Ten thriller psychologiczny sprzed dekady wciąż uchodzi za numer jeden

Ten thriller psychologiczny sprzed dekady wciąż uchodzi za numer jeden
Oceń artykuł

Dziesięć lat po premierze ten mroczny thriller wciąż wraca na listy poleceń fanów gatunku i rozgrzewa dyskusje wśród czytelników.

Historia narcoleptycznej psycholożki, która nie potrafi odróżnić snu od jawy, nadal uważana jest przez wielu miłośników kryminałów za najbardziej sugestywną i poruszającą w dorobku autora. Mimo upływu lat książka nie traci tempa – polecają ją zarówno starzy wyjadacze thrillerów, jak i osoby, które dopiero zaczynają przygodę z tym typem literatury.

Dlaczego wciąż wracamy do thrillerów?

Thrillery od lat zajmują mocne miejsce na półkach czytelników, bo grają na emocjach w sposób, którego nie daje żadna inna fikcja. Każda przewrócona strona to skok tętna, rosnące napięcie i ta specyficzna mieszanka ciekawości z lękiem, przez którą obiecujemy sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, a kończymy o drugiej w nocy.

Współczesny czytelnik szuka czegoś więcej niż prostego „kto zabił?”. Ważna staje się psychologia postaci, atmosfera, zwroty akcji wywracające do góry nogami wszystko, co wydawało się oczywiste. I właśnie na tym polu wyróżnia się powieść, która dekadę po premierze wciąż uchodzi za wizytówkę autora thrillerów znanego z takich tytułów jak „Puzzle”, „Sharko”, „A retardement” czy „1991”.

Ten konkretny tytuł wielu fanów gatunku określa jako „lekturę obowiązkową w życiu miłośnika thrillerów” – raz przeczytany, zostaje w głowie na długie lata.

„Rêver” – historia, która miesza sny z rzeczywistością

Powieść „Rêver”, która trafiła do księgarń 26 maja 2016 roku, opiera się na jednym silnym pomyśle: główna bohaterka nie może w pełni ufać własnemu umysłowi. Abigaël, psycholożka zajmująca się wyjątkowo skomplikowanymi sprawami kryminalnymi, cierpi na ciężką postać narkolepsji. Kilka razy dziennie dosłownie zapada się w sen, a granica między tym, co wydarzyło się naprawdę, a tym, co było tylko wytworem mózgu, zaczyna się zacierać.

Na papierze brzmi to jak efektowny zabieg, ale w powieści nabiera bardzo cielesnego, dotkliwego wymiaru. Abigaël nie traci przytomności w kontrolowanych warunkach. Zdarza się to na ulicy, w pracy, w trakcie śledztwa. Po przebudzeniu musi rekonstruować wydarzenia niczym komisarz, który składa zeznania świadków – z tą różnicą, że świadkiem jest jej własne, zawodzące ją postrzeganie rzeczywistości.

Dla bohaterki jedynym punktem zaczepienia staje się ból. To on podpowiada, co naprawdę się wydarzyło. Jeśli coś boli – to znaczy, że miało miejsce. Jeśli ciało pozostaje nietknięte, istnieje spora szansa, że była to tylko halucynacja.

Prowadzenie śledztwa, w którym jedynym wiarygodnym kompasem staje się fizyczne cierpienie, wyróżnia tę historię na tle setek typowych kryminałów.

Tragiczny wypadek, który zmienia wszystko

Na pierwszym planie nie stoi jedynie choroba. Na Abigaël spada także osobista tragedia. Dochodzi do wypadku samochodowego, w którym giną jej ojciec i córka. Auto zostaje zmiażdżone jak puszka, a ona sama odnajduje się obok wraku niemal bez szwanku – tylko kilka drobnych skaleczeń od szkła. To od początku budzi pytania.

Dlaczego ojciec tak usilnie namawiał na ten krótki rodzinny wyjazd, dokładnie w ten grudniowy poranek? Jakim cudem Abigaël przeżyła coś, co dla pozostałych pasażerów skończyło się tragicznie? Czy w tej historii nie ma drugiego dna, którego nikt jeszcze nie dostrzegł?

Równolegle bohaterka mierzy się ze śledztwem dotyczącym serii zaginięć. Przez wiele miesięcy „wylewa siódme poty” nad tą sprawą, aż w końcu orientuje się, że to nie tylko kolejna criminalna łamigłówka do rozwiązania w pracy. Staje się ono najbardziej osobistym dochodzeniem, w którym ofiara i łowca nie należą do dwóch różnych osób.

W tej historii – jak głosi opis książki – w polowaniu występują tylko dwie strony: ofiara i drapieżnik. I obie kryją się w tej samej osobie.

Książka, którą czytelnicy zamykają z okrzykiem „co tu się właśnie stało?”

O sile powieści najlepiej świadczą reakcje czytelników, którzy sięgali po nią przez ostatnie dziesięć lat. Wielu z nich przyznaje, że zakończenie zmusza do krótkiej przerwy w lekturze… mimo że książka właśnie się skończyła. Trzeba po prostu usiąść i przeanalizować, co było snem, co jawą i gdzie autor celowo podrzucał fałszywe tropy.

