Po Palworld podobnym do Pokémonów nadchodzi Pickmon, który kopiuje oba
<strong>Palworld wywołał burzę, bo przypominał Pokémony z karabinami.
Teraz na horyzoncie pojawia się Pickmon, jeszcze śmielej żonglujący inspiracjami.
Scena gier wideo znów dyskutuje o granicy między inspiracją a kopiowaniem. Po kontrowersjach wokół Palworld, często określanego jako „Pokémon z bronią”, do gry wchodzi Pickmon – survival na PC, który wygląda, jakby połączył najbardziej rozpoznawalne pomysły zarówno z Pokémonów, jak i z Palworld. I robi to z zaskakującą pewnością siebie.
Gra, która kopiuje kopistę
Gry inspirowane innymi produkcjami nie są niczym nowym. Cała branża rozwija się przez naśladownictwo i iterację. Problem zaczyna się, gdy podobieństwa przestają być „luźną inspiracją”, a zaczynają wyglądać jak czytelnicy 1:1 z cudzych pomysłów. Palworld już balansował na tej granicy, a mimo to sprzedał się w milionach egzemplarzy. Pickmon wydaje się iść o krok dalej.
Za projektem stoi studio PocketGame, wspierane przez wydawcę Networkgo. Twórcy pracują nad Pickmonem jako grą survivalową w otwartym świecie, w której gracz łapie i wychowuje małe stworzenia, korzysta z nich do walki, a także wysyła je do pracy przy rozbudowie bazy. Brzmi znajomo? Dla fanów Palworld i Pokémonów – aż za bardzo.
Pickmon splata mechaniki znane z Pokémonów i Palworld: łapanie stworków, walka, crafting i budowanie bazy, wszystko w jednym survivalu na PC.
Już pierwsze grafiki budzą skojarzenia. W materiałach promocyjnych da się wypatrzyć stwory wyglądające jak krzyżówka Dracaufeu (Charizarda) z Pokémonów i Anubisa z Palworld. To nie są „luźne inspiracje stylu”, tylko bardzo konkretne podobieństwa sylwetek i proporcji, choć oczywiście z drobnymi zmianami, które mogą okazać się kluczowe z prawnego punktu widzenia.
Po Palworld Nintendo nadal szuka skutecznej broni
Spór wokół Palworld pokazał, jak trudne w praktyce bywa udowodnienie plagiatu. Nintendo zdecydowało się na kroki prawne przeciwko studiu Pocketpair, oskarżając je o zbyt śmiałe zapożyczenia z Pokémonów. Sprawa przyciągnęła uwagę graczy i prawników, ale do tej pory nie przyniosła japońskiej firmie konkretnych rezultatów.
Sąd musi ocenić nie tylko wizualne podobieństwa stworków, lecz także to, czy gra narusza patenty, znaki towarowe lub konkretne elementy objęte prawem autorskim. Podobne sylwetki czy ogólny „klimat” nie zawsze wystarczą, by wygrać proces. To zresztą otworzyło drzwi kolejnym projektom, które ostro balansują na granicy inspiracji i kopiowania – takim jak Pickmon.
Gdzie prawo naprawdę zaczyna gryźć
W przypadku Palworld szczególnie wrażliwym punktem okazał się patent dotyczący mechaniki rzucania kul (Balls) do łapania stworzeń. To rozwiązanie bardzo mocno kojarzy się z Pokémonami, więc prawnicy Nintendo mogli się odwoływać do konkretnych dokumentów patentowych, a nie tylko do „ogólnego podobieństwa”. Efekt? Twórcy Palworld zrezygnowali z tej mechaniki.
Pickmon wyciąga z tego lekcję po swojemu. W grze nie łapiemy stworów kulami, tylko kartami. Technicznie rzecz biorąc, to zupełnie inny przedmiot, inna animacja, inny symbol. W przekazie marketingowym brzmi to wręcz ironicznie: „to absolutnie nie ma nic wspólnego z Ballami”. Z prawnego punktu widzenia może się okazać, że taka modyfikacja rzeczywiście utrudni ewentualny pozew.
Zamiast kultowych kul do łapania stworków pojawiają się karty. Mała zmiana w rozgrywce, duża różnica dla prawników Nintendo.
Pickmon: survival, kolekcjonowanie i budowanie bazy
Pickmon celuje w graczy, którzy polubili mieszankę gatunkową Palworld. Rdzeń rozgrywki to połączenie kilku filarów:
- łapanie i kolekcjonowanie różnorodnych stworków za pomocą kart,
- trenowanie ich i wysyłanie do walki,
- budowanie i rozwijanie bazy przy użyciu „pracy” stworzeń,
- przetrwanie w otwartym, niebezpiecznym świecie, z głodem, zasobami i wrogo nastawionymi przeciwnikami.
Z perspektywy designu to dość oczywista próba powtórzenia sukcesu Palworld, który połączył komfortowy schemat Pokémonów z modną formułą survivalu i craftingowej piaskownicy. Pickmon idzie tą samą ścieżką, licząc, że graczom wciąż mało hybryd „kolekcjonuj, buduj, przetrwaj”.
Na jaką platformę i kiedy?
Twórcy zapowiadają Pickmon na PC, co też nie dziwi. To najłatwiejsza i najtańsza droga wejścia dla mniejszego studia, a jednocześnie segment, w którym Palworld odniósł spektakularny sukces. Na ten moment gra nie ma ogłoszonej daty premiery. Sam fakt, że projekt jest już oficjalnie zapowiedziany, sugeruje, że prace zaszły dość daleko, ale wciąż pozostają dwie duże niewiadome:
- czy Nintendo zdecyduje się na działania prewencyjne, zanim gra trafi do sprzedaży,
- czy studio Pocketpair, wciąż na cenzurowanym, będzie próbowało chronić swoje rozwiązania przed kolejnymi naśladowcami.
Niewykluczone, że w najbliższych miesiącach usłyszymy więcej nie tylko o samej grze, lecz także o ewentualnych ruchach prawnych, podejmowanych przez większych graczy rynku.
Branża w pętli inspiracji
Pickmon wpisuje się w szerszy trend. Od lat widać, że gdy jakaś formuła odnosi sukces, w krótkim czasie zalewa rynek fala „gier podobnych do”. Tak było z battle royale, survivalami, „soulslike’ami” czy grami usługami. Teraz podobny proces dotyka mieszanki: kolekcjonowanie stworów + survival + crafting.
| Gra | Elementy wspólne | Kontrowersje |
|---|---|---|
| Pokémon | łapanie stworków kulami, walka turowa, kolekcjonowanie | oryginał, źródło inspiracji dla setek klonów |
| Palworld | łapanie stworów, survival, budowa bazy, broń palna | oskarżenia o kopiowanie designu Pokémonów |
| Pickmon | łapanie stworków kartami, survival, budowa bazy | mieszanka motywów z Pokémonów i Palworld |
Ta „pętla inspiracji” rodzi kilka pytań. Jak daleko studia mogą się posuwać, korzystając z rozpoznawalnych wzorców? Czy zmiana kulek na karty rzeczywiście wystarczy, by uciec przed prawnymi konsekwencjami? I wreszcie – czy gracze nie zaczną się męczyć kolejnymi wariacjami na ten sam temat, jeśli zabraknie świeżych pomysłów?
Pickmon pokazuje, że sukces Palworld nie tylko zachęcił naśladowców, ale też ośmielił ich do bardziej ryzykownych, hybrydowych poczynań.
Na co powinni zwrócić uwagę gracze
Dla wielu odbiorców sama kontrowersja jest już magnesem. Tytuły oskarżane o plagiat często zyskują rozgłos, na który nie mogłyby liczyć przy standardowej kampanii marketingowej. Z drugiej strony gracze ryzykują, że wczesny dostęp do takich projektów skończy się porzuconym tytułem, jeśli twórcy wpadną w poważny spór sądowy lub stracą dostęp do kluczowych kanałów dystrybucji.
W praktyce przed sięgnięciem po Pickmon warto będzie sprawdzić kilka rzeczy:
- jak wygląda faktyczna rozgrywka na dłuższym materiale, a nie tylko na trailerach,
- czy twórcy przedstawiają jasną roadmapę rozwoju produkcji,
- jak reaguje społeczność – czy widzi w grze coś więcej niż tylko „kolejny klon”,
- czy nie pojawiają się sygnały o możliwych blokadach prawnych lub problemach z wydawcą.
Za kulisami takie projekty stają się też ciekawym poligonem dla prawników zajmujących się własnością intelektualną. Gracze widzą głównie podobne stworki i mechaniki, natomiast sądy analizują szczegółowe zapisy patentowe, sposób przedstawienia interfejsu, nawet konkretne ujęcia kamer czy nazewnictwo. Każdy kolejny przypadek, jak Palworld czy potencjalnie Pickmon, doprecyzowuje granicę tego, co uznaje się w branży za dopuszczalne.
Jeśli Pickmon odniesie choćby umiarkowany sukces, powstanie zachęta dla następnych studiów, by sięgać po podobne mieszanki. Można wtedy spodziewać się całej serii tytułów balansujących między hołdem a kalką. Dla graczy może to oznaczać większy wybór, lecz także chaos i trudność w odróżnieniu produkcji, które faktycznie wnoszą coś świeżego, od tych sfrankowanych na szybko pod wybijający się trend.



Opublikuj komentarz