Blokada w cieśninie Ormuz uderza w Europę nierówno. Kto traci najwięcej?
W Europie skutki odczuwają bardzo różne kraje – i to w odmiennym stopniu.
Od końca lutego ruch tankowców na jednym z najważniejszych szlaków energetycznych globu prawie zamarł. Przez wąski przesmyk między Iranem a Półwyspem Arabskim normalnie przepływa blisko jedna piąta światowego handlu ropą oraz ogromna część skroplonego gazu LNG. Gdy w regionie wybuchł konflikt z udziałem Iranu, cieśnina została faktycznie zamknięta, a skutki tej decyzji Europa będzie odczuwać miesiącami.
Dlaczego akurat cieśnina Ormuz jest tak newralgiczna
Cieśnina Ormuz łączy Zatokę Perską z otwartym oceanem. Dla takich eksporterów jak Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie to jedyne wyjście na światowe rynki. Kiedy Iran zaminował akwen i zaczął grozić atakami dronów i rakiet na statki, armatorzy masowo wycofali swoje jednostki z trasy. Część rejsów całkowicie wstrzymano, inne przekierowano z ogromnymi nadkładami czasu i kosztów.
Według analizy austriackiego Supply Chain Intelligence Institute oraz Complexity Science Hub z Wiednia już kilka tygodni blokady wystarczy, by spiętrzyć opóźnienia w globalnych łańcuchach dostaw energii.
Autorzy badania zwracają uwagę, że kluczowa będzie długość trwania kryzysu. Przez kilka dni rynki zwykle są w stanie zareagować, korzystając z zapasów czy zmiany trasy pojedynczych dostaw. Jeśli sytuacja przeciąga się powyżej czterech tygodni, skutki zaczynają przenikać do przemysłu, transportu i rachunków zwykłych odbiorców.
Włochy w czołówce najbardziej narażonych państw UE
Najbardziej bolesne uderzenie w Unii Europejskiej przyjmuje na siebie gospodarka włoska. Według szacunków, które przywołuje badanie, blokada dotyka tam importu o wartości około 9,8 mld dolarów rocznie, czyli blisko 8,5 mld euro. W przypadku Włoch chodzi głównie o paliwa gazowe.
- ok. 4,4 mld dolarów rocznie – skroplony gaz LNG z Kataru,
- ok. 3,2 mld dolarów – propan używany w przemyśle i do ogrzewania,
- pozostała część – inne produkty chemiczne i paliwowe z regionu Zatoki.
Dla włoskich elektrowni gazowych, przemysłu chemicznego i firm ciepłowniczych tak mocne uzależnienie od jednego szlaku dostaw oznacza spore ryzyko. Każde wydłużenie podróży tankowców, nie mówiąc o ich zatrzymaniu, przekłada się na ceny hurtowe energii. Włoscy konsumenci pamiętają już skok rachunków po wybuchu wojny w Ukrainie. Teraz napięcie wraca, choć z innego kierunku.
Belgia i brytyjskie wyspy także na linii ognia
Belgia: gazoport w Zeebrugge pod presją
Silnie uzależniona od Ormuzu jest też Belgia. Tam główną rolę odgrywa terminal LNG w Zeebrugge, obsługujący dostawy skroplonego gazu z Kataru warte około 5,8 mld dolarów rocznie. Ten surowiec trafia później nie tylko do belgijskich odbiorców, lecz także do innych krajów Europy Zachodniej.
Dodatkowym wrażliwym punktem jest Antwerpia, globalne centrum handlu diamentami. Spora część kamieni z Emiratów przepływa właśnie przez ten port. Wpływ na rynek diamentów nie ma takiego wymiaru politycznego jak gaz, ale dla belgijskiej gospodarki to ciągle zauważalna gałąź biznesu.
Wielka Brytania: największa ekspozycja w Europie
Jeśli spojrzymy na całkowitą wartość towarów powiązanych z krajami wokół Zatoki Perskiej, to rekord w Europie należy do Wielkiej Brytanii. Według zestawienia z Wiednia mowa o 12,9 mld dolarów rocznie, czyli ponad 11 mld euro.
Około 5,9 mld dolarów stanowią wyroby gazowe z Kataru – LNG, propan i inne produkty. Dla Londynu te dostawy mają znaczenie strategiczne, bo kraj po Brexicie mocno stawia na elastyczne, globalne zakupy energii. Jeśli dotychczasowy filar w postaci katarskiego gazu się chwieje, rośnie presja na szybkie kontrakty z innymi eksporterami, na przykład z USA czy Afryki Zachodniej.
Włochy, Belgia i Wielka Brytania tworzą trójkę państw szczególnie wystawionych na skutki blokady, zarówno pod względem wolumenu importu, jak i struktury ich miksu energetycznego.
Niemcy i Francja korzystają z większej dywersyfikacji
Inaczej wygląda obraz w dwóch głównych gospodarkach kontynentalnej Europy. Niemcy i Francja w ostatnich latach konsekwentnie rozpraszają źródła dostaw ropy i gazu, co teraz nieco łagodzi efekt ormuzańskiego zatoru.
Niemcy sprowadzają z krajów objętych blokadą towary warte około 5,7 mld dolarów rocznie, czyli mniej niż wspomniane wyżej Włochy czy Wielka Brytania. Udział tego regionu w całości niemieckiego importu energii i przemysłowych półproduktów jest więc mniejszy.
