Nowa ulubiona sztuczka oszustów: groźne przelewy „ratunkowe” zamiast kradzieży kart

Nowa ulubiona sztuczka oszustów: groźne przelewy „ratunkowe” zamiast kradzieży kart
Oceń artykuł

Pieniądze znikają dziś z kont w zupełnie inny, znacznie sprytniejszy sposób.

Fałszywi „doradcy” dzwonią prosto na smartfon, straszą rzekomym atakiem na konto i krok po kroku prowadzą ofiarę, by sama wyczyściła własne oszczędności jednym przelewem. Ta metoda w 2026 roku wyprzedza klasyczne kradzieże kart i staje się prawdziwą zmorą banków i klientów.

Dlaczego karta traci na znaczeniu, a przelew staje się złotą żyłą przestępców

Przez lata celem numer jeden był numer karty i trzycyfrowy kod z odwrotu. Wraz z rozwojem zabezpieczeń obraz mocno się zmienił. Silne uwierzytelnianie transakcji, limity płatności, algorytmy wykrywające nietypowe zachowania – to wszystko skutecznie utrudniło życie złodziejom polującym na dane kart.

Grupy przestępcze szybko zrozumiały, że zamiast przebijać się przez coraz grubsze mury techniczne, łatwiej obejść system, uderzając prosto w człowieka. Zamiast kraść kartę, próbują zmusić właściciela do wykonania „dobrowolnej” operacji na koncie.

Codzienna czynność w roli broni: przelew bankowy jako „skok stulecia”

Chodzi o najzwyklejszy przelew. Coś, co wiele osób robi automatycznie: spłata raty, zwrot pieniędzy znajomemu, przelew na oszczędności. Przestępcy wykorzystują tę rutynę, bo przelew daje im to, czego nie daje karta:

  • możliwość przetransferowania bardzo dużych kwot jednorazowo,
  • brak dziennych limitów, jakie zwykle ma karta płatnicza,
  • prawie całkowitą nieodwracalność po zatwierdzeniu operacji,
  • wrażenie „legalności” – to właściciel konta sam potwierdza transakcję.

Oszust wykorzystuje aplikację bankową ofiary jak własne narzędzie. Nie musi łamać haseł ani logować się na konto – wystarczy, że przekona klienta, by ten wszystko zrobił za niego, krok po kroku, według podanej „instrukcji bezpieczeństwa”.

Najgroźniejsze dziś nie jest to, że ktoś ukradnie kartę z portfela, ale że ofiara własnoręcznie wykona przelew, święcie wierząc, że ratuje swoje pieniądze.

Setki milionów znikają z kont: jak wyglądają liczby przy tej fali oszustw

Skala strat rośnie z roku na rok

W jednym tylko półroczu 2025 roku przestępcy wyłudzili w taki sposób około 245 mln euro. To nie drobne, tylko ogromne kwoty wyciągnięte z kont zwykłych klientów i firm. W porównaniu z rokiem wcześniejszym oznacza to wzrost szkód o ponad jedną trzecią.

W statystykach przelew wyrósł na formę płatności, na której oszuści zarabiają najwięcej. Karta spadła niżej, mimo że dla wielu osób wciąż to ona kojarzy się z ryzykiem.

Smartfon i aplikacja bankowa jako główna arena ataku

Cyfryzacja bankowości w praktyce daje przestępcom idealne środowisko do działania. Większość klientów ma aplikację bankową w telefonie, loguje się jednym ruchem palca i potwierdza operacje kodem SMS albo powiadomieniem push.

Szacunkowo ponad dwie trzecie skradzionych w ten sposób kwot przepływa właśnie przez przelewy uruchomione z poziomu aplikacji mobilnej. Ofiara odbiera telefon, słyszy ostrzeżenie o rzekomym ataku na konto, a jednocześnie dostaje powiadomienia na smartfonie – wszystko wygląda „jak z banku”.

Potem pieniądze szybko wędrują na tzw. konta pośredników, tzw. „słupów”. Z tych rachunków środki są natychmiast dzielone, przelewane dalej lub wypłacane, tak by ślad zniknął możliwie najszybciej.

Mechanizm „fałszywego doradcy”: ofiara sama zatwierdza rabunek

Podszywanie się pod bank i wyłączenie zdrowego rozsądku

Cały scenariusz przypomina dobrze wyreżyserowany thriller. Dzwoni telefon. Na ekranie widnieje numer, który faktycznie należy do banku lub konkretnej placówki. Dla większości osób to wystarczający dowód, że rozmówca jest „prawdziwy”. Tymczasem numer da się podrobić przy użyciu techniki nazywanej spoofingiem.

Głos po drugiej stronie przedstawia się jako pracownik działu bezpieczeństwa, inspektor od bezpieczeństwa płatności albo „specjalny koordynator ds. oszustw”. Słowa dobierane są tak, by brzmiały poważnie i urzędowo. Po chwili rozmówca informuje, że ktoś właśnie próbuje wypłacić pieniądze z konta, zaciągnąć kredyt lub zlecić podejrzane przelewy.

