Chiny zamieniają pustynię Taklamakan w gigantyczną hodowlę ryb

Chiny zamieniają pustynię Taklamakan w gigantyczną hodowlę ryb
Oceń artykuł

Na jednym z najbardziej suchych obszarów Ziemi powstały tysiące basenów z wodą.

Tam, gdzie kiedyś groziła tylko śmierć z pragnienia.

Pustynia Taklamakan przez setki pokoleń budziła grozę kupców wędrujących dawną drogą jedwabną. Dziś w tym samym miejscu rosną hale, zbiorniki i instalacje, w których Chińczycy hodują ryby i owoce morza na przemysłową skalę.

Od „pustyni, z której się nie wraca” do fabryki owoców morza

Taklamakan leży w regionie Sinciang, w zachodnich Chinach. To jedno z najbardziej nieprzyjaznych miejsc na kuli ziemskiej. Ruchome wydmy, skrajne temperatury, gwałtowne wiatry – przez wieki karawany wolały nadrabiać setki kilometrów, niż zaryzykować przecięcie tego obszaru.

Nazwa pustyni w języku Ujgurów od dawna kojarzy się z miejscem bez powrotu. Tym bardziej zaskakuje to, co dzieje się tam obecnie. Z lotu ptaka fragmenty Taklamakanu zaczynają przypominać mozaikę błękitnych prostokątów. To baseny, w których zamiast piasku widać wodę i ryby.

Taklamakan, przez stulecia symbol śmierci i suszy, stał się jednym z najbardziej nietypowych ośrodków akwakultury na Ziemi.

Chińskie władze chwalą się, że zdołały przeobrazić „piekło piasku” w centrum produkcji owoców morza. Nie chodzi o mały eksperyment, tylko o przedsięwzięcie o skali przemysłowej, liczonej w setkach tysięcy ton rocznie.

Czy da się hodować ryby na pustyni? Chińczycy pokazują, że tak

Największym problemem Taklamakanu nie jest tylko brak wody. Grunty w regionie są silnie zasolone i zasadowe. Zwykłe rolnictwo praktycznie tam nie działa. Zboża, warzywa, sady – większość upraw zamiera, zanim na dobre ruszy.

Inżynierowie zajęli się więc nie ziemią, lecz wodą. Zamiast próbować „uzdrawiać” glebę, sięgnęli po słone wody podziemne oraz zasolone wody z rejonu rzeki Tarim. Następnie zaczęli je modyfikować chemicznie, tak by ich skład przypominał pełnowartościową wodę morską.

Laboratorium chemiczne w środku pustyni

Cały proces przypomina gigantyczne laboratorium. Woda trafia do instalacji, w których:

  • usuwa się niepożądane zanieczyszczenia i nadmiar niektórych soli,
  • precyzyjnie reguluje się pH,
  • dostosowuje się zasolenie do wymagań konkretnych gatunków,
  • stale kontroluje się temperaturę, mimo ogromnych wahań między dniem a nocą.

Dzięki temu w sztucznych zbiornikach udaje się odtworzyć warunki podobne do tych z przybrzeżnych akwenów. Hoduje się tam między innymi różne gatunki ryb drapieżnych, krewetki, a nawet inne owoce morza, które normalnie kojarzą się z wybrzeżem, a nie z piaskiem.

Kiedy w pustynnym krajobrazie obok wydm pojawiają się hale z kontrolowaną temperaturą i rzędy basenów, granica między „naturalnym” a „sztucznym” zaczyna się zacierać.

Produkcja w regionie Sinciang sięgnęła już blisko dwustu tysięcy ton rocznie. To wynik, który w kilka lat wywindował Taklamakan na listę ważnych ośrodków akwakultury w głębi lądu.

Dlaczego Chiny inwestują miliardy w ryby na piasku

Może się wydawać, że budowanie „morskiej” hodowli w jednym z najsuchszych miejsc Azji nie ma sensu. Z punktu widzenia Pekinu ma to jednak kilka wyraźnych zalet, zarówno gospodarczych, jak i geopolitycznych.

Mniejsza zależność od połowów dalekomorskich

Chińskie społeczeństwo zużywa gigantyczne ilości ryb i owoców morza. Część pochodzi z własnych łowisk przybrzeżnych, część z importu i z połowów na odległych akwenach. To kosztowne i coraz bardziej ryzykowne źródło, narażone na konflikty o strefy połowowe i zaostrzające się regulacje międzynarodowe.

Akwakultura w głębi lądu pozwala ograniczyć presję na łowiska naturalne. Im więcej towaru uda się wyprodukować w kontrolowanych warunkach, tym mniejsza zależność od morza otwartego i transportu przez całe terytorium kraju.

