Tylko część ludzi słyszy ten dziwny „grzmot” w głowie. Zrób prosty test
Zamknij oczy, mocno ściągnij mięśnie twarzy i wsłuchaj się w ciszę.
Niektórzy w tym momencie słyszą dziwny, niski pomruk.
Brzmi jak fantazja z forum internetowego, a chodzi o realne zjawisko związane z pracą maleńkiego mięśnia ukrytego głęboko w uchu. Dla większości pozostaje on całkowicie nieświadomy, lecz u części ludzi można nim sterować z własnej woli – i wywoływać w głowie prywatny „grzmot”, którego nikt inny nie słyszy.
Grzmot w głowie: jak zrobić test krok po kroku
Zjawisko jest zaskakująco proste do sprawdzenia, nie potrzebujesz żadnego sprzętu ani lekarza. Wystarczy spokojne miejsce i kilkanaście sekund skupienia.
- usiądź lub stań w cichym pomieszczeniu
- zamknij oczy, rozluźnij barki i szyję
- spróbuj bardzo mocno napiąć mięśnie twarzy, jak przy silnej, wymuszonej „bolesnej” minie
- albo udawaj ziewnięcie przy zamkniętych ustach
- skup się na tym, co dzieje się w uszach
Jeśli w tej chwili usłyszysz głęboki, jednostajny dźwięk przypominający odległy grzmot burzy, szum wiatru w mikrofonie albo odgłos podziemnego osuwiska, należysz do mniejszości z rzadką zdolnością kontroli pewnego mięśnia ucha. Jeżeli nie dzieje się absolutnie nic – wszystko jest w porządku, po prostu masz standardową konfigurację neurologiczną.
Ten „grzmot” to nie fantomowy szum ani krew w żyłach, tylko realna wibracja mięśnia w uchu środkowym, którą Twój mózg rejestruje jak dźwięk.
Mały mięsień, wielki filtr: co robi tensor tympani
Źródłem całego zamieszania jest maleńki mięsień o łacińskiej nazwie tensor tympani, po polsku nazywany mięśniem napinaczem błony bębenkowej. Znajduje się on w uchu środkowym, dokładnie tam, gdzie wibruje błona bębenkowa odbierająca fale dźwiękowe.
Jego zadanie na co dzień przypomina działanie wbudowanego systemu redukcji hałasu. Gdy się napina, usztywnia błonę bębenkową, a ta wibruje słabiej. Oznacza to, że do ucha wewnętrznego dociera mniej energii, głównie z dźwięków głośnych i niskich.
Organizm robi to automatycznie w wielu sytuacjach:
- gdy mówisz podniesionym głosem
- kiedy krzyczysz na meczu lub koncercie
- podczas żucia i gryzienia twardych produktów
Bez takiego zabezpieczenia życie byłoby zaskakująco hałaśliwe – każdy kęs jabłka czy chipsa rozbrzmiewałby w czaszce jak uderzenie młota pneumatycznego. Z czasem prowadziłoby to do uszkodzeń wrażliwych struktur ucha wewnętrznego. Napinacz błony bębenkowej działa jak biologiczny filtr, który ucisza dźwięki produkowane przez nasze własne ciało.
Dlaczego tylko nieliczni potrafią „włączyć” grzmot na zawołanie
U większości ludzi ten mięsień pracuje automatycznie, poza kontrolą świadomości. Reaguje jak odruch: pojawia się głośny dźwięk lub ruch szczęki – mięsień się napina. I na tym koniec historii.
U niewielkiej grupy osób układ nerwowy połączył się z tym mięśniem odrobinę inaczej. W ich przypadku impulsy z mózgu mogą świadomie go pobudzać, podobnie jak gdy napinamy biceps czy mięśnie brzucha. Gdy taki człowiek uruchamia napinacz błony bębenkowej bez mówienia czy żucia, błona i kosteczki słuchowe zaczynają delikatnie drżeć. To właśnie to drżenie słyszy jako niskie, przytłumione dudnienie.
Mechanizm można porównać do przyłożenia ucha do napiętego bicepsa – słyszysz cichy pomruk mięśni, tyle że przeniesiony do wnętrza czaszki.
Otolaryngolodzy znają ten fenomen od lat. Opisy trafiają do literatury medycznej jako nieszkodliwy wariant fizjologiczny, czasem mylony przez pacjentów z początkiem szumów usznych. Z perspektywy zdrowia słuchu to raczej ciekawostka anatomiczna niż objaw choroby.
„Grzmotki uszne” w internecie: społeczność, która nagle się odnalazła
Przez długi czas osoby posiadające tę zdolność żyły w przekonaniu, że absolutnie każdy słyszy podobne pomruki przy napinaniu twarzy – albo przeciwnie, że tylko one doświadczają czegoś podejrzanego. Sprawy nie ułatwia fakt, że dźwięku nie da się nagrać z zewnątrz; powstaje wewnątrz ucha, więc otoczenie go nie rejestruje.
Sytuacja zmieniła się wraz z rozwojem forów dyskusyjnych i serwisów społecznościowych. Ktoś opisał swoje wrażenia, ktoś inny odpisał, że ma tak samo – i nagle okazało się, że jest ich naprawdę sporo. Na zachodnich portalach uformowały się grupy użytkowników z podobnym doświadczeniem, wymieniających się pomysłami, jak wykorzystują ten „wewnętrzny bas”.
Do czego ludzie używają własnego „grzmotu”
Wypowiedzi takich osób pokazują, że zjawisko nie kończy się na ciekawostce anatomicznej. Niektórzy znaleźli dla niego praktyczne, czasem zabawne zastosowania:
- delikatne przytłumianie irytujących dźwięków w otoczeniu, np. mlaskania przy stole
- odcinanie się od nudnej rozmowy poprzez zagłuszanie części bodźców z zewnątrz
- tworzenie „linii basu” do piosenki, która krąży w głowie, przez rytmiczne napinanie mięśnia
- wykorzystywanie pomruku jako sygnału „wewnętrznego metronomu” przy ćwiczeniach czy nauce
Dla innych to raczej sensoryczna ciekawostka – coś, czym można zaskoczyć znajomych przy okazji towarzyskiej rozmowy o osobliwościach ludzkiego ciała.
Czy taki „supermocny” mięsień w uchu jest bezpieczny?
Z medycznego punktu widzenia nie ma dowodów, że świadome napinanie napinacza błony bębenkowej prowadzi do trwałych szkód. To zwykły mięsień, który wykonuje swoją pracę niezależnie od naszych zabaw z jego kontrolą.
Warto jednak zachować zdrowy rozsądek. Jak każdy mięsień, przy zbyt intensywnym, długotrwałym napięciu może się po prostu zmęczyć. Część osób opisuje po dłuższej „sesji grzmotów” uczucie:
- lekkiego napięcia w okolicy żuchwy
- dyskomfortu w uchu lub w okolicach skroni
- przejściowej „sztywności” mięśni szyi
Po kilku minutach przerwy zwykle wszystko wraca do normy. Jeśli dźwięk staje się uporczywy, nie daje się wyłączyć albo zaczyna towarzyszyć mu ból, zawroty głowy czy spadek słuchu, wtedy warto zasięgnąć porady laryngologa. Sam w sobie kontrolowany pomruk bez innych objawów uchodzi w literaturze fachowej za zjawisko łagodne.
Dlaczego większość ludzi tego nie umie – i co z genami
Naukowcy nie mają jednoznacznej odpowiedzi, skąd bierze się ta zdolność. Podejrzewa się wpływ genetyki, bo w niektórych rodzinach występuje ona u kilku krewnych. Możliwe też, że u części osób w dzieciństwie przypadkiem wykształca się większa kontrola nad tym mięśniem, podobnie jak niektórzy uczą się poruszać pojedynczo palcami u stóp czy falować mięśniami brzucha.
Pewne jest jedno: brak takiej umiejętności nie oznacza żadnego deficytu. Z punktu widzenia przetrwania gatunku w pełni wystarcza odruchowy tryb działania mięśnia. Świadoma kontrola wydaje się raczej ubocznym efektem złożonej sieci połączeń nerwowych niż celowym „dodatkiem” wybranym przez ewolucję.
Co właściwie słyszymy w środku głowy
Sam dźwięk tłumaczy fizyka. Napinający się mięsień to włókna, które kurczą się i rozluźniają, powodując mikrowibracje. W przypadku bicepsa docierają do otoczenia jako bardzo cichy, ledwo wyczuwalny dźwięk. W uchu środkowym sytuacja wygląda inaczej: mięsień połączony jest z elementami odpowiedzialnymi za przewodzenie dźwięku. Gdy drży, cała ta konstrukcja pracuje jak miniaturowy głośnik skierowany prosto do ucha wewnętrznego.
Stąd wrażenie głębokiego, niskiego pomruku: fale mają stosunkowo małą częstotliwość, a że powstają tuż obok receptorów słuchu, mózg odbiera je bardzo wyraźnie – mimo że żaden zewnętrzny dźwięk nie dociera do ucha.
Jak mądrze podejść do własnej „wewnętrznej burzy”
Jeśli po przeczytaniu tego tekstu odkrywasz u siebie zdolność wywoływania grzmotu w głowie, traktuj ją raczej jak nietypową ciekawostkę niż narzędzie do codziennego użytku. Krótkie „włączanie” dźwięku z ciekawości nie szkodzi, ale wielominutowe napinanie mięśni dla zabawy może stać się zwyczajnie męczące.
Warto też pamiętać o jeszcze jednym aspekcie. Ludzki słuch już na co dzień radzi sobie z ogromną ilością bodźców – od hałasu ulicy po notoryczny szum urządzeń w domu i biurze. Dodawanie do tego własnego, celowo wytwarzanego „tła dźwiękowego” nie zawsze będzie dobrym pomysłem, zwłaszcza u osób z tendencją do nadwrażliwości słuchowej czy bólów głowy.
Z drugiej strony świadomość, że w uchu działa taki maleńki „ochroniarz hałasu”, pomaga lepiej zrozumieć, jak skomplikowany i sprytny bywa nasz organizm. Przy okazji następnym razem, gdy usiądziesz w długiej kolejce lub na przedłużającym się spotkaniu, możesz wykonać szybki test w myślach: czy też należysz do grupy, która potrafi włączyć własne, prywatne „mini-uderzenie burzy” tylko lekkim napięciem mięśni twarzy.


