Les uns sur les autres”: Patrick Sébastien bez upiększeń o swoich wieczorach libertynów z „prawnikami, chirurgami, szefami firm”
<strong>Patrick Sébastien znów wywołuje zamieszanie, tym razem szczerym jak nigdy opisem swojego życia po rozstaniu i wieczorów libertynów.
W rozmowie z Guillaume’em Pleyem na YouTube były gwiazdor francuskiej telewizji zrzucił ostatnie maski. Opowiedział o pięćdziesięciu latach kariery, żałobie po synu, samotności po rozstaniu z żoną Nathalie w 2022 roku, ale też o czymś, co od miesięcy elektryzuje francuskie media: jego świadomym, głośno deklarowanym libertynizmie. Zrobił to w swoim stylu – bez filtra, bez autocenzury, z wyraźnym pragnieniem jednej rzeczy: wolności.
Provocateur, który nie chce wygładzać wizerunku
Patrick Sébastien od początku kariery konsekwentnie odmawia roli „grzecznej” gwiazdy. Zamiast ocieplać wizerunek, woli go szarpać. W programie Legend podkreślił, że nie zamierza nikomu przypodobać się na siłę, nawet jeśli kosztuje go to sympatię części widzów.
Jego credo: nie tworzyć fasady pod oczekiwania rynku, tylko mówić o sobie takim, jakim się czuje – nawet gdy burzy to obyczajowe dekoracje.
Taka postawa w czasach obsesji na punkcie „politycznej poprawności” i PR-u łatwo rodzi kontrowersje. Widać to szczególnie przy temacie libertynizmu, który dla wielu odbiorców wciąż pozostaje czymś z pogranicza skandalu, tabu i plotki. Sébastien świadomie gra tą granicą, ale, co istotne, nie zatrzymuje się na samym szokowaniu.
Libertynizm jako „stan umysłu”, a nie orgia bez zasad
Po rozstaniu z Nathalie artysta przestał owijać w bawełnę swoje uczestnictwo w wieczorach libertynów. Przyznał, że częściowo mówi o tym głośno „z przekory”, by zirytować tych, którzy chcą widzieć w nim jedynie dawnego prezentera familijnego show. Jednocześnie mocno sprzeciwia się stereotypom, które kojarzą libertynizm wyłącznie z anonimowym seksem i tłumem „jednych na drugich”.
Dla niego libertynizm wcale nie polega na tym, by „wszyscy wchodzili na siebie”, ale na postawie: szacunku, braku osądu i swobodzie bycia sobą.
Sébastien podkreśla, że w jego rozumieniu to raczej mentalność niż kalendarz pełen imprez. Mówi o otwartości, zgodzie na różnorodność ciał, emocji, potrzeb. O tym, że nikt nie powinien być oceniany przez pryzmat wagi, wieku czy statusu. Stara się zderzyć wyobrażenie pornograficznej orgii z obrazem społecznej przestrzeni, w której ludzie rozmawiają ze sobą normalnie, bez masek i pozy.
Mniej obsesji, więcej zwykłego życia
Wbrew sensacyjnym nagłówkom Sébastien zaznacza, że nie spędza każdej wolnej nocy w klubach libertynów. Używa prostego stwierdzenia: chodzi tam rzadko i nie jest na tym „zafiksowany”. Tłumaczy, że równie dobrze potrafi czuć się w małej restauracji czy w kościele, jeśli akurat ma na to nastrój.
- klub libertynów – gdy ma ochotę na swobodę bez kompleksów,
- zwykły bistro – gdy szuka prostego, codziennego kontaktu,
- świątynia – gdy potrzebuje wyciszenia i refleksji.
Ta mozaika pokazuje jego kluczową ideę: możliwość wybierania, bez tłumaczenia się komukolwiek. Dla niego wolność seksualna to tylko jeden z przejawów szerszej wolności bycia różnym w różnych momentach życia.
„Prawnicy, chirurdzy, kasjerki”: przestrzeń bez barier społecznych
Najbardziej zaskakujący fragment jego opowieści dotyczy struktury społecznej ludzi, których spotyka na wieczorach libertynów. W rozmowie z Guillaume’em Pleyem maluje obraz miejsca, gdzie w jednym pomieszczeniu mieszają się osoby o bardzo różnych zawodach i pozycjach społecznych.
Według niego przy jednym stoliku mogą rozmawiać prawnicy, chirurdzy, szefowie firm, robotnicy i kasjerki – bez hierarchii, bez kompleksów, na tym samym poziomie.
