Chiny zasadziły tyle drzew na pustyni, że ta zaczęła „połykać” CO2

Chiny zasadziły tyle drzew na pustyni, że ta zaczęła „połykać” CO2

Najważniejsze informacje:

  • Obrzeża pustyni Taklamakan stały się netto pochłaniaczem dwutlenku węgla (carbon sink).
  • Program zalesiania „Zielony Mur” rozpoczął się w 1978 roku w celu powstrzymania pustynnienia.
  • Na północy Chin posadzono ponad 66 miliardów drzew, zamykając pas zieleni wokół pustyni o długości ok. 3000 km.
  • W sezonie wilgotnym stężenie CO2 nad badanym obszarem spadło, a letnie opady niemal się podwoiły.
  • Istnieją obawy ekologów dotyczące nadmiernego zużycia wód gruntowych przez nowe nasadzenia i problemów monokultur.

Na skraju jednej z najbardziej suchych pustyń globu dzieje się coś, co jeszcze niedawno brzmiało jak science fiction.

Rozpalony piaskiem Taklamakan, kiedyś uznawany za martwe miejsce na mapie Chin, zaczyna się zmieniać w zieloną barierę, która nie tylko powstrzymuje piasek, ale też wyciąga dwutlenek węgla z atmosfery. Najnowsze badania pokazują, że fragment tej pustyni zachowuje się już jak pełnoprawny pochłaniacz CO2.

Jak pustynia zamieniła się w pochłaniacz dwutlenku węgla

Nowa analiza naukowców, opublikowana w renomowanym czasopiśmie naukowym, wskazuje jasno: obrzeża pustyni Taklamakan pochłaniają obecnie więcej CO2, niż go emitują. To oznacza, że cała otulina tej pustyni zaczyna pełnić funkcję tzw. „zbiornika węglowego” – obszaru, który magazynuje węgiel w roślinach i glebie.

Taklamakan, jedna z najbardziej suchych pustyń na Ziemi, stała się pierwszym udokumentowanym przykładem przekształcenia jałowego terenu w obszar netto pochłaniający CO2 dzięki działaniom człowieka.

Naukowcy podkreślają, że jeszcze kilkanaście lat temu coś takiego wydawało się praktycznie niemożliwe. W tym regionie w „mokrej” porze roku – od lipca do września – średni opad wynosił około 16 milimetrów miesięcznie. W skrócie: niemal brak wody, żaru pełne niebo, zero szans na stabilną roślinność. A mimo to rośliny tam są, rosną i zmieniają lokalny klimat.

Wszystko zaczęło się od gigantycznego projektu z końca lat 70.

Początek całej historii sięga 1978 roku. Władze kraju uruchomiły wtedy ogromny program zalesiania północy, często nazywany „zielonym murem”. Cel był prosty, choć ekstremalnie trudny: zatrzymać marsz piasku z Taklamakanu i pobliskiej pustyni Gobi, który pożerał pola uprawne, wsie i miasta.

Od lat 50. proces pustynnienia przyspieszał. Urbanizacja i intensywne rolnictwo nadwyrężały gleby, a kolejne burze piaskowe przenosiły pył na setki kilometrów, aż nad wielkie aglomeracje. Potrzebny był ruch, który zmieni reguły gry.

66 miliardów drzew na północy kraju

Strategia była bezkompromisowa: sadzić, ile się da. Wzdłuż granic pustyń zaczęły pojawiać się rzędy i pasy roślin przystosowanych do życia w skrajnie suchych warunkach. Wykorzystywano głównie:

  • topole – szybko rosnące drzewa, tworzące w miarę szczelne bariery wiatrochronne,
  • saksauły – krzewy i małe drzewa pustynne o głębokim systemie korzeniowym,
  • inne krzewy i rośliny stepowe dobrze znoszące suszę.

Według oficjalnych danych od startu programu posadzono na północy ponad 66 miliardów drzew. W 2024 roku ogłoszono, że roślinny pierścień o długości około 3 tysięcy kilometrów wokół Taklamakanu jest domknięty. Tereny zalesione w całym kraju miały w tym czasie wzrosnąć z około 10% powierzchni do ponad jednej czwartej.

Gigantyczny pas zieleni wokół Taklamakanu stabilizuje wydmy, ogranicza erozję wiatrową i – jak pokazują badania – zaczął realnie wpływać na bilans węglowy regionu.

Co dokładnie zmierzyli naukowcy

Żeby sprawdzić, czy pustynny „zielony mur” faktycznie działa, zespół badawczy połączył dane satelitarne z pomiarami z naziemnych stacji. Przez 25 lat analizowano między innymi:

Parametr Co badano
Fotosynteza Aktywność roślin, czyli jak intensywnie pochłaniają CO2
Opady Zmiany w ilości deszczu, zwłaszcza w porze letniej
Stężenie CO2 Poziom dwutlenku węgla w powietrzu nad pustynią

Z biegiem lat obrazy satelitarne pokazały wyraźne zazielenienie obrzeży pustyni. Najciekawsze liczby dotyczą jednak gazów cieplarnianych. W sezonie wilgotnym średnie stężenie CO2 nad badanym terenem spadło z około 416 do 413 części na milion. To niewielka zmiana w skali globalnej, ale dla jednego regionu o tak ekstremalnym klimacie robi wrażenie.

Badacze odnotowali też, że letnie opady w okolicy niemal się podwoiły. Rośliny, raz zadomowione, zaczęły same wpływać na krążenie wilgoci. Więcej zieleni oznacza większe parowanie, a to przyciąga chmury i deszcz. Tworzy się samonapędzająca się pętla: rośliny zwiększają wilgotność, wilgotność pomaga roślinom przetrwać i rosnąć dalej.

Nie tylko sukces – także znaki zapytania

Historia Taklamakanu brzmi spektakularnie, ale wielu ekspertów studzi entuzjazm. Pojawiają się pytania, czy skala nasadzeń nie jest zbyt agresywna jak na tak suchy region i czy projekt nie wywoła innych problemów.

Wątpliwości naukowców i ekologów

Część badaczy wskazuje, że zielony pierścień nie rozwiązał całkowicie problemu burz piaskowych. Silne wiatry wciąż unoszą pył z obszarów, które pozostały niezalesione, a także z rejonów, gdzie młode drzewka nie zdążyły się jeszcze dobrze ukorzenić.

Pojawiają się też obawy o wodę. Drzewa w suchym klimacie potrafią „wypić” zaskakująco dużo, szczególnie gdy sadzi się je gęsto i na masową skalę. W efekcie lokalne wody gruntowe mogą się obniżać, co zagraża tradycyjnym oazom, małym rzekom czy naturalnym siedliskom.

Program zalesiania zmniejsza tempo pustynnienia, ale część ekspertów obawia się, że nadmierne zużycie wody przez nowe nasadzenia osłabi lokalne ekosystemy i rolnictwo.

Dochodzi jeszcze kwestia bioróżnorodności. Wiele nasadzeń ma charakter monokulturowy – dominują pojedyncze, szybkorosnące gatunki. To sprawia, że ekosystem jest bardziej podatny na choroby, szkodniki czy długotrwałą suszę. Naturalna mozaika roślin, przystosowanych do lokalnych warunków, jest zwykle stabilniejsza niż „plantacja jednego gatunku”.

Dlaczego ten eksperyment elektryzuje inne regiony

Mimo wielu znaków zapytania, przykład Taklamakanu już dziś inspiruje inne kraje zmagające się z pustynnieniem. Szczególnie uważnie patrzą na niego państwa Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu, gdzie susza i ekspansja piasku coraz mocniej wchodzą w konflikt z rolnictwem i życiem codziennym mieszkańców.

Coraz częściej mówi się o tym, że kraje suche mogą odegrać większą rolę w walce z ociepleniem klimatu, o ile zastosują przemyślane strategie zalesiania i ochrony gleb. Pustynie i półpustynie zajmują ogromne połacie lądów. Jeśli chociaż ich fragmenty uda się przekształcić w magazyny węgla, globalny bilans może się delikatnie przesunąć na korzyść klimatu.

Taklamakan stał się wzorcem dla innych państw: pokazuje, że nawet ekstremalnie suche tereny mogą w określonych warunkach zacząć magazynować węgiel, a nie tylko go oddawać.

Czego uczy nas historia Taklamakanu

Przypadek tej pustyni mówi sporo o tym, jak działa klimat i przyroda w skali regionalnej. Po pierwsze, pokazuje, że ingerencja człowieka może iść w dwie strony. Przez dekady niekontrolowana działalność przyspieszała pustynnienie. Teraz celowo zaplanowane działania częściowo odwracają ten proces.

Po drugie, widać, że duże projekty wymagają cierpliwości. Pierwsze drzewa sadzono w latach 70., a o realnym efekcie w bilansie CO2 można mówić dopiero po czterdziestu latach. W kontekście polityki klimatycznej, która często myśli w perspektywie jednej czy dwóch kadencji rządów, to niewygodna, ale bardzo konkretna lekcja.

Dla zwykłego odbiorcy kluczowe jest zrozumienie, czym właściwie jest „pochłaniacz węgla”. W praktyce chodzi o obszar, w którym procesy naturalne – głównie fotosynteza roślin i gromadzenie materii organicznej w glebie – zatrzymują więcej węgla, niż jest tam uwalniane przez rozkład, pożary, działalność ludzi. Lasy, torfowiska, a teraz także obsadzone roślinnością skraje pustyń, mogą stopniowo wyciągać CO2 z atmosfery i „chować” go w biomasie.

Historia Taklamakanu może stać się punktem odniesienia również w debacie o tym, jak projektować podobne programy w innych regionach – od Sahelu po Azję Centralną. Zalesianie na masową skalę wymaga starannego planowania: wyboru rodzimych gatunków, kontroli zużycia wody, ochrony gleb i włączenia lokalnych społeczności. W przeciwnym razie szlachetna idea może skończyć się kosztownym i krótkotrwałym eksperymentem.

Warto też pamiętać, że nawet najbardziej spektakularny zielony projekt w jednym kraju nie zastąpi globalnej redukcji emisji. Pustynia, która zaczyna „połykać” CO2, działa jak mocny symbol i ważny element układanki. Bez ograniczenia spalania paliw kopalnych stanie się raczej ciekawostką naukową niż przełomem, który realnie zmieni bieg kryzysu klimatycznego.

Podsumowanie

Obrzeża chińskiej pustyni Taklamakan stały się obszarem pochłaniającym więcej CO2 niż emitują, co jest efektem trwającego od 1978 roku programu zalesiania „Zielony Mur”. Badania satelitarne i naziemne potwierdzają, że nasadzenia ponad 66 miliardów drzew wpłynęły na lokalny mikroklimat i zwiększyły opady, choć eksperci ostrzegają przed ryzykiem dla zasobów wodnych.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć