Coraz mniej śniegu, coraz groźniejsze pożary: niebezpieczne sprzężenie na lato

Coraz mniej śniegu, coraz groźniejsze pożary: niebezpieczne sprzężenie na lato
4.6/5 - (47 votes)

Coraz cieńsza zimowa pokrywa śnieżna w górach to nie tylko problem dla narciarzy.

Naukowcy ostrzegają, że przekłada się ona na gwałtowniejsze pożary latem.

Nowe badanie z zachodniej części Stanów Zjednoczonych pokazuje, że ilość śniegu zalegającego zimą w górach wpływa nie tylko na długość sezonu pożarowego, ale też na to, jak intensywnie płoną lasy. Gdy „magazyn” wody w postaci śniegu się kurczy, ogień ma szansę siać znacznie większe spustoszenie.

Gdy śnieg znika za szybko i jest go za mało

Badacze z Western Colorado University przeanalizowali 36 lat danych o pokrywie śnieżnej i pożarach lasów w zachodniej części USA, głównie w rejonie Gór Skalistych i tamtejszych zlewni rzecznych. Zajęli się dwoma zjawiskami, które często wrzuca się do jednego worka, chociaż działają nieco inaczej.

  • wczesne topnienie śniegu – śnieg znika z gór szybciej niż kiedyś
  • niska zasobność śniegu w wodę – tzw. zawartość wodna pokrywy śnieżnej

Wczesne topnienie sprawia, że lasy wysychają już na wiosnę. Ziemia traci wilgoć, roślinność staje się bardziej palna, a sezon pożarowy startuje wcześniej i trwa dłużej. To z kolei zwykle oznacza większą łączną powierzchnię spalonych terenów, bo okno czasowe na wybuch pożarów się wydłuża.

Inna rzecz to ilość wody „zamrożonej” w śniegu. Naukowcy zwracają uwagę, że nawet gdy śnieg utrzymuje się dość długo, ale jest lekki i suchy, las traci coś w rodzaju sezonowego konta oszczędnościowego z wodą. A właśnie ta zawartość wodna śniegu okazała się mocno powiązana z siłą pożarów.

Badanie pokazuje, że w latach z niską zawartością wody w śniegu pożary w zachodnich lasach USA spalają teren znacznie bardziej dotkliwie: ogień sięga wyżej w korony, zabija więcej drzew i trudniej o naturalną regenerację ekosystemu.

Co w praktyce znaczy „bardziej dotkliwy” pożar

Nie chodzi tylko o większą liczbę pożarów czy dłuższy sezon. Główne ostrzeżenie dotyczy ich natężenia. Gdy ogień nabiera wysokiej intensywności, skutki sięgają dużo dalej niż dym na horyzoncie.

Pożary o dużej sile:

  • zabijają większy odsetek drzew w spalonym obszarze
  • niszczą wierzchnią warstwę gleby, wypalając materię organiczną
  • uruchamiają lawinę zdarzeń pożarze: gwałtowne spływy błotne, powodzie błyskawiczne, silną erozję stoków
  • mogą zmienić typ ekosystemu – z lasu w trwałe zarośla lub trawy

Jeśli las spali się tak mocno, że glebę zryje erozja, a nasiona drzew dosłownie nie mają się gdzie zaczepić, miejsce po lesie przejmują gatunki krzewiaste lub trawiaste. W cieplejszym i suchszym klimacie taka zmiana okazuje się trudna do odwrócenia. Krajobraz wraca do formy sprzed pożaru o wiele wolniej, a często już wcale.

Trzy dekady danych: im mniej śniegu, tym większe spustoszenie

Zespół kierowany przez dr. Jareda Balika zebrał informacje z lat 1985–2021 dla licznych zlewni rzecznych w lasach zachodniej części USA. Łącząc dane o pokrywie śnieżnej, zawartości wody w śniegu oraz mapy pożarów, badacze zidentyfikowali wyraźny wzorzec: lata z niskim poziomem śniegu wiązały się z wyższą intensywnością spalania terenu.

Najmocniej problem rysuje się w rejonach takich jak dorzecze Rio Grande czy zlewnia Kolorado. To obszary, w których długoterminowy spadek ilości śniegu jest dobrze udokumentowany. Ostrzeżenie ma więc charakter bardzo praktyczny, a nie teoretyczny.

Warunki zimowe Wpływ na sezon pożarowy
Wczesne topnienie śniegu Sezon zaczyna się wcześniej, łączna powierzchnia spalona rośnie
Cienka pokrywa śnieżna, mało wody w śniegu Pożary osiągają wyższą intensywność, lasy trudniej się odradzają
Gruba, wilgotna pokrywa śnieżna Gleby wysychają później, ogień ma mniejszą siłę rażenia

Badacze przeanalizowali również wpływ dużych zjawisk klimatycznych, takich jak El Niño czy La Niña, które potrafią zwiększyć lub zmniejszyć opady śniegu w różnych częściach kontynentu. Zależności regionalne są skomplikowane, lecz ogólny kierunek zmian pozostaje czytelny: zimy się ocieplają, pokrywa śnieżna maleje, a sezon pożarowy wchodzi na wyższe obroty.

