Producent smartfonów zapowiada koniec aplikacji. Nadchodzi era agentów AI
Znany producent smartfonów twierdzi, że klasyczne aplikacje mobilne są na wylocie, a ich miejsce zajmie zupełnie nowy sposób korzystania z telefonu.
Coraz mocniejsze systemy AI przestają być tylko gadżetem do generowania tekstu czy obrazów. Według części branży zmienią one samą ideę aplikacji, jakie znamy od ponad dekady. Najdalej idącą wizję przedstawił ostatnio Carl Pei, twórca marki Nothing i współtwórca OnePlus.
„Aplikacje są skazane na zniknięcie” – mocna teza szefa Nothing
Carl Pei podczas festiwalu SXSW opisał nadchodzącą zmianę w bardzo prosty sposób: aplikacje, które instalujemy z Google Play czy App Store, przestaną być centrum wszystkiego. W jego ocenie cała wartość wielu start‑upów, które budują jedną, wyjątkową aplikację, wkrótce się posypie.
Aplikacje jako główne miejsce działania użytkownika przestaną być potrzebne, gdy większość zadań przejmą inteligentni asystenci wykonujący polecenia za kulisami.
Pei ostrzega, że każdy założyciel firmy technologicznej, który opiera swój biznes wyłącznie na „fajnej apce”, ryzykuje zderzenie ze ścianą. Zmiany mają nadejść niezależnie od tego, czy branży się to podoba, czy nie.
Przeczytaj również: Tajemniczy sygnał z kosmosu trwał siedem godzin. Astronomowie mają dwie zaskakujące hipotezy
Co ma zastąpić aplikacje? Agenci AI zamiast klikania w ikonki
Kluczowy element tej wizji to agenci AI – inteligentne systemy, które nie tylko generują odpowiedzi, ale potrafią wykonywać konkretne czynności na urządzeniu i w sieci. Dziś trzeba wejść do kilku różnych aplikacji, aby:
- zamówić jedzenie,
- kupić bilet,
- sprawdzić lot,
- zarezerwować hotel,
- opłacić rachunek.
W scenariuszu opisanym przez Pei użytkownik wypowiada jedno polecenie, a agent AI sam „dopina” całą resztę w tle. Bez ręcznego uruchamiania kilku aplikacji i przeklikiwania kolejnych ekranów.
Przeczytaj również: Dlaczego stewardesy mówią „dzień dobry” każdemu pasażerowi? To nie tylko grzeczność
Zamiast otwierać aplikację i wciskać przyciski, będzie można po prostu powiedzieć, co ma zostać zrobione – a agent zajmie się resztą.
To nie jest już czysta fantazja. Pojawiają się modele, które potrafią obsługiwać komputer lub smartfon prawie jak człowiek: otwierają programy, wypełniają formularze, przełączają zakładki. Dla producentów sprzętu i twórców oprogramowania to sygnał, że interfejs użytkownika może przejść największą zmianę od czasu narodzin smartfona.
Pei krytykuje „roboty udające użytkowników”. Proponuje inne podejście
Na rynku widać już pierwsze próby wykorzystania AI do automatyzacji codziennych czynności. Część firm buduje agentów, którzy dosłownie naśladują działania człowieka: klikają w przyciski, przewijają ekrany i wypełniają pola tak, jak zrobiłby to użytkownik.
Przeczytaj również: CERN namierza ultrarzadką cząstkę: „kuzyn” protonu cztery razy cięższy
Carl Pei uważa, że to ślepa uliczka. Według niego tworzenie botów, które „udają” ludzi w istniejącym interfejsie, jest zbyt kruche i mało przyszłościowe. Wystarczy zmiana układu przycisków w aplikacji i cały agent przestaje działać.
Przyszłość nie polega na tym, aby agent korzystał z interfejsu zaprojektowanego dla człowieka. Trzeba zbudować warstwę przeznaczoną specjalnie dla agentów AI.
Innymi słowy: zamiast uczyć AI klikania po ekranie, lepiej dać jej bezpośrednie, stabilne wejście do usług i danych. Tu pojawia się temat API oraz nowych typów połączeń, które pozwolą agentom rozmawiać z serwisami w prosty, przewidywalny sposób.
