Nowe gniazdko bez kucia ścian: szybki sposób na więcej kontaktów

Nowe gniazdko bez kucia ścian: szybki sposób na więcej kontaktów

Coraz więcej urządzeń, coraz mniej kontaktów w ścianie.

A kucie, kurz i hałas skutecznie zniechęcają do przeróbek instalacji.

Na rynku pojawiło się rozwiązanie, które pozwala dodać nowe gniazdka niemal z dnia na dzień, bez remontu i bez demolowania tynku. Chodzi o gniazda montowane na powierzchni ściany, często z dodatkowymi funkcjami, których nie mają klasyczne kontakty.

Dlaczego klasyczne przedłużacze przestają wystarczać

W wielu mieszkaniach sytuacja wygląda podobnie: jedno podwójne gniazdko w rogu pokoju, a w nim upchane trzy rozgałęziacze, ładowarki, lampka i przedłużacz do telewizora. Wszystko to w jednym miejscu, plątanina kabli na podłodze i nieustanne przepinanie wtyczek.

Takie „kombinacje” nie tylko wyglądają nieestetycznie. Zwiększają ryzyko przegrzania przewodów, zwarć i przypadkowego wyrwania kabla, szczególnie gdy w domu biegają dzieci lub zwierzęta. Do tego dochodzi problem, że każde większe przestawienie mebli kończy się walką o każdy centymetr przewodu.

Nowoczesne gniazda montowane na powierzchni ściany pozwalają rozwiązać problem braku kontaktów bez kucia i przerabiania całej instalacji.

Gniazdo „na wierzchu” zamiast kucia ściany

Gniazda montowane na tynku przykręca się bezpośrednio do ściany, belki czy sufitu. Nie trzeba wycinać otworu w murze ani kuć bruzd pod puszkę. Instalator doprowadza przewód w estetycznej listwie lub specjalnej osłonie, przyklejonej albo przykręconej do powierzchni.

Cała operacja w wielu przypadkach sprowadza się do:

  • przygotowania miejsca montażu,
  • przykręcenia lub przyklejenia obudowy gniazda,
  • poprowadzenia przewodu w osłonie po ścianie,
  • podłączenia do istniejącej instalacji przez elektryka.

Takie rozwiązanie szczególnie doceniają osoby mieszkające w blokach z wielkiej płyty, w lokalach wynajmowanych lub w starszych kamienicach, gdzie każda ingerencja w ścianę bywa kłopotliwa albo wręcz zakazana przez właściciela.

Bezpieczeństwo: mniej prowizorek, więcej kontroli

Nowe modele gniazd montowanych na powierzchni są projektowane z myślą o bezpieczeństwie. Zamiast ryzykownych „choinek” i tanich rozdzielaczy, użytkownik zyskuje pełnoprawny punkt zasilania, podłączony do instalacji zgodnie z normami.

Zastąpienie plątaniny przedłużaczy jednym solidnym gniazdem zmniejsza ryzyko przegrzania, iskrzenia i przypadkowego uszkodzenia przewodów.

Co zwykle mają w środku takie gniazda

W zależności od modelu można spotkać kilka praktycznych dodatków:

Funkcja Co daje w praktyce
Osłony przed dziećmi Utrudniają włożenie do otworów gniazdka ostrego przedmiotu przez malucha.
Wbudowany wyłącznik Pozwala jednym kliknięciem odciąć zasilanie podłączonych urządzeń.
Ochrona przeciwprzepięciowa Zmniejsza ryzyko uszkodzenia elektroniki przy nagłych skokach napięcia.
Porty USB Ładowanie telefonu czy tabletu bez dodatkowej ładowarki w gniazdku.

Dla wielu osób szczególnie kusząco brzmi ostatnia opcja. Gniazdo z portami USB przy łóżku czy biurku kończy problem zginających się ładowarek i wiecznie zajętych kontaktów.

Gdzie takie rozwiązanie sprawdza się najlepiej

Gniazda montowane na powierzchni ściany są szczególnie praktyczne tam, gdzie klasyczne, wpuszczane w tynk kontakty trudno dołożyć bez poważnego remontu. Przykłady z życia:

  • kuchnia, w której brakuje gniazd nad blatem, a dochodzą kolejne sprzęty,
  • salon po przemeblowaniu, gdy telewizor wisi w nowym miejscu, z dala od istniejącego kontaktu,
  • pokój dziecka, gdzie pojawiło się biurko z komputerem lub konsolą,
  • garaż lub warsztat, w którym trzeba zasilić elektronarzędzia bez przeciągania kabli przez pół pomieszczenia,
  • poddasze lub skosy, gdzie prowadzenie przewodów w ścianie jest utrudnione.

