Ogród i rośliny
Burgundia, chardonnay, Côte-d’Or, przymrozki, uprawa winorośli, winnice, wino, zmiany klimatu
Kasia Nowacka
21 minut temu
Burgundia po wiosennych przymrozkach: winnice między ulgą a strachem
Tegoroczna wiosna w Burgundii to dla plantatorów prawdziwy sprawdzian odporności psychicznej i refleksu. Choć pierwsze mroźne noce nie przyniosły tak drastycznych obrazów 'spalonych’ winnic jak kilka lat temu, winiarze wciąż nie mogą odetchnąć z ulgą. Obecny spokój w regionie Côte-d’Or jest złudny, gdyż nadchodzące ocieplenie zmusi rośliny do gwałtownego wzrostu, czyniąc je jeszcze bardziej bezbronnymi wobec kaprysów kwietniowej pogody.
Najważniejsze informacje:
- Szkody po tegorocznych przymrozkach są widoczne, ale nie mają charakteru totalnej katastrofy, jak w 2021 roku.
- Odmiana chardonnay ucierpiała bardziej niż pinot noir ze względu na wcześniejszy start wegetacji.
- Mokre pąki (po deszczu lub śniegu) są znacznie bardziej podatne na przemarzanie niż suche.
- Gwałtowne ocieplenie po przymrozkach zwiększa wrażliwość roślin na ewentualne kolejne uderzenia zimna.
- Zjawisko filażu może obniżyć wielkość i jakość plonu nawet przy braku spektakularnych zniszczeń mrozowych.
Winiarze w Burgundii jeszcze nie odetchnęli, choć najgorszy scenariusz po wiosennych przymrozkach na razie się nie spełnił.
Po dwóch mroźnych nocach pod koniec marca burgundzkie winnice wyglądają spokojnie, ale nikt tam nie cieszy się na zapas. Krzewy na chwilę zatrzymały rozwój, część pąków ucierpiała, a prawdziwy test dopiero ma nadejść w cieplejsze, świąteczne dni. To wtedy okaże się, czy krótkie uderzenie zimna było jedynie ostrzeżeniem, czy początkiem trudnego sezonu.
Przymrozki słabsze niż w 2021 roku, ale wcale nie niewinne
Na pierwszy rzut oka sytuacja nie przypomina dramatycznego roku 2021, kiedy w Burgundii całe parcele wyglądały jak spalone. Teraz winiarze mówią raczej o „mocnym ciosie” niż o katastrofie. Szkody są widoczne, lecz rozłożone, a nie totalne.
Najbardziej ucierpiał chardonnay, które zwykle rusza z wegetacją szybciej niż pinot noir. To oznacza, że w momencie uderzenia zimna delikatne pąki były już bardziej otwarte i wrażliwe. Lokalne obserwacje wskazują, że w pojedynczych miejscach uszkodzeniu mogło ulec nawet do połowy pąków, lecz takie przypadki należą do rzadkości.
Uszkodzone pąki nie zawsze oznaczają straconą kiść. O ostatecznym bilansie zadecyduje to, co kryje się w środku – zielona tkanka czy już suchy, martwy materiał.
Różnica wobec 2021 roku polega też na tym, że uderzenie mrozu było krótsze i mniej intensywne. Winiarze nadal liczą straty, ale ogólny ton komentarzy jest ostrożnie optymistyczny. Zamiast rozpaczy – wyczekiwanie.
Dlaczego Côte-d’Or poradziło sobie lepiej niż inne regiony
Burgundia jest zróżnicowana, a w tym roku los okazał się łaskawszy dla Côte-d’Or niż dla sąsiednich apelacji. W takich miejscach jak Chablis czy część Szampanii temperatura spadła niżej, a chłód utrzymywał się dłużej, co przełożyło się na znacznie większe szkody.
Do obrazu sytuacji dochodzi jeszcze kwestia rodzaju mrozu. W winnicach rozróżnia się dwie główne sytuacje:
- mróz adwekcyjny – związany z napływem bardzo zimnych mas powietrza, często suchych i przenikliwych,
- mróz radiacyjny – pojawia się, gdy nocą ziemia traci nagromadzone ciepło przy bezchmurnym niebie i bezwietrznej pogodzie.
Najgroźniejsze są sekwencje, w których oba zjawiska następują po sobie. W ostatnich dniach w Côte-d’Or nie doszło do takiej kombinacji w pełnej skali, dzięki czemu rośliny przetrwały bez masowych zniszczeń.
Winorośl znosi wiele, ale nie lubi niespodzianek tuż po wyjściu z zimowego spoczynku. Im bardziej ruszyła wegetacja, tym boleśniej odczuwa każdy spadek temperatury poniżej zera.
Najbardziej narażone zakątki Burgundii
Pierwsze wyraźne ślady szkód pojawiają się głównie tam, gdzie winnice i tak uchodzą za wrażliwe na wiosenne przymrozki. Winiarze bacznie przyglądają się trzem obszarom: rejonowi Châtillonnais, wyżej położonym winnicom oraz parcelom wokół Nolay.