API i połączenia dla AI – jak mają wyglądać usługi przyszłości
Pei zachęca twórców usług do otwierania się na agenty AI. Zamiast zamykać wszystko w jednej „superapce”, firmy powinny udostępniać dobrze zaprojektowane programistyczne interfejsy, które inteligentne systemy łatwo zrozumieją. W praktyce oznacza to trzy główne kierunki:
| Obszar zmiany | Co się zmienia | Dlaczego to ważne dla AI |
|---|---|---|
| Projekt usług | Od jednej aplikacji do wielu funkcji dostępnych przez API | Agent może wybrać i połączyć funkcje różnych firm w jednym zadaniu |
| Interfejs | Z kolorowych ekranów z przyciskami do prostych, opisowych komend | AI łatwiej zrozumie opis działania niż skomplikowany układ graficzny |
| Bezpieczeństwo | Dokładna kontrola, co agent może zrobić i z jakimi danymi | Ogranicza ryzyko nadużyć przy mocno zautomatyzowanych działaniach |
Taki model przypomina trochę to, co stało się z internetem: kiedyś wchodziło się na jedną stronę i ręcznie szukało informacji. Dziś wiele usług korzysta z danych w tle, łącząc się przez API, bez udziału użytkownika. Według Pei podobny rozjazd nastąpi między tradycyjnymi aplikacjami a agentami AI.
Co to oznacza dla zwykłego użytkownika smartfona
Dla przeciętnego posiadacza telefonu zmiana może wyglądać zaskakująco prosto. Zamiast szukać ikony aplikacji, wpisywać hasła i przechodzić przez kilka ekranów, będzie można „zlecić” zadanie jednemu asystentowi. Przykładowe scenariusze:
- „Znajdź najtańszy lot w piątek po południu i zarezerwuj miejsce przy oknie”.
- „Przełóż wszystkie jutrzejsze spotkania na przyszły tydzień po 15:00”.
- „Przygotuj prezentację na podstawie tych trzech dokumentów i wyślij ją zespołowi”.
Agent nie tylko wykona te czynności, ale też sam wybierze odpowiednie usługi – linie lotnicze, kalendarz, komunikator czy pakiet biurowy. Dla użytkownika ważny będzie efekt, a nie to, przez jakie aplikacje przeszło zadanie po drodze.
Aplikacje mogą pozostać w tle jako „silniki” usług, ale przestaną być miejscem, gdzie spędzamy większość czasu na telefonie.
Jak zmieni się rola producentów smartfonów
Dla takich firm jak Nothing to szansa na wyróżnienie się. Jeśli telefon od początku projektuje się z myślą o agentach AI, można inaczej podejść do ekranu głównego, przycisków, powiadomień czy zarządzania energią. Zamiast kolejnych rzędów ikonek, ważniejsza stanie się szybka komunikacja między agentem a usługami działającymi w tle.
Producenci będą musieli też zadbać o kilka rzeczy, które do tej pory często spychano na dalszy plan:
- jasne zgody użytkownika na działania AI w jego imieniu,
- widoczne logi tego, co agent zrobił i kiedy,
- mechanizmy cofania decyzji, np. łatwe anulowanie rezerwacji czy przelewów,
- lokalne przetwarzanie wrażliwych danych, gdy tylko się da.
Szanse i ryzyka: wygoda kontra oddanie kontroli
Perspektywa „końca aplikacji” ma dwie strony. Z jednej chodzi o sporą wygodę: mniej klikania, mniej zapamiętywania haseł, mniej czasu spędzonego na żmudnych czynnościach. Wiele osób może dzięki temu realnie odciążyć głowę z codziennych zadań.
Jest też druga część układanki: zaufanie. Jeśli agent AI może rezerwować loty, zmieniać terminy spotkań, składać zamówienia czy zarządzać domowym budżetem, użytkownik oddaje mu sporą część kontroli. Każdy błąd staje się kosztowny – finansowo lub wizerunkowo.
Dlatego kluczowe staje się świadome korzystanie z takich narzędzi. Ustawienia uprawnień nie mogą być schowane w głębi menu. Użytkownik musi rozumieć, co dokładnie agent może zrobić, z jakimi danymi pracuje i po czym poznać, że coś poszło nie tak.
Czy aplikacje naprawdę znikną z dnia na dzień?
Historia technologii sugeruje raczej miękkie przejścia niż gwałtowne odcięcia. Przeglądarki nie zabiły od razu programów instalowanych na komputerze, a komunikatory nie wyparły całkowicie e‑maila. Bardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe przesuwanie się aktywności z aplikacji do agentów AI w obszarach, gdzie automatyzacja daje największy zysk: finanse, podróże, praca biurowa, obsługa klienta.
Dla użytkowników istotne będzie, aby w tej zmianie nie zgubić prostoty. Najlepsze rozwiązania zapewne połączą znane elementy – ikonę czy prosty formularz – z możliwością wydawania bardziej złożonych poleceń AI. Wtedy telefon pozostanie narzędziem, które „czuje się” znajomo, ale działa znacznie sprawniej niż dzisiejsze zestawy aplikacji.


