Tysiące tabliczek czekolady w aucie 30-latka. Policja mówi o paserce

Tysiące tabliczek czekolady w aucie 30-latka. Policja mówi o paserce
Oceń artykuł

Policyjna kontrola w małej miejscowości w Brandenburgii przerodziła się w zaskakujące znalezisko ogromnych zapasów słodyczy i innych produktów.

W bagażniku osobowego auta, którym jechało dwóch mężczyzn, funkcjonariusze natknęli się na towar bardziej pasujący do hurtowni niż do prywatnych zakupów. Sprawą zajmują się już śledczy od przestępczości majątkowej.

Nietypowa kontrola drogowa w Weisen

Do całej sytuacji doszło w Weisen, niewielkiej miejscowości w powiecie Prignitz w Brandenburgii. Policjanci zatrzymali do kontroli samochód prowadzony przez 30-letniego mężczyznę. W aucie siedział także pasażer. Początkowo wyglądało to na rutynowe działania, ale wystarczyło otworzyć bagażnik, żeby kontrola nabrała zupełnie innego wymiaru.

Policja przekazała, że we wnętrzu pojazdu leżały stosy czekolady i innych produktów spożywczych, poukładane w kartonach i torbach. Ilość towaru od razu zwróciła uwagę funkcjonariuszy, bo znacznie przekraczała to, co zwykle kupuje jedna rodzina w markecie.

W samochodzie 30-latka policja znalazła ponad 1100 tabliczek czekolady oraz setki innych produktów o wartości sięgającej kilku tysięcy euro.

Co dokładnie znaleźli policjanci w aucie

Z komunikatu służb wynika, że funkcjonariusze zabezpieczyli przede wszystkim słodycze, ale nie tylko. W sumie naliczono ponad 1100 tabliczek czekolady różnych marek. Oprócz tego w samochodzie leżały całe zgrzewki innych artykułów spożywczych i chemii domowej.

Rodzaj towaru Przybliżona ilość
Czekolada (tabliczki) ponad 1100 sztuk
Orzechy (opakowania) 286 sztuk
Kawa (opakowania) 72 sztuki
Konserwy rybne ponad 60 puszek
Tabletki do zmywarek, wędliny i inne duże ilości

Lista znalezisk wygląda jak spis z magazynu sklepu dyskontowego. Były tam zarówno produkty długo terminowe, jak i takie, które zazwyczaj sprzedaje się w promocjach – typowy „chodliwy towar”, który łatwo upłynnić za gotówkę.

Policja podejrzewa paserstwo

Według pierwszych ustaleń śledczych zabezpieczone produkty najprawdopodobniej pochodzą z przestępstwa. Funkcjonariusze mówią o paserskim towarze o wartości na średnim, czterocyfrowym poziomie, czyli w przeliczeniu od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Żaden z mężczyzn jadących samochodem nie przedstawił dokumentów, które potwierdzałyby legalne pochodzenie tak dużego zapasu. Nie mieli ani faktur, ani potwierdzeń zakupu, ani umów, które tłumaczyłyby, że przewożą towar służbowo, na przykład jako dostawcy dla sklepu.

Brak jakiegokolwiek wiarygodnego potwierdzenia zakupu przy tak ogromnej ilości produktów to dla policji czytelny sygnał, że mogło dojść do przestępstwa przeciwko mieniu.

Dlaczego akurat czekolada, kawa i chemia domowa?

Dla przestępców tego typu towar jest idealny, bo:

  • łatwo go wynieść ze sklepu lub magazynu w niewielkich partiach,
  • łatwo sprzedać go „po znajomych” w obniżonej cenie,
  • ma długi termin przydatności, więc nie trzeba się spieszyć ze zbyciem,
  • codziennie używają go zwykli konsumenci, więc popyt praktycznie nie spada.

To właśnie dlatego w takich sprawach często przewijają się te same grupy produktów: słodycze, kawa, alkohol, chemia gospodarcza czy droższe konserwy.

Co dalej ze sprawą z Weisen

Wszystkie znalezione produkty policja zabezpieczyła i wywiozła z miejsca kontroli. Teraz śledczy próbują ustalić, skąd dokładnie pochodzą. To oznacza żmudne porównywanie list towarów z sieci handlowych i magazynów w regionie oraz analizowanie ewentualnych zgłoszeń kradzieży z ostatnich dni czy tygodni.

Mężczyźni przewożący towar będą musieli wytłumaczyć, w jaki sposób weszli w jego posiadanie. Jeśli śledztwo potwierdzi, że mieli świadomość nielegalnego pochodzenia towaru, mogą usłyszeć zarzuty paserstwa. Przy takich kwotach wchodzi w grę odpowiedzialność karna, a nie tylko mandat.

Znaczenie podobnych spraw dla policji i sklepów

Dla policji w Brandenburgii to nie jest odosobniony przypadek. Z roku na rok rośnie liczba spraw, w których funkcjonariusze przejmują samochody wypełnione markowymi artykułami spożywczymi, kosmetykami czy chemią. Taki proceder szczególnie uderza w sklepy, bo kradzieże rzadko ograniczają się do jednej tabliczki czekolady czy jednej paczki kawy.

Sieci handlowe sygnalizują, że zorganizowane grupy potrafią w ciągu kilku godzin wyczyścić półki z najdroższego asortymentu na całkiem sporym obszarze. Towar się nie marnuje – trafia na nieformalny rynek, często kilkadziesiąt procent taniej niż w oficjalnej sprzedaży.

Jak działa paserski łańcuch dostaw

Nawet tak z pozoru błaha sprawa, jak setki tabliczek czekolady w jednym aucie, potrafi prowadzić do większej siatki przestępczej. Mechanizm zwykle wygląda podobnie:

  • z drogerii, marketów czy magazynów znikają partie towaru,
  • towar trafia do osoby zajmującej się zbieraniem łupów od kilku drobnych złodziei,
  • kolejny pośrednik zajmuje się hurtową odsprzedażą na bazarach, w internecie albo „po znajomych”,
  • pieniądze płyną z powrotem do organizatorów kradzieży.

Sam kierowca przyłapany z bagażnikiem pełnym towaru nie musi być tym, kto wynosił rzeczy ze sklepu. Dla organów ścigania to jednak cenny punkt zaczepienia, bo pozwala namierzyć dalsze ogniwa łańcucha.

Dlaczego warto reagować na „podejrzanie tani” towar

Historia z Weisen pokazuje też drugą stronę problemu: bez chętnych na zakup „okazyjnych” produktów z niepewnego źródła cały proceder szybko by osłabł. Niska cena często kusi, szczególnie przy inflacji i rosnących cenach żywności, ale konsekwencje mogą być poważniejsze, niż się wydaje.

Prawo karne w Niemczech i Polsce traktuje paserstwo jako odrębne przestępstwo. Osoba, która kupuje towar z wyraźnie podejrzanego źródła, naraża się na zarzuty, nawet jeśli sama nie kradła. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa – w przypadku żywności nigdy nie ma pewności, w jakich warunkach była przechowywana, gdy krążyła poza oficjalnym systemem dystrybucji.

Warto pamiętać o prostych zasadach: sprzedawca bez paragonu, bardzo niska cena w porównaniu z sieciówką, handel „z bagażnika” w przypadkowych miejscach – to sygnały, że produkt może mieć niejasne pochodzenie. Zgłoszenie takich sytuacji policji często kończy się właśnie podobnymi akcjami jak ta w Weisen.

Sama sprawa tysiąca tabliczek czekolady z powiatu Prignitz zapewne zajmie śledczym jeszcze sporo czasu. Dla mieszkańców regionu to kolejny sygnał, że nawet zwykłe zakupy spożywcze bywają tłem dla zorganizowanej przestępczości, a dla sieci handlowych – argument, by jeszcze mocniej inwestować w monitoring i systemy zabezpieczeń.

Prawdopodobnie można pominąć