Naukowcy wytypowali 100 dziwnych sygnałów. Czy któryś jest od obcych?

Naukowcy wytypowali 100 dziwnych sygnałów. Czy któryś jest od obcych?
Oceń artykuł

Po ponad dwóch dekadach nasłuchu nieba projekt SETI@home zawęził miliardy radiowych „szumów” do zaledwie stu najbardziej zagadkowych sygnałów.

Te sto wybranych impulsów to efekt pracy milionów domowych komputerów, które od 1999 roku pomagały naukowcom z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w przeszukiwaniu kosmosu. Dla jednych to najbardziej obiecująca lista kandydatów na sygnał od obcej cywilizacji, dla innych – bardzo wymowna cisza.

SETI@home: kosmiczny projekt, w którym mógł brać udział każdy

SETI@home ruszył pod koniec lat 90. z prostym, ale śmiałym pomysłem: zamiast budować superkomputer, naukowcy poprosili ludzi na całym globie, by „wypożyczyli” wolną moc swoich pecetów. Wystarczyło zainstalować program wygaszacza ekranu, który w tle analizował próbki danych radiowych z radioteleskopu Arecibo w Portoryko.

Rozproszona moc obliczeniowa milionów komputerów stworzyła wirtualny teleskop o możliwościach, których pojedyncze laboratorium nie byłoby w stanie sfinansować.

Przez lata do bazy spływały kolejne detekcje wąskopasmowych sygnałów – bardzo „wąskich” częstotliwoowo śladów radiowych, uznawanych za potencjalnie najbardziej charakterystyczne dla sztucznej, technologicznej emisji. Problem w tym, że danych było dużo więcej niż ludzi, którzy mogli je dokładnie obejrzeć i opisać.

12 miliardów sygnałów zmienia się w stu faworytów

Według zespołu z Berkeley, całkowita liczba wychwyconych kandydatów sięgnęła około 12 miliardów. To nie literówka – miliardów. Z tej masy trzeba było wyłowić to, co choć trochę przypomina coś „nienaturalnego”, czyli niepasującego do satelitów, radarów, szumów urządzeń czy innych źródeł z okolicy Ziemi.

Naukowcy opisali proces w dwóch obszernych artykułach z 2025 roku w czasopiśmie The Astronomical Journal. Pierwszy skupia się na tym, jak zbierano i wstępnie obrabiano dane, drugi – jak krok po kroku redukowano miliardy kandydatów do wąskiej grupy sygnałów, którym warto się przyjrzeć jeszcze raz.

W praktyce każdy zarejestrowany impuls to „chwilowe mignięcie energii na określonej częstotliwości, z konkretnego fragmentu nieba”, które trzeba odsiać od ogromnej ilości ziemskich zakłóceń.

Po serii coraz bardziej wyrafinowanych filtrów i algorytmów, w tym narzędzi wyszukujących schematy nietypowe dla ludzkiej technologii, zespół został z listą około 100 sygnałów. W tej chwili to one uchodzą za najciekawsze do dalszych obserwacji.

Jak działało sito dla kosmicznych sygnałów

W pracy nad danymi kluczowe były trzy etapy: brutalne odrzucanie oczywistego „śmiecia”, inteligentne filtrowanie podejrzanych wzorców i ręczne sprawdzanie wybranych przypadków. W dużym uproszczeniu proces wyglądał mniej więcej tak:

  • porównywanie sygnałów z katalogami satelitów i radarów;
  • eliminowanie częstotliwości, na których aktywne są systemy komunikacyjne z Ziemi;
  • sprawdzanie, czy impuls nie powtarza się w identycznej formie z wielu kierunków nieba (oznaka zakłócenia lokalnego);
  • analiza kształtu wąskopasmowego „piku” – zbyt idealny często wskazuje na sprzęt, nie na kosmos;
  • dodatkowe testy na obecność subtelnych zmian, np. przesunięć częstotliwości, które mogłyby wskazywać na ruch źródła względem Ziemi.

Ważny element całego projektu to transparentność. Dane i kod analityczny zostały udostępnione, tak aby inne zespoły mogły niezależnie sprawdzać wyniki, dopracowywać metody albo polować na własne „kandydatury” w tym samym zestawie obserwacji.

Najczulsze „uszy” w historii takich poszukiwań

Choć SETI@home nie zarejestrował jednoznacznego „telefonu od obcych”, osiągnięto coś innego: wyznaczono nowy próg czułości dla tego typu badań. Jak podkreśla zespół, dla dużych obszarów nieba można teraz z dużą pewnością powiedzieć, że gdyby jakaś cywilizacja nadawała silny wąskopasmowy sygnał w naszym kierunku, zostałby zauważony.

Brak jednoznacznego sygnału nie jest pustym wynikiem – to informacja, jak głośno musiałaby „krzyczeć” obca technologia, żebyśmy zarejestrowali ją dotychczasowymi metodami.