„Wewnętrzne morze” dla regionów oddalonych od wybrzeża

Sinciang leży tysiące kilometrów od wschodnich wybrzeży Chin. Transport świeżej ryby z portów nad oceanem do miast w głębi kraju jest drogi, wymaga chłodni i szybkiej logistyki. Hodowle na pustyni skracają ten łańcuch dostaw.

Chińscy urzędnicy mówią wprost o tworzeniu sztucznego „wewnętrznego morza” na obszarach, gdzie dotąd praktycznie nie istniała nowoczesna produkcja żywności. Ryby z Taklamakanu mogą trafiać do miejscowej ludności, do stołówek zakładów przemysłowych czy do wojskowych jednostek rozlokowanych w regionie.

Cel projektu Oczekiwany efekt
Zwiększenie krajowej produkcji owoców morza Większa samowystarczalność żywnościowa
Zmniejszenie presji na łowiska naturalne Ograniczenie przełowienia i konfliktów o zasoby
Rozwój biedniejszych regionów zachodnich Nowe miejsca pracy i inwestycje w Sinciangu

Skąd woda na pustyni i co z ekologią

Kluczowym pytaniem pozostaje źródło wody. Wbrew pozorom pustynia nie jest całkowicie pozbawiona zasobów. Wodę dostarczają rzeki zasilane topniejącym śniegiem i lodowcami z otaczających Taklamakan gór, a także głębsze warstwy wodonośne.

Chińscy inżynierowie korzystają z części tego zasobu, przepuszczając go przez sieć kanałów, zbiorników i stacji uzdatniania. W wielu kompleksach działa system obiegu zamkniętego: woda z basenów przechodzi oczyszczanie, wraca do obiegu i jest używana ponownie.

Im więcej razy ta sama woda krąży w systemie, tym mniej nowej trzeba doprowadzić na teren pustyni.

Mimo to specjaliści ds. środowiska zwracają uwagę na potencjalne napięcia. Po pierwsze, topniejące lodowce w dłuższym horyzoncie mogą dostarczać coraz mniej wody, co stworzy presję na wszystkie użytkowania – od rolnictwa po przemysł.

Po drugie, źle zarządzane stawy hodowlane mogą stać się ogniskiem zanieczyszczeń, jeśli nadmiar substancji odżywczych, antybiotyków czy środków chemicznych zacznie przedostawać się do gleby lub okolicznych cieków. Dlatego tak istotna jest kontrola jakości wody na każdym etapie.

Taklamakan jako poligon technologiczny

Pustynne instalacje akwakultury w Sinciangu pełnią jeszcze jedną funkcję: są laboratorium dla nowych technologii. Jeśli system recyrkulacji, kontroli składu wody i zarządzania temperaturą działa w jednym z najbardziej ekstremalnych klimatów, łatwiej go później stosować w łagodniejszych warunkach.

Takie rozwiązania interesują nie tylko same Chiny. Kraje bogate w suche tereny, a ubogie w dostęp do świeżej ryby – od Bliskiego Wschodu po Afrykę Północną – patrzą na projekty w Taklamakanie jak na test, czy da się połączyć akwakulturę z trudnym klimatem.

W praktyce ten model oznacza silne uzależnienie od zaawansowanej inżynierii, energii elektrycznej i dostaw technologii. Wymaga także wykwalifikowanej obsługi. To nie jest tradycyjny staw rybny, który można prowadzić z niewielkim zapleczem technicznym. Na pustyni każdy błąd – awaria prądu, chemiczne rozregulowanie wody – szybko odbija się na kondycji całej hodowli.

Dla polskiego czytelnika może to być ciekawy punkt odniesienia. W Polsce też rośnie znaczenie akwakultury i systemów recyrkulacyjnych, choć skala i warunki klimatyczne są zupełnie inne. Wspólnym mianownikiem staje się pytanie, jak produkować więcej żywności przy ograniczonych zasobach wody i rosnącej presji klimatycznej.

W tym kontekście ryby z Taklamakanu są czymś więcej niż tylko ciekawostką. Pokazują kierunek, w którym mogą iść gospodarki, które chcą uniezależniać się od importu żywności i jednocześnie zderzają się z granicami „tradycyjnego” rolnictwa. Z jednej strony widać ogromną pomysłowość technologiczną, z drugiej – ryzyko budowania systemu wrażliwego na awarie, kryzysy wodne czy napięcia polityczne w regionach, gdzie infrastruktura powstaje szybciej niż lokalna zgoda społeczna.

Prawdopodobnie można pominąć