Dzięki temu można dopasować instalację elektryczną do aktualnego stylu życia, a nie odwrotnie. Znika też argument „poczekajmy z tym do generalnego remontu”.

Gniazda wpuszczane w ścianę nadal rządzą w nowych mieszkaniach

Mimo rosnącej popularności rozwiązań „na wierzchu”, w nowych budynkach standardem wciąż pozostają gniazda montowane w ścianie. Cała puszka wraz z przewodami jest schowana w murze, a na zewnątrz widać tylko ramkę i gniazdo.

Takie podejście wygrywa estetyką. Płaszczyzna ściany pozostaje gładka, kontakt nie odstaje, łatwiej ustawić meble i zachować minimalistyczny wygląd. W nowych inwestycjach deweloperzy planują rozkład gniazd na etapie projektu, a wszystkie połączenia zbiegają się w puszkach schowanych w ścianie.

W świeżo wybudowanych mieszkaniach prawie zawsze montuje się wyłącznie gniazda wpuszczane, a rozwiązania „na wierzchu” traktuje się jako uzupełnienie w razie zmian aranżacji.

Dlaczego przeróbki są trudniejsze w starych lokalach

W istniejących mieszkaniach dołożenie klasycznego gniazda często oznacza konieczność kucia tynku, robienia bruzd pod nowe przewody, a na koniec szpachlowania i malowania. W bloku bywa to uciążliwe dla sąsiadów, a w wynajmowanym lokalu wymaga zgody właściciela.

Z tego powodu wiele osób szuka półśrodków w postaci przedłużaczy czy rozdzielaczy. Gniazdo montowane na tynku jest w takim scenariuszu kompromisem: mniej idealne wizualnie niż pełny kontakt w ścianie, ale zdecydowanie bardziej bezpieczne i praktyczne niż prowizoryczne rozgałęzienia.

Samodzielny montaż czy elektryk – co wybrać

W sklepach budowlanych można znaleźć całe zestawy do montażu powierzchniowego, kuszące prostymi instrukcjami. Mimo to specjaliści od instalacji elektrycznych zalecają, aby podłączenie do istniejącej sieci w mieszkaniu wykonywał fachowiec z uprawnieniami.

Nawet jeśli przykręcenie obudowy do ściany wydaje się banalne, samo wpięcie w instalację wymaga wiedzy, narzędzi i sprawdzenia zabezpieczeń.

Profesjonalista:

  • dobierze odpowiedni przekrój przewodu i typ gniazda,
  • sprawdzi obciążenie obwodu, na który trafi nowe gniazdko,
  • zadba o poprawne uziemienie i kolejność przewodów,
  • sprawdzi instalację miernikiem po zakończeniu prac.

To szczególnie ważne w starszych budynkach, gdzie często funkcjonują jeszcze stare przewody aluminiowe lub instalacje bez właściwego uziemienia. Wówczas źle podłączone nowe gniazdo mogłoby stać się najsłabszym punktem całego układu.

Co wziąć pod uwagę przed decyzją o nowych gniazdach

Zanim zamówisz elektryka lub ruszysz do marketu budowlanego, warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Od tego zależy, czy lepiej sprawdzi się rozwiązanie na powierzchni ściany, czy klasyczne gniazdo w tynku.

  • Czy lokal jest własny, czy wynajmowany? W wynajmie mniejsza ingerencja w strukturę ścian będzie zwykle plusem.
  • Jak bardzo liczysz się z estetyką? W reprezentacyjnym salonie część osób woli ukryte puszki niż gniazda na tynku.
  • Ile urządzeń realnie podłączasz w danym miejscu? Przy większym obciążeniu istotny staje się dobór zabezpieczeń.
  • Czy planujesz w przyszłości większy remont? Jeśli tak, gniazdo montowane na powierzchni może być wygodnym etapem przejściowym.

Dobrze zaprojektowana instalacja elektryczna ułatwia życie na co dzień. Odpowiednio rozmieszczone gniazda pozwalają zrezygnować z nieestetycznych przedłużaczy, zadbać o bezpieczeństwo domowników i wygodę korzystania z domowej elektroniki.

Warto przy tym pamiętać, że każde nowe urządzenie w domu – od ekspresu ciśnieniowego, przez suszarkę do włosów, po kolejną konsolę – w praktyce oznacza rosnące wymagania wobec instalacji. Dobrze dobrane gniazda, także te montowane na powierzchni ściany, pomagają nadążyć za tym tempem bez konieczności ciągłego robienia remontu.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć