Genialna maturzystka z 16-lat na lodzie: 28 odmów z uczelni

Genialna maturzystka z 16-lat na lodzie: 28 odmów z uczelni
4.7/5 - (39 votes)

Jej historia poruszyła kraj.

Przypadek Mathilde Hironde pokazuje, jak bolesne potrafią być decyzje systemu rekrutacji na studia. Mimo świetnych ocen, licznych aktywności i wyprzedzenia rówieśników o dwa lata, nastolatka usłyszała „nie” aż 28 razy, zanim znalazła miejsce w szkolnictwie wyższym.

Nastolatka, która zawsze była „do przodu”

Mathilde dorastała w departamencie Seine-et-Marne pod Paryżem. Od pierwszych klas szkoły podstawowej jej nauczyciele widzieli, że radzi sobie znacznie szybciej niż reszta dzieci. Dziewczynka nudziła się na lekcjach, więc rodzice – po konsultacjach ze szkołą – zgodzili się na przyspieszenie jej ścieżki edukacyjnej.

Już jako kilkuletnia uczennica ominęła jedną klasę i trafiła do starszej grupy. W prywatnej szkole Sainte-Thérèse w Ozoir-la-Ferrière potwierdziło się, że nie chodzi o chwilowy zryw. W gimnazjum utrzymywała średnią na poziomie 18/20 i stale znajdowała się w ścisłej czołówce rocznika. Proponowano jej nawet przeskoczenie kolejnej klasy, z czego zrezygnowała, bo obawiała się zbyt dużej różnicy wieku między nią a kolegami.

W liceum było podobnie. Średnia około 16 punktów, wyróżnienia na każdym posiedzeniu rady klasy, dobre wyniki z egzaminów z języka ojczystego – 12 punktów na piśmie i aż 18 na części ustnej. Do tego intensywny trening gimnastyczny, rola trenerki i sędzi na zawodach w weekendy oraz funkcja wiceprzewodniczącej samorządu uczniowskiego.

Mathilde łączyła bardzo wysokie wyniki w nauce z dużym zaangażowaniem poza lekcjami – typowy profil „idealnej kandydatki” do elitarnych kierunków.

Zmiana zainteresowań i ambitne plany

Na początku liceum Mathilde wybrała rozszerzoną fizykę, matematykę oraz humanistyczny blok filozoficzno-literacki. Z czasem odkryła, że bardziej od samych liczb pociąga ją to, co dzieje się wokół nich: polityka, aktualne wydarzenia, analizy społeczne. Zostawiła więc matematykę, a skupiła się na przedmiotach humanistycznych i wiedzy o prawie.

Jako córka nauczycieli myślała o karierze w szkole. Rodzice podpowiadali jednak, by najpierw poznała inne możliwe ścieżki. Dlatego do procesu rekrutacji przez francuski system Parcoursup podeszła niemal jak do projektu badawczego: jeździła na targi edukacyjne, zbierała informacje, sprawdzała wymagania.

Na liście marzeń – tylko elitarne kierunki

Swoje zgłoszenia kierowała głównie do najbardziej wymagających programów w kraju. Wybrała m.in.:

  • klasy przygotowawcze do prestiżowych szkół (profil B/L – mieszanka nauk humanistycznych, społecznych i ekonomicznych),
  • podwójne licencjaty z historii i nauk politycznych,
  • studia z socjologii na najlepszych uczelniach,
  • zintegrowane programy łączące nauki społeczne i humanistyczne,
  • rekrutacje do słynnych instytutów nauk politycznych, w tym Sciences Po.

W jej otoczeniu nikt nie miał wątpliwości, że z takim dorobkiem powinna dostać się przynajmniej na część z nich. Same szkoły w oficjalnych opisach programów podkreślały, że szukają dokładnie takiego profilu: bardzo dobre oceny, ciekawość świata, aktywność pozaszkolna.

Gorzkie otwarcie systemu rekrutacji

Początek czerwca 2024 roku był dla Mathilde szokiem. Gdy weszła na konto w Parcoursup, zobaczyła prawie wyłącznie czerwone komunikaty o odrzuceniu. Na łączną liczbę złożonych zgłoszeń aż 28 zakończyło się odmową.

Dla nastolatki, która przez całe życie słyszała, że „z takim poziomem nie będzie mieć problemu ze studiami”, seria odmów była jak zderzenie ze ścianą.

Najbardziej bolały ją te przypadki, w których była pewna, że spełnia wszystkie wymogi. W jednym z renomowanych liceów przygotowawczych w ogóle nie trafiła na listę rezerwową. Tymczasem jej koleżanka z tej samej szkoły, o bardzo zbliżonych ocenach, dostała się tam bez problemu.

Matka i ojciec dziewczyny przeżywali tę sytuację jeszcze mocniej niż ona sama. W domu temat rekrutacji wracał codziennie. Rodzice gorączkowo sprawdzali statusy na platformie, licząc na jakiekolwiek pozytywne wieści. Dla nich 16-latka była wciąż „dzieckiem wrzuconym w bezduszną procedurę”.

Czego tak naprawdę oczekują uczelnie?