Wielu badaczy uznaje, że to obecnie najczulsze szerokokątne nasłuchy wąskopasmowe, jakie udało się przeprowadzić. Dane pokazują też, jak bardzo zmieniła się sama infrastruktura: gdy projekt startował, ograniczeniem była prędkość komputerów; dziś te same dane można by przeglądać znacznie dokładniej, z użyciem uczenia maszynowego.

Ludzka strona radiowej ciszy

Za liczbami kryją się zupełnie przyziemne emocje. Część zespołu przyznaje, że miała nadzieję na coś bardziej spektakularnego. W końcu przez prawie dwie dekady setki tysięcy osób na całym globie uruchamiały program SETI@home z myślą, że „może właśnie ich komputer wyłapie ten jeden, przełomowy sygnał”.

Naukowcy otwarcie mówią też o ograniczeniach swoich decyzji z przełomu wieków. Wiele filtrów i progów czułości ustawiono tak, by system dało się w ogóle obsłużyć przy mocy obliczeniowej z końcówki lat 90. To oznacza, że część subtelnych wzorców mogła wylecieć razem z „radiowym szumem”.

Pytanie, czy w trakcie porządkowania danych nie wyrzucono czegoś wartościowego, to dziś jedno z najbardziej niewygodnych, ale i najbardziej inspirujących zagadnień wokół historycznych projektów tego typu.

Czy ET już „tam” jest, a my go nie widzimy?

Najbardziej fascynująca myśl, która wisi nad całym zestawem danych, brzmi: obcy sygnał może już znajdować się w archiwach SETI@home, a algorytmy po prostu go przeoczyły. Systemy filtrujące były projektowane pod konkretne założenia – na przykład, że nadawca użyje wąskiego pasma radiowego, które z daleka będzie wyglądało jak ostry pik energii.

Ale obca technologia wcale nie musi tak nadawać. Może rozlewać energię na szerokie pasmo, kodować informacje w inny sposób albo używać częstotliwości, których nikt nie uznawał za obiecujące. Wówczas klasyczne filtry po prostu oznaczają taki sygnał jako „nieinteresujący” i przesuwają do kosza.

Typ emisji Jak patrzy na to SETI@home
Bardzo wąskopasmowy sygnał radiowy Priorytetowy kandydat, podstawa analizy
Szerokopasmowy „szum” o nietypowej strukturze W dużej mierze odrzucany jako zakłócenie
Emisje spoza klasycznego zakresu częstotliwości Wiele z nich nie mieściło się w obszarze nasłuchu

Właśnie dlatego część badaczy marzy o tym, by kiedyś wrócić do surowych danych z Arecibo i przepuścić je przez zupełnie nowe, znacznie sprytniejsze systemy wykrywania sygnałów, wsparte zaawansowanym AI.

Co dalej: AI, nowe teleskopy i kolejne pokolenie SETI

Choć SETI@home dobiega końca w klasycznej formie, jego spuścizna już teraz wpływa na kolejne inicjatywy. Zebrane doświadczenia i narzędzia trafiają do nowych projektów nasłuchowych, które od początku projektuje się pod kątem postępu w uczeniu maszynowym, większej przepustowości łączy i rosnącej mocy obliczeniowej.

Nowe radioteleskopy, jak rozbudowane sieci interferometryczne czy ogromne zestawy anten, będą w stanie jednocześnie monitorować większe połacie nieba i robić to z większą rozdzielczością. To oznacza jeszcze większe potoki danych, których ręczne przeglądanie staje się absolutnie niewykonalne – tu AI staje się nie tyle dodatkiem, co koniecznością.

Dlaczego te „brakujące” sygnały wciąż mają znaczenie

Dla przeciętnego odbiorcy komunikat „nie znaleziono obcych” może brzmieć jak rozczarowanie, ale w astrofizyce to bardzo konkretna informacja. Na jej podstawie można na przykład oszacować, jak rzadkie muszą być civilizacje nadające silne sygnały radiowe, albo jak małe jest prawdopodobieństwo, że akurat obecnie wysyłają coś w naszą stronę.

Praktyczny wymiar ma też sama metoda pracy z danymi. Techniki odfiltrowywania zakłóceń i wyłapywania delikatnych wzorców przydają się nie tylko przy nasłuchach „obcych”, ale też przy badaniach pulsarów, szybkich rozbłysków radiowych czy galaktyk. Innymi słowy – wysiłek włożony w szukanie oznak technologii w kosmosie poprawia jakość całej radioastronomii.

Dla osób, które latami udostępniały moc swojego komputera SETI@home, ta historia ma jeszcze jeden wymiar: pokazuje, że nawet jeśli spektakularny sygnał jeszcze się nie pojawił, masowa współpraca ludzi i nauki realnie przesuwa granice tego, co potrafimy „usłyszeć” w kosmicznym szumie. A to sprawia, że kiedy następnym razem pojawi się projekt angażujący domowe komputery czy smartfony, warto zastanowić się, czy nie dołożyć swojej cegiełki.

Prawdopodobnie można pominąć