Rekordowy mróz w słonecznej Florydzie. Zamarznięte legwany spadają z drzew
Floryda kojarzy się z upałem i palmami, a tymczasem mieszkańcy przeżywają poranek, w którym z drzew spadają sztywne z zimna legwany.
Niecodzienny widok zaskoczył zarówno turystów, jak i stałych bywalców „słonecznego stanu”. Po wyjątkowo chłodnej nocy chodniki i trawniki w kilku miastach zasypały nieruchome, z pozoru martwe gady. Meteorolodzy mówią o najniższych temperaturach od kilkudziesięciu lat, a biologowie tłumaczą, że to efekt skrajnej wrażliwości legwanów na zimno, a nie tajemniczej choroby czy masowego wymierania.
Najzimniej od 35 lat: polarna fala uderza w Florydę
Do stanów południowych USA dotarła porcja bardzo chłodnego powietrza z Kanady. Floryda, zwykle reklamowana jako ucieczka przed zimą, tym razem sama mierzy się z nietypową aurą. W miastach takich jak Tampa czy St. Petersburg słupki rtęci nad ranem zbliżyły się do zera, a lokalne stacje pogodowe mówiły o najniższych wartościach od końca lat 80.
Mieszkańcy relacjonują, że w niektórych dzielnicach obraz przypominał scenę z filmu katastroficznego: na trawnikach i ulicach leżały bezwładne, kilkukilogramowe gady, które jeszcze dzień wcześniej siedziały wysoko na gałęziach. Część osób zgłaszała służbom miejskim „deszcz legwanów”, bo zwierzęta spadały niemal jednocześnie z wielu drzew.
To nie tajemnicza plaga, tylko reakcja organizmu na zimno: kiedy temperatura spada zbyt nisko, ciało legwana dosłownie się „wyłącza”.
Dlaczego legwany spadają z drzew przy niskiej temperaturze
Legwany to gady zmiennocieplne. Ich organizm nie produkuje własnego ciepła w takim stopniu jak u ssaków, więc musi korzystać z temperatury otoczenia. W tropikach, skąd pochodzą, to żaden problem – powietrze bywa tam ciepłe niemal przez całą dobę. Na Florydzie zwykle też jest im dobrze, ale tylko do momentu, gdy słupki rtęci utrzymują się powyżej kilkunastu stopni.
Optymalny zakres, w którym legwany czują się komfortowo, to około 25–28°C. Kiedy temperatura spada w okolice kilku stopni, ich funkcje życiowe gwałtownie zwalniają:
- mięśnie tracą siłę, ruchy stają się coraz wolniejsze,
- serce bije rzadziej, a oddech jest płytki,
- zwierzę przestaje się wspinać i zaczyna tracić równowagę,
- w skrajnym chłodzie ciało sztywnieje i legwan zsuwa się lub spada z gałęzi.
Z punktu widzenia przechodnia wygląda to dramatycznie: na ziemi leżą nieruchome gady, często w nienaturalnej pozycji. Wiele osób zakłada, że to martwe zwierzęta. Biolodzy uspokajają, że w ogromnej części przypadków legwany znajdują się w stanie czegoś w rodzaju „zimowego omdlenia”. W terminologii wykorzystywanej przez działaczy prozwierzęcych funkcjonuje określenie „kältegeschockt” – czyli wstrząs termiczny wywołany zimnem.
Nie rodowici mieszkańcy: legwany jako inwazyjny gość Florydy
Zielone legwany, których nagrania regularnie obiegają media społecznościowe, nie są typowym elementem rodzimej fauny Florydy. Trafiły tam głównie za sprawą handlu egzotycznymi zwierzętami w latach 60. XX wieku. Część osobników uciekła z hodowli, część została wypuszczona przez właścicieli, którym z czasem przestały odpowiadać wymagania kilkukilogramowego gada w domu.
Ciepły klimat stanów południowych okazał się dla nich idealny. W krótkim czasie powstały dzikie populacje, a legwany rozprzestrzeniły się przede wszystkim w rejonach nadmorskich i na terenach zielonych miast. Dziś lokalne władze i ekolodzy klasyfikują je jako gatunek inwazyjny – taki, który nie pochodzi z danego terenu i może zagrażać rodzimym gatunkom lub infrastrukturze.
| Cecha | Zielony legwan na Florydzie |
|---|---|
| Pochodzenie | Meksyk, Ameryka Środkowa i Południowa |
| Status | Gatunek inwazyjny |
| Ulubione warunki | Ciepło, dużo słońca, temp. ok. 25–30°C |
| Wpływ na otoczenie | Zjada roślinność, podkopuje brzegi kanałów i fundamenty |
Ich liczebność rosła przez lata niemal bez kontroli. W cieplejszych zimach niemal wszystkie osobniki przeżywają, a samice składają duże ilości jaj. Chłodne epizody, takie jak obecny, często chwilowo ograniczają populację, ale nie zatrzymują jej na dłużej.
