Ta filmowa muzyka ma już 16 lat, a wciąż daje ciarki na całym ciele

Ta filmowa muzyka ma już 16 lat, a wciąż daje ciarki na całym ciele
Oceń artykuł

Istnieje filmowy motyw, który od szesnastu lat nie przestaje wywoływać gęsiej skórki – mimo że pochodzi z animacji, a nie z widowiska aktorskiego.

Chodzi o ścieżkę dźwiękową do animacji „Jak wytresować smoka” studia DreamWorks. To właśnie tam, w scenie pierwszego lotu Czkawki na grzbiecie Szczerbatka, muzyka Johna Powella robi coś, czego nie da się opisać suchymi słowami – po prostu przejmuje całe ciało.

Scena, w której widz leci razem ze smokiem

Akcja: wyspa Berk, strome klify, chłodne, niemal przezroczyste powietrze. Nad głową błękitne niebo, dookoła północne morze ciągnące się po horyzont. Czkawka siada w siodle na grzbiecie Szczerbatka, poprawia uchwyt i zbiera się w sobie. Za chwilę skoczy prosto w przepaść.

Najpierw niepewny lot, drobne korekty, ostrożne skręty. Potem coraz śmielsze manewry, gwałtowne pikowania, ciasne zwroty, wejścia w górę i w dół. Kamera śledzi bohaterów tak, że wielu widzów przy pierwszym seansie mimowolnie napina mięśnie, jakby sami siedzieli w siodle smoków.

Ten lot działa tak mocno nie tylko dzięki animacji i reżyserii. Najwięcej robi muzyka – rozbuchane smyczki, potężne bębny i trąbki, które wynoszą widza w powietrze.

To w tym momencie rozbrzmiewa temat muzyczny, o którym wielu fanów do dziś mówi: „nie da się go słuchać bez ciar”. I choć od premiery filmu minęło już kilkanaście lat, ten motyw się nie starzeje – wciąż brzmi świeżo, szczerze i emocjonalnie.

John Powell – kompozytor, którego znasz z ucha, a nie z nazwiska

Za muzykę do „Jak wytresować smoka” odpowiada John Powell. W Polsce to nazwisko nie pada tak często jak John Williams czy Ennio Morricone, a szkoda, bo jego dorobek robi ogromne wrażenie.

Powell pisał muzykę do kina aktorskiego, w tym do takich tytułów jak „Volte/Face”, „Tożsamość Bourne’a” czy „Hancock”. Mimo tego największą renomę zdobył w animacji, zwłaszcza w produkcjach DreamWorks.

Lista animacji, w których gra muzyka Powella

  • „Fourmiz” – jedna z jego pierwszych dużych prac przy animacji komputerowej
  • „Shrek” – współodpowiedzialność za klimat kultowego filmu
  • „Chicken Run” – dynamiczna, lekko pastiszowa ścieżka
  • „Kung Fu Panda” – współpraca przy jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów lat 2000.
  • „Happy Feet” – połączenie klasycznej orkiestry z rytmem tańca
  • „Epoka lodowcowa” – kolejne spotkanie z animacją uwielbianą przez całe rodziny
  • „Horton słyszy Ktosia” – ciepły, baśniowy klimat
  • „Rio” – kolorowa, rytmiczna muzyka wpisana w brazylijską scenerię
  • „Migration” – nowsza pozycja, w której wraca jego charakterystyczny styl
  • Trylogia „Jak wytresować smoka” – opus magnum w kategorii animowanego kina przygodowego

Właśnie w tej ostatniej serii Powell mógł rozwinąć skrzydła najbardziej. Motyw przewodni łączy w sobie celtyckie smaczki, energię kina przygodowego i ogromną dawkę melancholii. To dzięki temu muzyka działa w filmie, ale broni się też jako samodzielny utwór.

Dlaczego ten konkretny motyw tak uderza w emocje

Scena pierwszego lotu ma prostą konstrukcję emocjonalną: lęk, przełamanie, zachwyt, wolność. Muzyka Powella dokładnie w tym samym rytmie prowadzi widza przez kolejne stany.