Celem oszusta jest wywołanie tak silnego stresu, żeby klient przestał myśleć logicznie i tylko mechanicznie wykonywał polecenia.

Rozmówca z premedytacją podkręca presję: mówi o „ostatnich minutach na uratowanie środków”, „blokadzie konta na kilka miesięcy” albo „obowiązkowym zgłoszeniu sprawy do prokuratury”, jeśli klient nie zareaguje natychmiast.

Dyktowane przelewy „ratunkowe” i autoryzacja krok po kroku

W kolejnym etapie fałszywy doradca przechodzi do działań. Prosi, by zalogować się do aplikacji bankowej, ale oczywiście pod pozorem zabezpieczenia środków. Może zażądać:

  • zaakceptowania „blokady” poprzez potwierdzenie powiadomienia w aplikacji,
  • wykonania przelewu na „specjalne konto techniczne”,
  • dodania nowego odbiorcy przelewów jako „rachunku bezpieczeństwa”,
  • odczytania na głos kodu SMS, który rzekomo służy do zatrzymania ataku.

W rzeczywistości każdy z tych kroków autoryzuje bardzo realny przelew na rachunek przestępcy albo jego pośrednika. Ofiara widzi, że w telefonie pojawia się komunikat z banku, potwierdza operację i jest przekonana, że broni się przed kradzieżą. Nierzadko rozmówca cały czas pozostaje na linii, chwali, że „działa pani/pan bardzo odpowiedzialnie” i odlicza sekundy do rzekomego „zablokowania ataku”.

Kiedy pieniądze zmienią właściciela, oszust kończy rozmowę, powołując się na „zakończenie procedury” albo dalsze czynności już po stronie banku. Ofiara orientuje się, co się stało, dopiero po kilku godzinach czy dniach, gdy sprawdza historię transakcji lub ponownie kontaktuje się z instytucją finansową.

Jak rozpoznać manipulację i zatrzymać przelew zanim będzie za późno

Typowe czerwone flagi w rozmowie telefonicznej

Choć przestępcy dopracowują swoje scenariusze, pewne elementy wciąż się powtarzają. Warto utrwalić w pamięci kilka sygnałów, które powinny od razu wzbudzać nieufność:

  • telefon z „banku” bez wcześniejszego kontaktu z twojej strony,
  • natrętne żądania, by szybko wykonać czynność w aplikacji,
  • straszenie konsekwencjami, jeśli nie zrobisz czegoś „w tej chwili”,
  • prośba o podanie kodu SMS, danych logowania lub pełnego numeru karty,
  • namawianie do przelewu na „rachunek tymczasowy” albo „konto bezpieczeństwa”,
  • odradzanie przerwania połączenia i samodzielnego kontaktu z bankiem.

Żaden prawdziwy bank nie będzie wymuszał na kliencie przelewów telefonicznie, pod groźbą natychmiastowej utraty środków.

Prosty schemat działania, który ratuje konto

Najskuteczniejsza obrona nie wymaga zaawansowanej wiedzy technicznej. Wystarczą trzy konsekwentne kroki:

Krok Co zrobić
1 Przerwij rozmowę, gdy ktoś przez telefon namawia cię do przelewu lub podania kodu SMS.
2 Zadzwoń samodzielnie na oficjalny numer banku z jego strony internetowej lub z wyciągu.
3 Sprawdź historię rachunku i w razie nieprawidłowości zgłoś natychmiast reklamację oraz zawiadom odpowiednie instytucje.

W wielu krajach działają też specjalne platformy do zgłaszania przypadków cyberprzestępczości finansowej. Zgłoszenie nie cofnie transakcji, ale pomaga służbom szybciej namierzać grupy zorganizowane i blokować kolejne konta słupów.

Dlaczego to działa tak dobrze i jak nie dać się złapać na emocje

Ten rodzaj oszustwa wykorzystuje nie technikę, lecz ludzkie odruchy. W momencie silnego stresu mózg przechodzi w tryb „walki lub ucieczki”. Trudniej wtedy analizować treść komunikatu, a łatwiej ślepo słuchać głosu, który obiecuje natychmiastową pomoc. Przestępcy są szkoleni, by tę reakcję wywołać i utrzymać przez całą rozmowę.

Warto więc wcześniej opracować dla siebie prostą zasadę: żadnych przelewów i żadnych kodów podawanych w trakcie niespodziewanego telefonu. Nawet jeśli rozmówca brzmi profesjonalnie, zna twoje imię, nazwisko, a numer wydaje się „urzędowy”, zatrzymanie się na moment i rozłączenie może uratować całe oszczędności życia.

Dobrą praktyką jest też regularne ograniczanie limitów przelewów w bankowości internetowej i mobilnej, włączanie dodatkowych powiadomień o transakcjach oraz edukowanie najbliższych – szczególnie starszych osób, które częściej ufają autorytetom przez telefon. Im więcej osób będzie znało schemat działania fałszywych doradców, tym trudniej będzie im budować wiarygodne historie i wyciągać pieniądze z kont niczego niepodejrzewających klientów.

Prawdopodobnie można pominąć