolumbii do talerza w Europie

Namorzyny to coś w rodzaju przedszkola dla morskiego życia. W gęstwinie korzeni dorastają młode ryby, krewetki, kraby i inne organizmy, które później migrują dalej – między innymi na łowiska. Jeśli kraby odgrywają rolę żywych rozdrabniaczy plastiku, to namorzyny mogą stać się ważnym źródłem nanoplastiku dla całej strefy przybrzeżnej.

Takie cząstki zjadają mniejsze organizmy. Po nich przychodzą drapieżniki – większe ryby, ptaki morskie, żółwie. Na końcu tej drabinki stoją ludzie. Już wcześniejsze analizy, cytowane m.in. przez WWF, sugerowały, że dorosły człowiek może przyjmować nawet kilka gramów plastiku tygodniowo, w tym istotną część z ryb i owoców morza.

Nowe wyniki wskazują, że w tej „diecie z plastikiem” może chodzić nie tylko o mikroskopijne włókna widoczne pod mikroskopem. Coraz częściej w grę wchodzą jeszcze drobniejsze formy, których standardowe badania nawet nie wychwytują. To sprawia, że nasze szacunki dotyczące narażenia na plastik mogą być mocno zaniżone.

Co realnie może trafić na nasz talerz

Ryby i inne morskie zwierzęta wdychają, połykają i filtrowują wodę pełną zawieszonych drobin. Nanoplastik może osadzać się w ich skrzelach, jelitach, tkankach mięśniowych, a czasem przedostawać się nawet do narządów rozrodczych. W zależności od gatunku część zanieczyszczeń usuwamy podczas patroszenia, ale w wielu przypadkach jemy całe organizmy – jak małe rybki, małże czy krewetki.

  • małże i ostrygi – zjadane w całości, razem z przewodem pokarmowym
  • krewetki – często trafiają na talerz niemal w całości
  • małe ryby – bywają spożywane razem ze skórą i drobnymi ościami
  • produkty przetworzone – np. paluszki rybne, pasty, w których nie widzimy struktury mięsa

Im bardziej rozdrobnione mięso, tym trudniej stwierdzić, co w nim tak naprawdę siedzi. Nanoplastik może być już wtedy równomiernie rozproszony w tkankach, a nie tylko w jelitach.

Jak ograniczyć ilość plastiku w diecie i w ekosystemach

Badanie z Kolumbii nie zachęca do strachu przed każdym kawałkiem ryby. Bardziej pokazuje, że problem ma źródło dużo wcześniej – w ilości tworzyw sztucznych wyrzucanych do środowiska. Zanim plastik trafi do krabów, tygodniami lub latami pływa w wodzie w postaci worków, butelek, opakowań po jedzeniu.

Na poziomie konsumenta najwięcej zmieniają dość proste kroki:

  • wybieranie produktów w szkle lub papierze zamiast w plastiku, jeśli jest taka opcja
  • używanie wielorazowych butelek i kubków zamiast jednorazowych
  • ograniczanie foliowych toreb i woreczków podczas zakupów
  • prawidłowa segregacja odpadów, aby jak najmniej lądowało w rzekach i morzach
  • sięganie po ryby i owoce morza z lepiej kontrolowanych łowisk

Na poziomie systemowym problem dotyczy oczyszczalni ścieków, recyklingu, zakazów dotyczących jednorazówek i projektowania opakowań tak, by rzadziej trafiały do przyrody. Każdy fragment plastiku, który nie wpadnie do rzeki, nie trafi później do namorzyn i nie przejdzie przez „młynek” w ciałach organizmów.

Nanoplastik a zdrowie człowieka – pytania bez prostych odpowiedzi

Naukowcy wciąż próbują ustalić, jakie skutki dla ludzi ma przewlekłe wchłanianie nanoplastiku. Cząstki znajdowano już w ludzkiej krwi, płucach, węzłach chłonnych, a nawet w łożysku. To sugeruje, że mogą pokonywać bariery, które do tej pory uznawaliśmy za stosunkowo szczelne.

Poziom Co się dzieje z plastikiem
Środowisko Plastik rozpada się na mikro- i nanofragmenty pod wpływem słońca i mechanicznego ścierania
Organizmy morskie Zwierzęta przypadkowo połykają plastik, niektóre, jak kraby, dodatkowo go rozdrabniają
Łańcuch pokarmowy Cząstki przechodzą do drapieżników i gromadzą się w tkankach
Człowiek Plastik trafia na talerz z rybami i owocami morza, a później do organizmu

Nie chodzi tylko o sam mechaniczny kontakt cząstki z tkanką. Na powierzchni plastiku mogą „podróżować” inne substancje – od metali ciężkich po związki stosowane w przemyśle chemicznym. W efekcie jeden maleńki fragment staje się ruchomą platformą dla całego koktajlu zanieczyszczeń.

W praktyce oznacza to, że badania podobne do tych z kolumbijskich namorzyn są dopiero początkiem. Kraby z Golfo de Urabá mogą okazać się modelem do zrozumienia, jak zachowuje się plastik w jelitach wielu innych gatunków – także tych, które trafiają wprost do sklepów w Polsce. Dla zwykłego konsumenta najrozsądniejsza strategia nie polega więc na panicznym unikaniu ryb, ale na ograniczaniu ilości plastiku w codziennym życiu i domaganiu się lepszej kontroli zanieczyszczeń na poziomie państw i firm.

Prawdopodobnie można pominąć