Śnieg jako naturalna tarcza przeciwpożarowa

Zimowa pokrywa śnieżna działa na lasy jak bufor. Gruba warstwa śniegu uwalnia wodę powoli, zasilając glebę i rośliny w czasie wiosny i wczesnego lata. Gdy tego bufora brakuje, wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie: topnienie jest krótkie, ziemia wysycha szybciej, a roślinność spada z wilgotności do poziomu, przy którym wystarczy jedna iskra.

Im cieńsza pokrywa śnieżna, tym wcześniej i na dłużej górskie lasy pozostają bez ochronnego „parasola” wody. To idealne warunki dla intensywnego ognia.

Autorzy badania porównują śnieg do sezonowego rachunku oszczędnościowego. W latach z obfitą pokrywą śnieżną lasy mają większą „poduszkę finansową” w postaci wilgoci zgromadzonej w glebie. Gdy zima jest sucha i ciepła, saldo tego rachunku spada, a każde dodatkowe obciążenie – jak fala upałów – szybciej doprowadza ekosystem na skraj kryzysu pożarowego.

Zima jako wczesny sygnał dla służb i samorządów

Najbardziej praktyczny wniosek z pracy zespołu dr. Balika dotyczy planowania. Okazuje się, że już w końcówce zimy można oszacować nie tylko ryzyko wystąpienia pożarów, ale także ich potencjalną siłę. To ważne dla zarządców lasów, straży pożarnej i lokalnych władz, które muszą reagować z dużym wyprzedzeniem.

Jak można wykorzystać prognozy pokrywy śnieżnej

Na podstawie informacji o ilości śniegu w górach można wcześniej:

  • wskazać najbardziej narażone regiony, gdzie warto przyspieszyć prace leśne
  • zaplanować cięcia i przerzedzanie drzewostanów, które zmniejszają intensywność ognia
  • rozłożyć siły i sprzęt straży pożarnej tak, by szybciej reagowały w krytycznych miejscach
  • przygotować mieszkańców terenów przy lasach: kampanie informacyjne, plany ewakuacji, ćwiczenia

Naukowcy podkreślają też znaczenie kontrolowanych wypaleń, tzw. prescribed fires. To działania prowadzone przez specjalistów, którzy celowo podpalają wybrane fragmenty lasu w sprzyjających warunkach. Taki ogień usuwa nadmiar łatwopalnej masy roślinnej i ogranicza ryzyko późniejszych, niekontrolowanych pożarów o dużej sile.

Wiosna wciąż może coś zmienić

Choć wnioski z badań brzmią pesymistycznie, naukowcy nie uważają, że każdy suchy styczeń automatycznie przesądza o katastrofalnym lecie. Sporo zależy od tego, co wydarzy się w kolejnych miesiącach. Mokra, deszczowa wiosna wciąż potrafi sporo złagodzić.

Dodatkowe opady w marcu i kwietniu mogą:

  • opóźnić wysychanie gleby
  • podnieść wilgotność ściółki i gałęzi
  • zmniejszyć intensywność pierwszych pożarów, które zwykle są najtrudniejsze do opanowania przy suchym starcie sezonu

Mimo tego główny przekaz pozostaje niezmienny: gdy zimowy „magazyn” wody zapisany w śniegu jest ubogi, lasy wchodzą w lato bardziej odsłonięte na ogień, a każde zdarzenie pożarowe ma większą szansę przerodzić się w ekstremalny incydent.

Co to oznacza dla innych górskich regionów, także w Europie

Choć badanie dotyczy zachodnich Stanów Zjednoczonych, pokazany mechanizm jest dość uniwersalny. W Alpach, Tatrach czy Karpatach też obserwujemy cieplejsze zimy, mniej stabilną pokrywę śnieżną i częstsze okresy niemal bezśnieżne. W dłuższej perspektywie może to zmienić sposób, w jaki myślimy o bezpieczeństwie przeciwpożarowym w górach.

W Polsce już dziś strażacy odnotowują przesunięcie sezonu pożarów lasów. Coraz częściej zaczyna się on już w marcu, gdy wysychają łąki i młode lasy sosnowe na lekkich glebach. Jeśli zimy staną się z biegiem lat uboższe w śnieg, podobne jak w badaniu zależności mogą mocniej ujawnić się także u nas – zwłaszcza w regionach górskich i podgórskich.

W praktyce warto więc patrzeć na zimowe komunikaty hydrologiczne nie tylko przez pryzmat tego, czy starczy wody w rzekach i zbiornikach, ale także jako wczesną wskazówkę odnośnie do nadchodzącego sezonu pożarowego. Informacje o grubości pokrywy śnieżnej i jej zawartości wody mogą stać się ważnym elementem lokalnych strategii bezpieczeństwa, podobnie jak dziś prognozy burz czy ostrzeżenia przed upałem.

Prawdopodobnie można pominąć