Kiedy mróz zabija, a kiedy tylko „usypia” legwana
W relacjach z Florydy regularnie pojawiają się informacje o setkach martwych zwierząt zbieranych przez służby i organizacje prozwierzęce. Rzeczywistość jest nieco bardziej złożona. Część gadów faktycznie nie przeżywa nagłego ochłodzenia – zwłaszcza młode, chore albo ranne osobniki. Dłuższy spadek temperatury w okolice zera stopni może doprowadzić do odmrożeń i zaburzeń pracy narządów.
W dużej grupie mamy jednak do czynienia z odwracalnym efektem. Niskie temperatury wprowadzają organizm w stan „odcięcia prądu”: metabolizm spada, serce pracuje bardzo wolno, a mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Gdy tylko robi się cieplej, część zwierząt wraca do pełnej aktywności.
Badania z poprzednich fal chłodu pokazały, że po kilku dniach ocieplenia większość legwanów, które przetrwały pierwszy szok, funkcjonuje tak jak przed mrozem.
Jak reagują służby i mieszkańcy
Miejscowe schroniska dla dzikich zwierząt i wolontariusze organizują akcje zbierania nieruchomych legwanów. Zwierzęta trafiają do ogrzewanych pomieszczeń, gdzie podnosi się im temperaturę ciała w kontrolowany sposób – bez gwałtownego przykładania ciepła, które mogłoby wywołać dodatkowy stres fizjologiczny.
Część mieszkańców próbuje ratować gady na własną rękę. Lokalne władze apelują, by robić to rozważnie. Niezbyt bezpieczne jest chociażby wkładanie dużego, potencjalnie silnego legwana, który za chwilę odzyska sprawność, do samochodu bez zabezpieczenia. W sieci pojawiają się też ostrzeżenia, by nie zakładać automatycznie, że nieruchome zwierzę jest martwe, zwłaszcza gdy prognozy przewidują szybkie ocieplenie.
Floryda przyzwyczaja się do „deszczu gadów”
Choć dla wielu osób w Europie brzmi to egzotycznie, mieszkańcy południowej części stanu zdążyli już przywyknąć do specyficznego „prognozowania” takich sytuacji. Gdy meteorolodzy zapowiadają spadek temperatury w okolice kilku stopni, lokalne media coraz częściej dodają komunikat o możliwych spadających legwanach.
W przeszłości podobne epizody miały miejsce m.in. w 2010 roku. Analizy długoterminowe wskazują, że takie fale chłodu są stosunkowo rzadkie, ale wystarczająco częste, by raz na jakiś czas przetrzebić populację tropikalnych gadów. Nie są natomiast na tyle intensywne, by doprowadzić do ich całkowitego zniknięcia z Florydy.
Eksperci ds. przyrody podkreślają, że dla lokalnych ekosystemów krótkie okresy chłodu bywają wręcz pewną formą naturalnej „kontroli” inwazyjnych gatunków. Z drugiej strony, nagłe anomalia pogodowe sprawiają problemy także rodzimym zwierzętom, w tym ptakom i rybom, które nie zdążyły przystosować się do takich skoków temperatury.
Ekstremalne zjawiska pogodowe i ich skutki dla zwierząt
Obrazy zamarzniętych legwanów działają na wyobraźnię, ale wpisują się w szerszy kontekst. Zimowa fala chłodu na wschodnim wybrzeżu USA przyniosła też spektakularne zdjęcia częściowo skutej lodem wody w rejonie Niagary. Przy silnym mrozie para wodna nad wodospadami zamarza na okolicznych barierkach, skałach i roślinach, tworząc lodowe rzeźby.
Takie zjawiska pokazują, jak silny wpływ potrafią mieć nagłe zmiany pogody na przyrodę. W ciepłych stanach USA niektóre rośliny zaczynają wegetację bardzo wcześnie, zwabione kilkoma tygodniami ciepła. Gwałtowny chłód potrafi zniszczyć młode liście i kwiaty. W podobny sposób reagują gady i płazy, które „budzą się” z zimowego spowolnienia zbyt wcześnie, a następnie dostają drugi cios w postaci mrozu.
Dla mieszkańców Florydy legwany spadające z drzew stały się jednym z najbardziej namacalnych symboli tego, jak delikatne bywa funkcjonowanie organizmów przystosowanych do ciepła. Gdy następna fala chłodu znów uderzy w region, komunikaty o możliwych „deszczach z gadów” najpewniej szybko wrócą do lokalnych serwisów pogodowych – tak jak co roku wracają informacje o huraganach czy tropikalnych burzach.


