The Elder Scrolls 6 ma pójść inną drogą niż Starfield i Fallout 76
Nowe The Elder Scrolls 6 ma wrócić do tego, co fani pokochali w Skyrim, a nie kopiować pomysły ze Starfield i Fallout 76.
Choć od pierwszej zapowiedzi minęło już wiele lat, o The Elder Scrolls 6 wciąż wiemy zaskakująco mało. Todd Howard uspokaja jednak graczy: projekt żyje, korzysta z nowej technologii i ma celowo odcinać się od kierunku, w jakim poszły ostatnie gry Bethesdy.
Osiem lat ciszy i jedna bardzo ostrożna obietnica
The Elder Scrolls 6 ogłoszono dawno temu krótkim teaserem bez szczegółów. Od tamtej pory Bethesda nie pokazała żadnego fragmentu rozgrywki, ani nawet jednego oficjalnego zrzutu ekranu. Sam Todd Howard przyznał po czasie, że studio pokazało logo produkcji zdecydowanie zbyt wcześnie.
Mimo to szef kreatywny Bethesdy chętnie wraca do tematu w wywiadach. W rozmowie z kanałem KindaFunnyGames wyraźnie zaznaczył, że TES 6 nie będzie prostą kalką rozwiązań znanych ze Starfield ani z sieciowego Fallout 76. Zamiast tego zespół planuje powrót do charakterystycznej formuły, z którą kojarzą się poprzednie odsłony serii.
Nowa odsłona The Elder Scrolls ma nawiązywać do sposobu projektowania gier, który przyniósł rozgłos takim tytułom jak Skyrim, Oblivion czy Fallout 3 – bardziej klasyczna przygoda dla jednego gracza niż eksperyment z kosmosem czy trybem online.
Nowy silnik, stare DNA – co zmienia Creation Engine 3
Od strony technicznej Bethesda od kilku lat inwestuje w rozwój swojego narzędzia – Creation Engine 2, znanego przede wszystkim ze Starfield. Ten silnik, choć krytykowany za część ograniczeń, stanowił duży skok względem wcześniejszych odsłon technologii używanej przy Skyrim.
Teraz Todd Howard ogłosił, że The Elder Scrolls 6 ma już korzystać z kolejnej generacji, nazwanej Creation Engine 3. To właśnie ten silnik ma napędzać nie tylko TES 6, ale również następne gry studia.
- Creation Engine 2 – wykorzystany w Starfield, rozwijany przez ostatnie lata;
- Creation Engine 3 – planowana podstawa The Elder Scrolls 6 i przyszłych projektów;
- Cel – poprawa jakości grafiki, animacji i fizyki bez utraty charakterystycznego stylu Bethesdy.
Howard podkreślił przy tym, że wciąż pracuje w Bethesdzie większość osób odpowiedzialnych za Skyrim. Dla fanów oznacza to ciągłość w podejściu do projektowania zadań, eksploracji czy konstrukcji świata, mimo dużych zmian technologicznych pod maską.
Zmienia się silnik i narzędzia, ale za sterami siedzą głównie ci sami projektanci, którzy tworzyli Skyrim, co ma przełożyć się na znajome tempo rozgrywki i podobny klimat przygody dla jednego gracza.
Powrót do „klasycznego” stylu Bethesdy
Najciekawszy fragment wypowiedzi Howarda dotyczy samej wizji rozgrywki. Opisał on Starfield i Fallout 76 jako „twórcze boczne ścieżki” w stosunku do tego, z czego słynie studio. Wskazał tu wprost na wcześniejsze odsłony The Elder Scrolls oraz Fallout 3 i Fallout 4 jako wzorce podejścia, do którego TES 6 ma się zbliżyć.
Co to może oznaczać dla gracza
Howard nie podał konkretów, ale wśród fanów pojawiły się dwa główne kierunki interpretacji jego słów:
- mniej nacisku na rozbudowane systemy budowania baz znane ze Starfield i Fallout 76, a więcej klasycznych zadań i eksploracji lokacji;
- bardziej „zwarta” mapa , nastawiona na piesze wędrówki, odkrywanie jaskiń, miast i sekretnych miejsc, zamiast skakania między planetami czy instancjami jak w tytułach sieciowych.
Fallout 76 postawił na komponent sieciowy, współdzielenie świata z innymi graczami i okresowe sezonowe wydarzenia. Starfield z kolei rozbił doświadczenie na dziesiątki planet i systemów, co część odbiorców uznała za mniej wciągające niż jeden gęsto upakowany region jak w Skyrim.
