Popularne żele pod prysznic pod lupą. Yuka wskazuje dwa groźne składniki
Setki żeli pod prysznic z polskich i zagranicznych marek mogą zawierać konserwanty uznawane za silne alergeny.
Eksperci z aplikacji Yuka biją na alarm.
Coraz więcej osób świadomie wybiera kosmetyki, ale przy żelach pod prysznic wciąż często decyduje zapach, kolor i promocja. Tymczasem analiza Yuka pokazuje, że w wielu popularnych produktach ukrywa się para konserwantów, które dermatolodzy od lat łączą z wysypkami, świądem i trwałą alergią skórną.
Żel pod prysznic wygrał z mydłem, ale nie zawsze służy skórze
Tradycyjna kostka mydła przez ostatnie lata straciła pozycję numer jeden w łazience. Żel pod prysznic jest wygodny, ładnie pachnie, łatwo się pieni i obiecuje delikatną pielęgnację. Dla wielu osób to podstawowy kosmetyk używany nawet dwa razy dziennie.
Marketing robi swoje: mamy formuły „ultra delikatne”, „dla skóry wrażliwej”, „dla dzieci”, „bio”, „0% parabenów”. Na półce stoją dziesiątki butelek od marek, które dobrze zna polski konsument, jak Dove, Nivea, Palmolive, Sanex, Axe, ale też lokalne i apteczne linie. W tym gąszczu łatwo uznać, że skoro produkt jest w sieciowym markecie, musi być bezpieczny.
Aplikacja Yuka wskazuje, że w ponad 300 badanych żelach pod prysznic znaleziono dwa konserwanty uznawane za bardzo silne alergeny kontaktowe.
Chodzi o substancje o długich, technicznych nazwach: methylisothiazolinone oraz methylchloroisothiazolinone . To one są dziś w centrum dyskusji o bezpieczeństwie żeli myjących.
Jak działają sporne konserwanty w żelach pod prysznic
Producent musi zabezpieczyć wodnisty kosmetyk przed rozwojem bakterii i pleśni. Do tego właśnie służą konserwanty, w tym methylisothiazolinone i jego „bliźniak” methylchloroisothiazolinone. Z technologicznego punktu widzenia są bardzo skuteczne – niewielka ilość wystarcza, by produkt był stabilny przez wiele miesięcy.
Problem pojawia się w kontakcie z ludzką skórą. Toksykolodzy i dermatolodzy od lat obserwują wzrost liczby alergii kontaktowych właśnie na te konserwanty. Unia Europejska uznała, że ryzyko jest na tyle duże, iż zakazała ich w kosmetykach, które zostają na skórze, jak kremy, balsamy czy mleczka, już w 2016 roku.
W produktach niewymagających spłukiwania te substancje są zakazane w całej Unii Europejskiej. W żelach pod prysznic nadal są dopuszczone, mimo rosnącej liczby zgłoszeń reakcji alergicznych.
Choć żel teoretycznie spłukujemy, kontakt ze skórą powtarza się codziennie, często przez całe lata. Dla osób z wrażliwą, przesuszoną albo już podrażnioną skórą może to być dawka wystarczająca do wywołania silnej reakcji.
Jakie objawy powinny zapalić czerwoną lampkę
Ekspertka cytowana przez Yukę wymienia kilka najbardziej charakterystycznych sygnałów, że skóra źle reaguje na składnik żelu pod prysznic. To nie są tylko „drobne podrażnienia” do zignorowania.
- nagłe zaczerwienienie skóry po kąpieli, zwłaszcza na szyi, dekolcie, ramionach i w zgięciach łokci
- świąd , który nasila się po prysznicu i utrzymuje się przez wiele godzin
- pojawienie się drobnych krostek lub grudek , przypominających wysypkę lub egzemę
- postępujące przesuszenie skóry , łuszczenie, szorstkość mimo używania balsamów nawilżających
Specjaliści ostrzegają, że alergia kontaktowa to nie tylko chwilowy dyskomfort. Gdy już się wykształci, organizm „zapamiętuje” alergen na stałe.
Po rozwinięciu alergii na dany konserwant, każda kolejna ekspozycja – nawet w śladowej ilości – może ponownie wywołać reakcję zapalną skóry.
Dlatego osoby, które zauważają nawracające zmiany po kąpieli, powinny skonsultować się z dermatologiem i dokładnie przejrzeć etykiety używanych kosmetyków myjących.
Skutki nie kończą się na skórze. Dochodzi kwestia środowiska
Yuka zwraca uwagę nie tylko na zdrowie użytkowników, ale też na to, co dzieje się z tymi substancjami po spłynięciu do kanalizacji. Methylisothiazolinone i methylchloroisothiazolinone trafiają do oczyszczalni, a później do rzek i mórz.
Badania nad konserwantami z tej grupy pokazują, że są one