Francja importuje z tych samych państw ok. 8,1 mld dolarów rocznie. Te liczby na pierwszy rzut oka wyglądają wysoko, ale struktura towarowa jest już inna. Najważniejszym partnerem okazują się Zjednoczone Emiraty Arabskie z około 4,2 mld dolarów rocznie. Chodzi głównie o statki, jachty i różnego typu wyposażenie przemysłowe, a nie o paliwa, które najszybciej windują rachunki za energię.
Katar odpowiada zaledwie za ok. 0,6 mld dolarów importu do Francji, przede wszystkim w formie propanu i wyspecjalizowanych gazów technicznych. Taka struktura sprawia, że blokada w cieśninie uderza w te gospodarki, ale w bardziej ograniczonym wymiarze. Ryzyko nagłego skoku cen dla zwykłego odbiorcy jest tu mniejsze niż w krajach silniej zależnych od LNG z Kataru.
Europa i Japonia naciskają na odblokowanie szlaku
Rosnące nerwy na rynkach energii skłoniły część państw do wspólnego wystąpienia dyplomatycznego. Niemcy, Francja, Włochy, Holandia, Wielka Brytania oraz Japonia zażądały od Teheranu natychmiastowego zakończenia działań paraliżujących żeglugę w cieśninie Ormuz.
Przywódcy tych krajów potępili kładzenie min, groźby ataków rakietowych i dronowych oraz inne działania, które utrudniają swobodny przepływ statków handlowych. Jednocześnie zadeklarowali gotowość do udziału w misjach mających chronić tankowce, jeśli sytuacja będzie tego wymagać.
Europejskie stolice coraz wyraźniej sygnalizują, że są gotowe włączyć się w zabezpieczenie morskich szlaków, jeśli rynek energii znów stanie na krawędzi kryzysu.
Apel o wstrzymanie ataków na infrastrukturę energetyczną
W oświadczeniu sojuszniczych państw nie padają nazwy USA ani Izraela, choć to ich uderzenia na terytorium Iranu uruchomiły ostatnią eskalację w rejonie Zatoki. Sygnatariusze skupiają się na wezwaniu do przerwania ataków na cywilną infrastrukturę, w tym instalacje naftowe i gazowe.
Sprzymierzone rządy domagają się szerokiego moratorium na wszelkie uderzenia w takie obiekty. Apelują także, by wszystkie państwa respektowały prawo międzynarodowe i zasady, na których opiera się globalny handel i bezpieczeństwo energetyczne. W tle chodzi o prosty mechanizm: każde przerwanie pracy dużej rafinerii lub terminala eksportowego szybko przekłada się na zwyżki cen surowców, a więc na koszty życia w krajach importujących.
Rezerwy strategiczne i współpraca z producentami
Jako środek osłonowy Międzynarodowa Agencja Energetyczna zgodziła się na skoordynowane uwolnienie części strategicznych rezerw ropy. Dla rządów oznacza to możliwość chwilowego złagodzenia skoku cen, a dla koncernów – dodatkowe źródło surowca, gdy tankowce utkną na trasie lub nie wypłyną w ogóle.
Państwa sygnujące wspólne oświadczenie zapowiadają również bliższą współpracę z wybranymi producentami ropy i gazu. Chodzi o czasowe podniesienie wydobycia tam, gdzie to możliwe – między innymi w krajach spoza regionu Zatoki. Takie ruchy mają ustabilizować rynek do momentu, aż cieśnina znów będzie bezpieczna dla żeglugi.
Co blokada Ormuzu znaczy dla zwykłego Europejczyka
Na razie skutki widać przede wszystkim na rynkach hurtowych. Ceny ropy i LNG stały się bardziej nerwowe, a firmy energetyczne przygotowują alternatywne scenariusze zakupów. Jeśli blokada przeciągnie się, efekt może się przenieść na portfele gospodarstw domowych i koszty dla przedsiębiorstw.
| Kraj | Szacowana ekspozycja na towary z regionu (mld USD rocznie) | Główne ryzyka |
|---|---|---|
| Wielka Brytania | 12,9 | wysoki udział gazu z Kataru w imporcie |
| Włochy | 9,8 | uzależnienie od LNG i propanu z Zatoki |
| Francja | 8,1 | sprzęt przemysłowy i jednostki pływające z Emiratów |
| Niemcy | 5,7 | ograniczone, częściowo zdywersyfikowane dostawy |
| Belgia | 5,8 (głównie LNG) | kluczowy terminal w Zeebrugge oraz handel diamentami |
Dla Polski sytuacja nie jest tak bezpośrednio groźna, bo nasz import gazu i ropy z regionu Zatoki jest znacznie mniejszy. Polska może jednak odczuć skutki pośrednie, przez wyższe ceny na europejskim rynku i możliwe ograniczenia dostępności LNG, gdy najbardziej narażone kraje zaczną agresywnie walczyć o ładunki.
Ten epizod pokazuje, jak bardzo energia splata się dziś z geopolityką. Nawet jeśli państwo formalnie nie uczestniczy w konflikcie, odczuwa skutki blokad morskich czy ataków na infrastrukturę, bo wszystko odbija się w końcu w cenie paliwa na stacji i na rachunku za prąd.
Dla zwykłego odbiorcy kluczowe pojęcie to dywersyfikacja. Im więcej różnych kierunków dostaw i źródeł energii – od LNG, przez ropę, po odnawialne źródła – tym mniejsze ryzyko, że jeden zatkany przesmyk na drugim końcu globu wymknie się spod kontroli i rozkręci kolejną falę kryzysu kosztów życia.


