Europa wprowadza limity paliwa: 50 litrów dziennie i cięcia podatków
Wąski morski korytarz na Bliskim Wschodzie trzęsie dziś portfelami kierowców w całej Europie.
Ceny ropy wystrzeliły, a rządy reagują w pośpiechu.
Po zamknięciu przez Iran strategicznej cieśniny transportowej napięcie na rynku paliw rośnie z dnia na dzień. Jedne państwa sięgają po brutalne limity na stacjach, inne wolą ratować kierowców obniżkami podatków. W tle wisi obawa, że to dopiero początek szerszego kryzysu energetycznego.
Odcięty korytarz, który decyduje o 20 proc. ropy na świecie
Iran kilka dni temu zablokował Cieśninę Ormuz – niewielki, ale kluczowy szlak wodny, którym płynie około jednej piątej światowego eksportu ropy. To miejsce, przez które przechodzą tankowce zaopatrujące rafinerie od Azji po Europę.
Przeczytaj również: Dlaczego warto uderzyć w maskę auta zimą, zanim przekręcisz kluczyk
Z powodu blokady baryłka ropy Brent podrożała z około 73 do 112 dolarów w mniej niż miesiąc – skok o ponad 50 procent.
Gwałtowny wzrost cen ropy szybko przenosi się na ceny na stacjach, bo koszt surowca stanowi największą część tego, co kierowca widzi na dystrybutorze. Wystarczy kilka tygodni takiej huśtawki, by przewoźnicy, rolnicy i zwykli kierowcy zaczęli liczyć każdy litr.
Słowenia wprowadza twardy limit: 50 litrów na dobę
Pierwszym krajem w Unii, który zdecydował się na drastyczny krok, została Słowenia. Rząd w Lublanie ogłosił w trybie pilnym dzienne limity zakupów paliwa dla kierowców.
Przeczytaj również: Dlaczego motocykliści wystawiają nogę na asfalt podczas jazdy?
Prywatni kierowcy mogą kupić maksymalnie 50 litrów paliwa dziennie. Firmy, rolnicy i inni użytkownicy priorytetowi – do 200 litrów.
Premier Robert Golob zapewnia, że fizycznie paliwa nie brakuje, a magazyny są wypełnione. Problem nie leży więc w realnym niedoborze, tylko w zachowaniach ludzi i kierowców z zagranicy.
Panika przy dystrybutorach i turystyka paliwowa
W Słowenii zderzyły się dwa zjawiska:
Przeczytaj również: Fanatec ClubSport Wheel Rim GT3: pierwszy customowy „kierownik”, który zmienia podejście do simracingu
- gwałtowne gromadzenie paliwa przez kierowców obawiających się wzrostów cen lub braków,
- masowe przyjazdy zagranicznych kierowców, którzy chcą zatankować taniej niż u siebie.
Ekonomiści dobrze znają ten mechanizm. Wystarczy sam strach przed brakiem towaru, by ludzie ruszyli do sklepów czy na stacje i… faktycznie wyczyścili półki lub zbiorniki. Teoretycznie zapasy są, praktycznie – dystrybutory zaczynają świecić pustkami, bo logistyka nie nadąża z dowozem paliwa.
Słoweński limit ma przerwać ten łańcuch paniki. Rząd chce doprowadzić do sytuacji, w której kierowcy tankują na bieżąco, a nie do kanistrów i dodatkowych beczek w garażu.
Hiszpania idzie inną drogą: zamiast limitów – ostre cięcie podatków
Hiszpania uznała, że administracyjne reglamentowanie paliwa tylko napędzi strach. Rząd w Madrycie postawił na narzędzia podatkowe, aby choć częściowo złagodzić szok cenowy.
VAT na paliwa spadł z 21 do 10 procent. Do tego dochodzi obniżka specjalnej akcyzy na benzynę i diesla oraz niższe podatki na gaz i inne paliwa.
To element szerokiego planu awaryjnego liczącego 80 punktów, który ma zamortyzować skutki konfliktu w Iranie dla hiszpańskiej gospodarki. Dla przeciętnego kierowcy oznacza to realną różnicę przy kasie.
Ile kierowca rzeczywiście oszczędza?