Na popularnym serwisie z opiniami o książkach można trafić na pełne emocji komentarze. Jeden z czytelników przyznaje, że to historia „tak absurdalna, że aż spójna”, a ostatnie strony kończył z mieszanką niedowierzania i zachwytu. Inny fan pisze bez wahania: to najlepsza książka autora, jaką do tej pory przeczytał, nawet jeśli nie zna jeszcze całego dorobku.

  • czytelnicy chwalą konsekwentnie trzymane napięcie od pierwszej do ostatniej strony,
  • wysoko oceniają nieprzewidywalność finału,
  • mocno reagują na wątek choroby i osobistej tragedii bohaterki,
  • podkreślają, że po zakończeniu trudno wrócić myślami do zwykłego dnia.

Tego typu wypowiedzi pojawiają się regularnie, choć od premiery minęła już prawie dekada. Dla wielu to znak, że „Rêver” należy do wąskiej grupy thrillerów, które nie starzeją się wraz ze zmieniającą się modą na kolejne mroczne bestsellery.

Co wyróżnia ten thriller na tle innych?

Główną siłą powieści jest połączenie konstrukcji klasycznego kryminału z bardzo osobistym dramatem psychicznym. Z jednej strony mamy śledztwo, tropy, akta i ofiary. Z drugiej – bohaterkę, która na każdym kroku podważa własną pamięć.

Element Jak działa w „Rêver”
Bohaterka Psycholożka z ciężką narkolepsją, rozdarta między logiką a lękiem przed własnym umysłem
Choroba Nie tylko tło, ale klucz do intrygi; wpływa na każdy etap śledztwa
Wypadek Tajemnicze wydarzenie, które otwiera wątki rodzinne i rzuca cień na przeszłość
Struktura fabuły Ciągłe kwestionowanie tego, co wydarzyło się naprawdę, a co mogło być snem
Emocje czytelnika Niepewność, szok, współczucie i narastające poczucie, że nic nie jest oczywiste

Autor sięga po dobrze znane elementy thrillera psychologicznego – traumę, rozchwianą pamięć, metaforę łowcy i ofiary – ale splata je z motywem narkolepsji w sposób, który trudno pomylić z inną książką. To nie jest tylko kolejna historia o policjancie ścigającym seryjnego mordercę, ale opowieść o człowieku, dla którego największym przeciwnikiem staje się własny mózg.

Czy „Rêver” to najlepszy thriller w dorobku autora?

Po tylu latach lektury czytelnicy zdążyli wyrobić sobie mocno zróżnicowane zdania o poszczególnych tytułach. Mimo to powieść z 2016 roku bardzo często wraca w rozmowach jako ta „najmocniejsza”, „najbardziej chora” w sensie pomysłu i „najbardziej dopracowana konstrukcyjnie”.

Dla części osób to właśnie od „Rêver” zaczęła się przygoda z twórczością autora, inni trafili na nią później, już po „Sharko” czy „Puzzle”. Ciekawe jest to, że oba te obozy często spotykają się w jednym: jeśli mieliby wskazać tylko jeden tytuł, który faktycznie ich zaskoczył, to byłaby właśnie ta historia z narcoleptyczną psycholożką.

Nie oznacza to, że każdemu przypadnie ona do gustu w stu procentach. Niektórym czytelnikom może przeszkadzać bardzo intensywne mieszanie jawy ze snem, inni mogą mieć trudność z nadążaniem za fabułą w drugiej połowie książki. Właśnie ta niejednoznaczność czyni ją jednak wdzięcznym tematem dyskusji – zarówno w sieci, jak i w klubach książki.

Dla kogo jest ta lektura?

„Rêver” szczególnie trafia do osób, które lubią, gdy thriller wchodzi głęboko w psychikę postaci i bawi się percepcją czytelnika. Jeśli szukasz prostego, liniowego kryminału do poczytania w tramwaju – możesz poczuć się przytłoczony. Jeśli natomiast lubisz analizować tropy, przewijać w głowie poprzednie rozdziały i zastanawiać się, w którym momencie coś zaczęło się „rozjeżdżać” – to jedna z tych książek, które zapewniają sporo satysfakcji.

Dodatkową wartością jest sposób, w jaki powieść pokazuje osoby z zaburzeniami snu. Oczywiście to wersja podkręcona na potrzeby fabuły, ale pozwala przez chwilę wejść w skórę kogoś, kto nie może w pełni ufać własnym zmysłom. Przy lekturze łatwo zadać sobie pytanie: jak ja zachowałbym się na miejscu bohaterki, gdybym co kilka godzin tracił kontrolę nad swoim ciałem, a potem budził się niepewny tego, co zrobiłem?

Ta perspektywa sprawia, że „Rêver” nie ogranicza się do funkcji „straszaka na wieczór”. Zmusza do przyjrzenia się delikatnej granicy między zdrowiem psychicznym a jego utratą, między pamięcią a zapomnieniem, między realnym bólem a bólem, który może mieć źródło wyłącznie w umyśle. Dzięki temu po dziesięciu latach od premiery wciąż wraca w zestawieniach ulubionych thrillerów i trudno się dziwić, że tak wielu czytelników nazywa ją numerem jeden w dorobku autora.

Prawdopodobnie można pominąć