Historia Mathilde znów rozpaliła we Francji dyskusję o kryteriach rekrutacji. Oficjalnie uniwersytety i elitarne szkoły deklarują, że patrzą na:

Kryterium Jak wyglądało u Mathilde
Średnia ocen Około 15,2 przy maturze, wcześniej nawet 18/20
Zaangażowanie poza lekcjami Gimnastyka wyczynowa, trenerka, sędzia, działalność w samorządzie
Poziom języka i wypowiedzi ustnych Bardzo wysoka ocena za egzamin ustny z języka ojczystego
Dojrzałość i projekt na przyszłość Spójna ścieżka: nauki społeczne, edukacja, chęć pracy z ludźmi

Na papierze wszystko się zgadzało. W praktyce okazało się, że algorytmy i ograniczona liczba miejsc potrafią zepchnąć na margines nawet tak dobrze przygotowanego kandydata. Do tego dochodzi geografia, pierwszeństwo niektórych grup uczniów czy wewnętrzne priorytety poszczególnych szkół – czynniki, o których uczniowie wiedzą niewiele.

Dwa „tak” w morzu odmów i późniejszy zwrot akcji

Mimo przytłaczającej liczby negatywnych odpowiedzi, na koncie Mathilde pojawiły się w końcu dwie zielone lampki. Jedna uczelnia zaproponowała jej miejsce na licencjacie z socjologii, druga – w klasie przygotowawczej typu B/L w liceum Jacques-Amyot.

Nastolatka zdecydowała się na tę drugą opcję. Klasy przygotowawcze we Francji uchodzą za wymagające, ale dają szerokie możliwości późniejszego wyboru studiów: od nauk społecznych, przez ekonomię, po renomowane szkoły specjalistyczne.

Na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego pojawiła się jeszcze jedna niespodziewana propozycja z innego znanego liceum. Sygnał przyszedł jednak zbyt późno – logistycznie nie dało się już zmienić planów. Mathilde została więc przy pierwszym wyborze.

Po wstrząsającym czerwcu ostatecznie zdała maturę w wieku 16 lat ze średnią 15,2 i zaczęła naukę w wymagającym, ale bezpiecznym środowisku, które przypomina jej liceum.

Nowe tempo, inne podejście do ambicji

Dziś Mathilde przyznaje, że podstawą stała się dla niej regularna praca i spokojniejszy stosunek do wyników. Zajmuje miejsce mniej więcej pośrodku stawki. Jak sama mówi, już nie ściga się o każdą ocenę, bo ważniejsza jest dla niej stabilność i sens tego, czego się uczy.

Myśli o tym, by po klasie przygotowawczej przenieść się na licencjat z nauk społecznych. Wciąż ma w głowie pomysł pracy jako nauczycielka, inspirując się drogą swoich rodziców. Teraz widzi, że własne doświadczenia – także te bolesne – mogą jej później pomóc lepiej rozumieć uczniów, którym nie zawsze udaje się wejść drzwiami, jakie sobie wymarzyli.

System z perspektywy nastolatki

Po czasie Mathilde inaczej patrzy na proces, który ją tak dotknął. Przyznaje, że liczyła na prostą ścieżkę: dobre oceny równe są dobrym szkołom. Zderzenie z realiami uczy ją dystansu. Zaczęła traktować wybór kierunku nie jako jednorazowy test wartości, ale jako ciąg decyzji, w których trzeba przewidzieć plan B, a czasem i C.

Jej przykład pokazuje też presję, jaką wywiera cyfrowy system rekrutacji na całe rodziny. Gdy status zmienia się w sieci z godziny na godzinę, rodzice i młodzi ludzie żyją w ciągłym napięciu, uzależnieni od kolejnych powiadomień i list oczekujących.

Co ta historia mówi o selekcji na studia

Dla polskiego czytelnika ta opowieść może brzmieć znajomo, choć realia są inne. Tak jak we Francji, tak i w Polsce coraz częściej liczy się „profil idealny”, a nie tylko sama średnia. Przy bardzo dużej liczbie kandydatów liczą się drobne niuanse: szkoła, region, list motywacyjny, a czasem nawet przypadek.

Warto z tego wyciągnąć kilka praktycznych wniosków dla młodych ludzi i ich rodziców:

  • nawet świetne oceny nie gwarantują miejsca na najbardziej obleganych kierunkach,
  • konieczne jest przygotowanie alternatywnych ścieżek – także takich, które na początku wydają się „planem B”,
  • dobrze jest rozmawiać o emocjach związanych z rekrutacją, bo dla nastolatków odmowa bywa pierwszym poważnym doświadczeniem porażki,
  • warto myśleć o kompetencjach długofalowo – kierunek studiów można zmieniać, a zdobyte po drodze doświadczenia wcale się nie marnują.

Historia Mathilde przypomina, że systemy rekrutacyjne wszędzie mają swoje ograniczenia i nie zawsze nagradzają liniową, podręcznikową „idealność”. Z drugiej strony pokazuje, że nawet po serii brutalnych odmów można znaleźć miejsce, które ostatecznie okaże się dla młodej osoby całkiem dobre – choć zupełnie inne, niż planowała jeszcze kilka miesięcy wcześniej.

Uwielbiam pisać. Piszę o codziennych sprawach, które naprawdę interesują ludzi: od psychologii i relacji, przez dom, ogród i kuchnię, aż po ciekawostki ze świata. Lubię treści, które są lekkie w odbiorze, ale jednocześnie dają coś konkretnego.

Prawdopodobnie można pominąć