To wizja, która przypomina socjologiczny eksperyment: miejsce, w którym zdejmuje się nie tylko ubrania, ale też społeczne kostiumy. Tytułowe „les uns sur les autres” nabiera tu innego znaczenia – zamiast dosłownego obrazu stosu ciał, chodzi raczej o przenikanie się ludzi z różnych klas w neutralnej przestrzeni.
| Profil uczestników | Jak opisuje ich Sébastien |
|---|---|
| Prawnicy i chirurdzy | Rezygnują z pozy prestiżu, stają się „normalnymi rozmówcami”. |
| Szefowie firm | Nie grają roli przełożonych, szukają zwykłego kontaktu bez etykietek. |
| Robotnicy i kasjerki | Nie czują się „niżsi”, mówią wprost, bez autocenzury wobec elit. |
| Osoby anonimowe i znane | Mieszają się w tłumie; nazwisko przestaje mieć pierwszoplanowe znaczenie. |
Sébastien przyznaje, że jego własna popularność paradoksalnie ułatwia mu obecność w takim środowisku. Skoro sam publicznie przyznaje się do libertynizmu, nie żyje w lęku, że ktoś „go przyłapie”. Dzięki temu – jak twierdzi – może po prostu wejść, porozmawiać, być sobą bez gry pozorów.
Między prowokacją a potrzebą normalności
Wizerunek telewizyjnego prowokatora sprawia, że wiele osób widzi w jego libertynizmie tylko kolejną odsłonę skandalu. Warto jednak zauważyć inny wymiar tej historii: u mężczyzny po siedemdziesiątce, po przeżytej żałobie i głośnym rozstaniu, libertynizm jawi się bardziej jak obrona osobistej równowagi niż nieustanna pogoń za „mocnymi wrażeniami”.
On sam mówi, że nie chodzi tam „żeby zaliczać”, lecz po to, by być z ludźmi bez kompleksów, którzy rozmawiają ze sobą bez gry i oceniania.
W takim ujęciu klub libertynów staje się trochę jak nietypowy bar czy prywatny salon – miejsce spotkań osób zmęczonych udawaniem kogoś innego niż są. Dla widza przyzwyczajonego do medialnych uproszczeń może to brzmieć paradoksalnie, ale z perspektywy psychologicznej ma swoją logikę: po latach funkcjonowania w świetle kamer, człowiek szuka przestrzeni, w której nie musi już nikogo grać.
Jak media kreują obraz libertynizmu
Przypadek Patricka Sébastiena dobrze pokazuje, jak media kreują publiczną percepcję praktyk seksualnych. Nagłówki chętnie cytują słowa o „libertynie”, „wieczorach” i „skandalu”, ale rzadziej zatrzymują się przy wątku szacunku, akceptacji czy mieszania się klas społecznych.
Dla czytelnika tworzy się wtedy prosty schemat: znany prezenter + kluby libertynów = kolejny celebrycki skandal. Tymczasem z jego wypowiedzi wynika kilka bardziej złożonych wątków:
- libertynizm jako forma życia bez narzuconych ról społecznych,
- próba przełamania klasycznych podziałów „lepszych” i „gorszych”,
- szukanie szczerości w relacjach po latach życia w medialnej bańce,
- próba zdefiniowania na nowo wolności po osobistych stratach.
Libertynizm bez mitów: ryzyka, granice, odpowiedzialność
Szczera opowieść Sébastiena nie usuwa cieni związanych z libertynizmem. Tego typu relacje wymagają jasnych zasad: świadomej zgody, respektowania granic partnerów, dbałości o zdrowie. Za fasadą „braku osądu” łatwo przeoczyć presję grupy czy mechanizmy wykluczenia. Wolność jednych kończy się tam, gdzie zaczyna się niekomfort drugich.
Najważniejszym testem pozostaje tu realny szacunek: czy każdy uczestnik w danej chwili naprawdę może powiedzieć „nie”, zmienić zdanie, wycofać się – bez konsekwencji?
W kulturze, która wciąż ma problem z rzetelną edukacją seksualną, libertynizm łatwo staje się sensacyjnym hasłem, a nie tematem poważnej rozmowy. Tok wypowiedzi Sébastiena – choć barwny i prowokacyjny – intuicyjnie dotyka kilku kluczowych kwestii: dobrowolności, bezpieczeństwa, równości partnerów. Ujęcie tego w bardziej praktyczne ramy mogłoby wyglądać na przykład tak:
- jasne ustalenie granic przed udziałem w imprezie,
- komunikowanie swoich potrzeb bez wstydu i nacisku,
- szacunek dla „stop” wypowiedzianego w każdej chwili,
- dbanie o zabezpieczenie i badania,
- brak oceniania wyglądu, orientacji czy doświadczenia innych.
Opowieść Patricka Sébastiena można więc czytać na dwóch poziomach. Jako anegdotę o celebrycie, który bawi się w kluby libertynów i kpi z mieszczańskiej poprawności. Ale także jako spontaniczną próbę nazwania głębszej potrzeby: życia bez lęku przed oceną, z prawem do sprzeczności, zmiany zdania i szukania bliskości w różnych, nie zawsze przewidywalnych formach.



Opublikuj komentarz