Śnieg, deszcz i martwa cisza powietrza
W górnych partiach stoków 26 marca spadł śnieg. Biały puch, zamiast pełnić rolę kołdry, w tym wypadku zadziałał jak dodatkowe źródło chłodu i wzmocnił efekt następnych nocy. Około Nolay spadło z kolei kilka milimetrów deszczu tuż przed pierwszym mrozem, co miało szczególnie niekorzystne skutki.
Mokry pąk jest dużo bardziej podatny na przemarzanie. Woda na jego powierzchni szybko się wychładza, a w skrajnych sytuacjach zamarza, dosłownie „ściskając” tkanki. To dobrze znany mechanizm wśród plantatorów winorośli, sadowników czy ogrodników.
Na niektórych, słabiej przewietrzanych parcelach, pąki już teraz przybierają rdzawy kolor. W praktyce nie musi to oznaczać całkowitej straty. Po nacięciu część z nich nadal pozostaje zielona w środku, co daje nadzieję na odrost z tzw. pąków zapasowych. Inne są już wyraźnie wyschnięte – te uznaje się za stracone.
Ciepłe święta mogą przynieść prawdziwy test
Przymrozki zatrzymały wegetację winorośli mniej więcej na dziesięć dni. Teraz prognozy mówią o wyraźnym ociepleniu – średnio około 15 stopni w dzień, z maksymalnymi wartościami sięgającymi w słońcu ponad 20 stopni. To zapowiedź gwałtownego przyspieszenia w winnicach.
W takim scenariuszu roślina nadrabia czas: błyskawicznie rozwijają się liście, młode pędy rosną w oczach, a fazy rozwojowe przesuwają się o kilka „kroków” do przodu w ciągu krótkiego okresu. I właśnie w tej chwili winiarze czują największe napięcie.
Im szybciej winorośl wystartuje po ochłodzeniu, tym bardziej wrażliwa stanie się na ewentualny powrót chłodu. Drugi mróz, uderzający w świeże, miękkie tkanki, potrafi zrobić o wiele większe spustoszenie niż pierwszy.
Prognozy nie wskazują na długą, stabilną falę ciepła, a wiosna w tej części Europy często zaskakuje powrotami zimnych nocy nawet w drugiej połowie kwietnia. Dlatego winiarze mówią dziś o „fałszywym spokoju” i robią wszystko, by być gotowym na kolejne uderzenie.
Co teraz obserwują winiarze z Burgundii
Nadchodzące dni zapowiadają się dla nich bardziej jak maraton oględzin niż świąteczny odpoczynek. Najważniejsze zadania są trzy.
W praktyce taki monitoring decyduje o części przyszłej produkcji. Od reakcji na najbliższe ochłodzenie może zależeć, czy na jesieni z krzewów spłynie wino w normalnej ilości, czy winiarnia odnotuje dotkliwy spadek wolumenu.
Cichy przeciwnik: filaż, czyli mniejsze grona bez spektakularnego mrozu
Któryś z winiarzy może dziś spojrzeć na swoją parcelę i uznać, że „nie jest tak źle” – mrozu nie widać tak wyraźnie, jak w roku z całkowicie spalonymi pędami. Problem w tym, że część szkód może ujawnić się dopiero później, w postaci zjawiska nazywanego przez specjalistów filażem.
Chodzi o sytuację, w której długotrwały chłód zaburza rozwój kwiatostanów. Na pędach pojawia się mniej zawiązków gron, a część z nich rozwija się słabiej. W rezultacie na jednym krzewie tworzy się mniej kiści, a ich rozmiar i struktura różnią się od standardu dla danej parceli.
| Etap rozwoju winorośli | Znaczenie dla przyszłego plonu |
|---|---|
| Wybicie pąków (początek wegetacji) | Start kształtowania liczby pędów i potencjalnych gron |
| Pierwsze liście | Około 40% „budowy” przyszłej wielkości plonu |
| Przed kwitnieniem | Ustalenie liczby i kondycji kwiatostanów |
Jeśli seria chłodnych dni nałoży się na ten wrażliwy okres, winorośl „zapamięta” to na wiele tygodni. Ostateczny efekt widać wtedy dopiero podczas zbiorów – mniej gron na krzewie, nierówne dojrzewanie i inny balans między cukrem, kwasowością a substancjami aromatycznymi.
Wielkanoc bez polowania na jajka, za to z nerwowym liczeniem pąków
Kontrast jest wyraźny: gdy większość mieszkańców regionu przygotowuje się do świątecznych spotkań, winiarze spędzają poranki w rzędach winorośli, notując kolor pąków i patrząc w niebo. Nie ma fajerwerków ani widowiskowych obrazów, jest za to codzienna, cicha praca, od której realnie zależy przyszła butelka burgunda.
Dobra wiadomość jest taka, że najczarniejszy scenariusz na razie się nie zmaterializował. Nie widać krajobrazów przypominających zimowy pogrom sprzed kilku lat. Zła – sezon dopiero się rozkręca, a wiosna potrafi przynieść jeszcze wiele chłodnych niespodzianek.