Według wyliczeń tamtejszego resortu transportu przeciętna obniżka wynosi około 20 eurocentów na litrze. Przy pełnym zbiorniku różnice robią się widoczne.
| Rodzaj korzyści | Skala zmiany |
|---|---|
| Obniżka VAT | z 21% do 10% |
| Niższa akcyza na benzynę | –11 eurocentów na litrze |
| Niższa akcyza na diesel | –5 eurocentów na litrze |
| Średnia ulga dla kierowcy | ok. 20 eurocentów na litrze |
Część kierowców zaoszczędziła nawet do 8 euro na jednym tankowaniu. Nic dziwnego, że już od samego rana przed wieloma stacjami tworzyły się długie kolejki. Hiszpanie chcą skorzystać z tańszego paliwa, zanim sytuacja na rynku ponownie się zmieni.
Szwecja przygotowuje własną tarczę paliwową
Do gry wchodzi też Szwecja, która zapowiada obniżenie podatków paliwowych od maja, jeśli tylko uzyska zgodę parlamentu. Propozycja zakłada zmniejszenie podatku tak, by cena litra benzyny spadła o 9 eurocentów, a diesla – o 4 eurocenty.
Premier Ulf Kristersson otwarcie przyznał, że to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie i na innych rynkach, mocno uderza w szwedzką gospodarkę. Chodzi nie tylko o koszty dla kierowców, ale też o rosnące wydatki firm transportowych, sektora rolnego czy przemysłu.
Dlaczego obniżki podatków i limity to tylko doraźne rozwiązanie
Chociaż politycy chętnie chwalą się nowymi tarczami i limitami, ich pole manewru jest ograniczone. Głównym wyznacznikiem pozostaje globalna cena ropy, na którą pojedynczy kraj ma znikomy wpływ.
Nawet przy niższym VAT czy akcyzie końcowa cena na dystrybutorze nadal podąża za notowaniami ropy na rynkach światowych.
Gdy baryłka drożeje o 50 procent w miesiąc, żadna obniżka podatku nie jest w stanie w pełni tego zrekompensować. Państwa mogą jedynie spłaszczać skoki cenowe i kupić sobie czas – dla gospodarki, firm transportowych i domowych budżetów.
Do tego dochodzi jeszcze szerszy efekt: wyższe koszty paliw uderzają nie tylko w kierowców samochodów osobowych. Cała branża petrochemiczna – od tworzyw sztucznych, przez nawozy, aż po kosmetyki – opiera się na produktach naftowych.
Droższe paliwo, droższe życie
Eksperci spodziewają się, że przy przedłużającej się blokadzie Ormuzu w górę pójdą ceny wielu dóbr codziennego użytku. Powody są co najmniej dwa:
- wyższe koszty transportu towarów ciężarówkami, statkami czy samolotami,
- droższe surowce dla fabryk wykorzystujących pochodne ropy.
Efekt finalny odczują konsumenci na półkach sklepowych – od jedzenia, przez ubrania, po sprzęt elektroniczny. Kryzys paliwowy często działa jak wzmacniacz dla ogólnej inflacji.
Co to znaczy dla kierowców w Polsce i w regionie
Polacy na razie nie widzą limitów w rodzaju 50 litrów dziennie, ale sytuacja na rynkach hurtowych dotyczy również naszego regionu. Rafinerie w Europie kupują ropę na tych samych rynkach co Słowenia, Hiszpania czy Szwecja. Jeśli konflikt w rejonie Ormuzu się przeciągnie lub zaostrzy, presja na ceny paliw w Polsce też wzrośnie.
Dla zwykłego kierowcy istotne jest zrozumienie, że reakcje rządów – limity, obniżki VAT, chwilowe tarcze – to raczej amortyzatory niż lekarstwo. Ostatecznie liczy się to, czy ropa znów potanieje, czy wręcz przeciwnie – kolejne napięcia geopolityczne podbiją ceny jeszcze wyżej.
W takiej sytuacji rośnie znaczenie oszczędzania paliwa: łączenia przejazdów w jedną trasę, korzystania z komunikacji miejskiej, wspólnych dojazdów czy wybierania tańszych godzin tankowania. Z punktu widzenia domowego budżetu kilka drobnych nawyków kierowcy może mieć większe znaczenie niż jednorazowa obniżka podatku o kilka groszy na litrze.
Firmy transportowe i rolnicy już dziś kalkulują, jak przerzucić część kosztów na klientów, a jaką część wchłonąć we własne marże. Jeżeli niepewność wokół cieśniny Ormuz utrzyma się długo, coraz więcej branż będzie musiało szukać oszczędności lub podnosić ceny. W takim otoczeniu energetycznym zyskują na znaczeniu inwestycje w efektywność paliwową, przechodzenie na gaz czy napędy elektryczne, a także długoterminowe kontrakty zabezpieczające cenę surowca, bo krótkie kryzysy coraz częściej przeradzają się w długą presję kosztową dla całych gospodarek.