Moment sceny Co dzieje się na ekranie Jak reaguje muzyka
Przed skokiem Czkawka waha się, poprawia siodło Ciche smyczki, napięcie, delikatne budowanie oczekiwania
Skok w przepaść Bohater spada, smok nabiera powietrza w skrzydła Nagłe wejście perkusji i mocniejszej orkiestry
Pierwsze stabilne loty Bohater odnajduje równowagę Rozwijający się temat, coraz szersze frazy smyczków
Pełna kontrola Szalony, radosny lot nad klifami Pełna orkiestra, wznosząca melodia, emocjonalny „wyskok”

Ten utwór działa jak emocjonalna mapa sceny. Nawet jeśli ktoś widział „Jak wytresować smoka” tylko raz, często po latach wystarczy kilka pierwszych taktów, by znów poczuć tamten dreszcz.

Powell opowiadał, że gdy po raz pierwszy oglądał roboczą wersję filmu, widział tylko statyczne rysunki. Nic się nie ruszało, a mimo to historia już wtedy trzymała go mocno. Muzyka powstawała właśnie z tej pierwotnej reakcji na opowieść.

Jak powstaje ścieżka dźwiękowa, która zostaje z widzem na dekady

Kompozytor podkreślał w wywiadach, że traktuje film jak aktorzy swoje role. Próbuje uwierzyć w historię, nawet jeśli ogląda wczesną, surową wersję obrazu. Przy „Jak wytresować smoka 2” mówił, że zakochał się w opowieści już wtedy, gdy miał do dyspozycji jedynie sekwencję rysunków.

Tematy zaczął szkicować dużo wcześniej, niż powstały finalne wersje scen. Przez wiele miesięcy układał je, przeplatał, zmieniał tempo. Dzięki temu w gotowym filmie motywy pojawiają się w różnych kontekstach: raz jako potężna fanfara, raz jako cicha, liryczna wersja na smyczki czy flet.

Dlaczego widz tak mocno reaguje na muzykę w animacji

W animacji orkiestra często przejmuje rolę niewidocznego narratora. Postaci są narysowane, mają mniej drobnych gestów niż aktorzy na planie, dlatego emocje trzeba dopowiedzieć inaczej. Dobry kompozytor potrafi sprawić, że widz „czuje” to, czego jeszcze nie widać w kadrze.

W „Jak wytresować smoka” widać to szczególnie wyraźnie w relacji chłopaka i smoka. Gdy bohaterowie się boją, ich temat muzyczny jest poszarpany, urywa się. Gdy zaczynają sobie ufać, linia melodyczna robi się coraz bardziej płynna. W scenie lotu słychać już pełne porozumienie – stąd tak ogromna dawka ulgi i radości, którą odbiera widz.

Nie tylko film, ale też samodzielna playlista

Muzyka Powella funkcjonuje dziś na kilku poziomach. Fani wracają do niej przy kolejnych seansach, ale też słuchają jej osobno – podczas pracy, nauki czy biegania. Wiele osób przyznaje, że motyw z pierwszego lotu włącza wtedy, gdy potrzebuje motywacji albo krótkiego zastrzyku pozytywnej energii.

Wśród kinomanów trwa też nieformalna rywalizacja: która ścieżka dźwiękowa Johna Powella jest tą ulubioną? Dla jednych wygrywa seria o smokach, inni stawiają na energię „Kung Fu Panda” albo emocjonalne momenty z „Epoki lodowcowej”. Jedno pozostaje wspólne – rozpoznawalny styl, w którym łączy się chwytliwą melodię, orkiestralny rozmach i wyraźny rytm.

Dlaczego warto wrócić do tej muzyki dzisiaj

Po szesnastu latach od premiery „Jak wytresować smoka” muzyka z pierwszej części nadal brzmi świeżo. Nie opiera się na modnych w tamtym czasie brzmieniach elektronicznych, tylko na klasycznym, orkiestralnym fundamencie. Dzięki temu nie zestarzała się tak jak wiele efektownych, ale krótkotrwałych trendów.

Dla młodszych widzów, którzy dopiero wchodzą w kino animowane, to szansa poznania ścieżki dźwiękowej, która pokazuje pełną moc orkiestry. Dla starszych to dobry pretekst, by odkurzyć własne wspomnienia z pierwszego seansu i sprawdzić, czy przy temacie lotu nadal przechodzą ciarki.

Muzyka filmowa często żyje dłużej niż same efekty wizualne. W przypadku pracy Johna Powella przy „Jak wytresować smoka” to szczególnie dobrze widać – wystarczy nacisnąć „play”, zamknąć oczy i po kilkunastu sekundach znowu jest się na grzbiecie smoka, gdzieś nad klifami Berk, z wiatrem uderzającym w twarz i sercem bijącym nieco szybciej niż zwykle.

Prawdopodobnie można pominąć