Winiarze z Côte-d’Or funkcjonują dziś w stanie zawieszenia: między ulgą, że tym razem mróz nie zniszczył wszystkiego, a świadomością, że jedna noc może odwrócić sytuację o 180 stopni.
Jak winiarze bronią winnice przed mrozem w kolejnych tygodniach
Gdy prognozy sugerują ryzyko spadku temperatury, w ruch idą różne metody obrony. Żadna nie jest idealna, wszystkie kosztują pieniądze i czas, ale w latach słabych zbiorów mogą decydować o być albo nie być małych producentów.
- Świece parafinowe i piece – ustawiane między rzędami, powoli ogrzewają powietrze przy gruncie. Tworzą delikatną „kopułę” cieplejszej masy powietrza nad krzewami.
- Wiatrowe turbiny – mieszają warstwy powietrza, ściągając nieco cieplejsze masy z wyższych poziomów na poziom winnicy. Działają głównie przy mrozie radiacyjnym.
- Zraszanie wodą – kontrolowane polewanie pąków wodą, która zamarzając, oddaje ciepło i tworzy lodową „pancerkę” stabilizującą temperaturę na poziomie wokół zera.
- Przemyślane prowadzenie krzewów – tak dobrane cięcie i sposób prowadzenia, by część pąków „rezerwowych” pozostała nieco bardziej schowana i wystartowała później.
Każda z tych metod ma swoje granice skuteczności. Zbyt długi i ostry mróz potrafi przełamać nawet najlepiej przygotowaną obronę. Dlatego coraz więcej winiarzy zwraca uwagę na długoterminowe przystosowanie – wybór podkładek, klonów i sposobu uprawy lepiej znoszących kaprysy wiosny.
Co ta sytuacja mówi o przyszłości burgundzkiego winiarstwa
Ostatnie lata uświadamiają, że w regionach takich jak Burgundia sezon „normalny” staje się raczej wyjątkiem niż regułą. Z jednej strony ocieplenie klimatu pozwala na dojrzewanie winogron w latach, kiedy dawniej byłoby zbyt chłodno. Z drugiej – zimowe temperatury nie zawsze trzymają się kalendarza, a przymrozki coraz częściej wchodzą w konflikt z przyspieszoną wiosną.
Dla konsumenta może to oznaczać większą zmienność między rocznikami, a w konsekwencji wahania cen. Dla samych winiarzy – ciągłą konieczność podejmowania szybkich decyzji w oparciu o prognozy i obserwacje w terenie. Burgundzkie butelki, które trafiają na półki w sklepach, coraz częściej są efektem nie tylko talentu piwnicznego, lecz także refleksu i odporności psychicznej w marcu i kwietniu.
W praktyce te same mechanizmy działają też w innych regionach Europy, w tym w polskich winnicach, które również zmagają się z wiosennymi przymrozkami. Każdy, kto uprawia wrażliwe rośliny – od winorośli po morele – obserwuje podobne napięcie między ciepłymi marcowymi dniami a nagłym nocnym spadkiem temperatury. Burgundia jest tu po prostu bardzo widocznym przykładem, bo każde wahnięcie w jej winnicach szybko odbija się echem na etykietach i w portfelach miłośników wina na całym świecie.
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego odmiana chardonnay jest bardziej narażona na przymrozki?
Chardonnay zazwyczaj rusza z wegetacją szybciej niż inne odmiany, np. pinot noir, przez co jego delikatne pąki są już otwarte w momencie wystąpienia wiosennych chłodów.
Jaka jest różnica między mrozem adwekcyjnym a radiacyjnym?
Mróz adwekcyjny wiąże się z napływem mas zimnego powietrza, natomiast radiacyjny powstaje, gdy ziemia traci ciepło przy bezchmurnym niebie i braku wiatru.
W jaki sposób winiarze chronią krzewy winorośli przed mrozem?
Stosuje się ogrzewanie świecami parafinowymi, turbiny wiatrowe mieszające powietrze oraz zraszanie wodą, które tworzy ochronną warstwę lodu na pąkach.
Czym jest zjawisko filażu?
To zaburzenie rozwoju kwiatostanów spowodowane długotrwałym chłodem, co prowadzi do mniejszej liczby gron i nierównego dojrzewania owoców.
Wnioski
Sytuacja w burgundzkich winnicach to wyraźny sygnał, że ekstremalne zjawiska pogodowe stają się nową normą w rolnictwie. Dla koneserów wina oznacza to rosnącą niepewność co do cen i dostępności ulubionych butelek, które są efektem coraz trudniejszej walki o przetrwanie plonów. Ostatecznie o jakości tegorocznego rocznika zadecyduje nie tylko klimat, ale przede wszystkim determinacja i nowoczesne metody ochrony stosowane przez producentów w tym krytycznym okresie.
Podsumowanie
Winiarze w Burgundii zmagają się ze skutkami marcowych przymrozków, które choć łagodniejsze niż w 2021 roku, wciąż zagrażają tegorocznym zbiorom. Najbardziej ucierpiały wczesne pąki chardonnay, a ostateczny bilans strat zależy od stabilności pogody w nadchodzących, cieplejszych tygodniach.