Wypowiedź Howarda sugeruje, że The Elder Scrolls 6 wróci raczej do jednego, dużego terytorium, które można poznawać powoli, krok po kroku, zamiast do struktury opartej na podróżach między setkami lokacji rozciągniętych w kosmosie.
TES 6 wciąż daleko – cierpliwość fanów na granicy
Todd Howard nie owija w bawełnę, gdy mowa o harmonogramie. W listopadzie ubiegłego roku zaznaczył, że The Elder Scrolls 6 wciąż znajduje się „bardzo daleko” od ukończenia. To mocny sygnał, że premiera nie nastąpi szybko, nawet przy optymistycznych założeniach.
Trudno się dziwić, że część społeczności czuje frustrację. Między ogłoszeniem TES 6 a dzisiejszym dniem minęło już więcej czasu niż dzieli premierę Skyrim od samej zapowiedzi szóstki. Dla wielu graczy seria jest ważnym elementem młodości, więc perspektywa czekania kolejnych lat budzi emocje.
Z drugiej strony Howard powtarza, że tak duże RPG potrzebuje czasu, by uniknąć katastrofalnego startu. W branży, która pamięta bardzo problematyczne premiery dużych tytułów, takie słowa brzmią jak próba wyciągnięcia wniosków z cudzych błędów.
Czego realnie można się spodziewać po The Elder Scrolls 6
Choć szczegółów brakuje, bazując na znanych informacjach i historii studia, można wskazać kilka prawdopodobnych kierunków rozwoju projektu:
| Element gry | Możliwy kierunek w TES 6 |
|---|---|
| Tryb rozgrywki | Skupienie na singlu, brak pełnoprawnego MMO w stylu Fallout 76 |
| Struktura mapy | Jedno, rozległe terytorium z gęsto rozmieszczonymi aktywnościami |
| Budowanie i baza gracza | Bardziej ograniczone, jako dodatek, a nie główny filar zabawy |
| Technologia | Creation Engine 3 z poprawioną grafiką i fizyką |
| Ton i klimat | Narracja i eksploracja bliskie Skyrim i Oblivion |
Wspomniany przez Howarda „powrót do klasyki” można więc rozumieć jako chęć postawienia na zniuansowane zadania, wyraziste frakcje i decyzje moralne, przy jednoczesnym zminimalizowaniu rozpraszaczy charakterystycznych dla gier-usług.
Dlaczego Bethesda potrzebuje takiego powrotu
Starfield sprzedał się nieźle, ale nie stał się dla Bethesdy nowym Skyrimem. Fallout 76 na starcie zebrał bardzo mieszane opinie, głównie przez problemy techniczne i wątpliwe decyzje projektowe. W tym kontekście The Elder Scrolls 6 jawi się jako szansa na przypomnienie graczom, w czym studio czuje się najmocniej.
Bardziej skoncentrowane, „przyziemne” RPG dla jednego gracza daje twórcom przewidywalny grunt. Odbiorcy wiedzą, czego się spodziewać, a jednocześnie oczekują rozwoju formuły. Creation Engine 3 ma tu odegrać kluczową rolę, bo pozwoli na poprawę animacji i fizyki bez całkowitej zmiany filozofii rozgrywki.
Warto pamiętać, że cykl życia takich gier trwa latami. Skyrim do dziś żyje w wersjach z modami, edycjach specjalnych i portach na kolejne platformy. TES 6 najpewniej ma ambicję powtórzyć ten scenariusz, co wymaga solidnych fundamentów od samego początku.
Co to znaczy dla graczy w praktyce
Dla osób, które spędziły setki godzin w Skyrim czy Oblivionie, deklaracje Howarda brzmią jak obietnica bezpiecznego powrotu do tego typu przygody. W centrum ma znów stać samotny bohater, duży kontynent do przemierzenia na piechotę lub konno i swoboda w wybieraniu zajęć – od gildii złodziei po questy związane z magią.
Ryzyko tkwi w oczekiwaniach. Im dłużej fani czekają, tym łatwiej w głowie buduje się obraz „idealnej” gry, której żadna realna produkcja nie jest w stanie spełnić w stu procentach. Dlatego studio musi balansować między nostalgią a nowymi rozwiązaniami, które sprawią, że TES 6 nie będzie tylko odświeżoną wersją Skyrim.
Dla polskich graczy oznacza to jeszcze kilka lat spekulacji, analiz i dyskusji wokół każdej drobnej wypowiedzi Todda Howarda. Na razie pewne jest jedno: The Elder Scrolls 6 ma celowo odejść od struktury Starfield i sieciowego Fallout 76, wracając do bardziej klasycznego, singlowego RPG, w którym najważniejsza znów staje się długa, samotna wędrówka przez nieznane krainy Tamriel.


