Pod Grenlandią rosną „tsunami” wielkości wieżowców. Lód znika szybciej, niż sądzili naukowcy

Pod Grenlandią rosną „tsunami” wielkości wieżowców. Lód znika szybciej, niż sądzili naukowcy
4.3/5 - (44 votes)

Pod lodami Grenlandii dzieje się coś, czego nie widać ani z satelity, ani z brzegu.

Najważniejsze informacje:

  • Upadki gór lodowych wywołują w fiordach gigantyczne fale wewnętrzne, przypominające podwodne tsunami.
  • Fale te mieszają wody fiordów, dostarczając ciepło z głębin bezpośrednio do podstawy lodowca.
  • Mechanizm ten tworzy samonapędzający się cykl, w którym każde oderwanie bryły lodu zwiększa ryzyko kolejnych osunięć.
  • Dotychczasowe modele klimatyczne mogły zaniżać tempo podwodnego topnienia lodowców Grenlandii nawet stukrotnie.
  • Zastosowanie kabli światłowodowych jako czujników (Distributed Acoustic Sensing) pozwoliło na precyzyjne monitorowanie drgań na dnie fiordów.

A to właśnie tam lód przegrywa najszybciej.

Nowe badania pokazują, że o losie grenlandzkich lodowców decydują nie tylko rosnące temperatury powietrza. Gigantyczne fale wewnątrz wody, uruchamiane każdym upadkiem góry lodowej, mieszają ciepło w fiordach tak skutecznie, że lodowce topnieją w tempie, którego modele klimatyczne wcześniej nawet nie brały pod uwagę.

Ukryte fale pod lodem: giganty, których nie widać

Większość z nas kojarzy topnienie lodowców z letnim słońcem i coraz cieplejszym powietrzem. Grenlandia pokazuje, że to tylko część prawdy. Tam kluczowa gra odbywa się głęboko pod powierzchnią wody. Gdy fragment lodowca odrywa się i spada do morza, nie kończy się to na widowiskowym plusku i pękaniu lodu.

Upadek ogromnej bryły uruchamia w fiordzie serię fal. Pierwsze z nich, te na powierzchni, szybko znikają z oczu. Prawdziwy problem kryje się głębiej – w tak zwanych falach wewnętrznych, które suną przez wodę jak ciche tsunami, sięgając kilkuset metrów w dół.

Według badaczy te podwodne fale potrafią mieć wysokość porównywalną z wieżowcem, choć pozostają całkowicie niewidoczne dla człowieka na brzegu.

To one mieszają warstwy wody w fiordzie, podciągając z głębin cieplejszą wodę ku lodowi. W efekcie lodowiec dostaje ciepły „prysznic” od spodu, nawet gdy na powierzchni panuje lekki mróz.

Jak upadek jednej góry lodowej napędza kolejne

Naukowcy opisują ten mechanizm jako swoistą samonapędzającą się maszynę. Każdy upadek góry lodowej to impuls energii, który wywołuje kolejne fale wewnętrzne. Te fale zwiększają topnienie u podstawy lodowca, co prowadzi do dalszego osłabienia ściany lodu. Gdy front lodowca staje się bardziej kruchy, kolejne fragmenty odrywają się łatwiej – i cykl się powtarza.

Badacze określają to mianem „mnożnika oderwań”: jedno zdarzenie zwiększa szansę następnego. Lodowiec sam sobie podcina fundamenty, używając energii z własnych załamań.

  • Oderwanie bryły lodu → powstanie fal wewnętrznych
  • Fale mieszają wodę → ciepło z głębin dociera do lodu
  • Więcej ciepła → szybsze topnienie u podstawy lodowca
  • Osłabiona ściana lodu → kolejne oderwania

Ten łańcuch wydarzeń trwa w ciszy, bez spektakularnych obrazów z dronów i satelitów. A mimo to przyspiesza cofanie się grenlandzkich lodowców w tempie zaskakującym nawet dla klimatologów.

Fibre optique jako stetoskop dla dna fiordu

Przez lata naukowcy wiedzieli, że w fiordach zachodzą intensywne procesy, ale brakowało im narzędzi, by je dokładnie zarejestrować. Klasyczne pomiary z boi, sond czy statków pozwalają jedynie na punktowe obserwacje. Tymczasem fale wewnętrzne potrafią rozciągać się na kilometry.

Przełom dała technologia wykorzystująca zwykły kabel światłowodowy. Zespół międzynarodowych badaczy rozłożył w jednym z fiordów na południu Grenlandii dziesięciokilometrowy kabel na dnie morskim, a następnie zamienił go w czuły czujnik.

Każdy metr światłowodu stał się „uchem”, rejestrującym najdrobniejsze drgania i zmiany temperatury w otaczającej wodzie.

Technika nosi nazwę Distributed Acoustic Sensing. W praktyce oznacza to, że zamiast setek drogich czujników naukowcy wykorzystali jeden długi kabel, który reaguje na mikroskopijne odkształcenia wywołane przez fale. W ten sposób „podsłuchali” cały fiord naraz.

Co pokazały dane z głębin

Analiza sygnałów pokazała wyraźny wzorzec. Po oderwaniu się góry lodowej pojawia się seria fal:

  • Najpierw krótkotrwałe fale powierzchniowe, widoczne na wodzie jak zwykłe rozbicie fal.
  • Następnie długotrwałe fale wewnętrzne, płynące w głąb fiordu przez wiele godzin.

Te drugie okazały się dla lodowców najbardziej destrukcyjne. Badacze obliczyli, że jeden taki cykl może skrócić lodową ścianę nawet o centymetr. Niby niewiele, ale przy częstych upadkach brył daje to imponujące sumy.

Zjawisko Skutek dla lodu
Jeden cykl fal wewnętrznych Ok. 1 cm ubytku lodu
Wiele cykli w ciągu doby Nawet do 1 m topnienia dziennie

Taki dzienny ubytek jest porównywalny z tempem, w jakim sam lodowiec przesuwa się ku morzu. Innymi słowy: tyle, ile lód „dostarcza” do fiordu, tyle potrafi zostać zjedzone od spodu.

Lodowce morskie: giganci, którzy sami się podmywają

Badania skoncentrowały się na tak zwanym lodowcu pływowym Eqalorutsit Kangilliit Sermiat. To ogromny jęzor lodu, który zamiast kończyć się na lądzie, wpada prosto do fiordu. Tego typu lodowce są szczególnie narażone na wpływ wody morskiej, bo ich front stoi cały czas zanurzony w wodzie.

Szacuje się, że ten konkretny lodowiec co roku wysyła do oceanu około 3,6 kilometra sześciennego lodu. To niemal trzykrotność objętości lodowca Rodanu w Alpach. Każda z tych brył po oderwaniu nie znika po prostu w oceanie – nadal wpływa na dynamikę całego systemu.

Gdy góra lodowa uderza o wodę, wstrząsa nie tylko powierzchnię, ale i głębsze warstwy. Powstające fale transportują cieplejszą wodę z otwartego oceanu w stronę podstawy lodowca. Proces ten powtarza się nieustannie, rysując niewidzialną sieć powiązań między poszczególnymi oderwaniami a tempem cofania się lodu.

Nowe pomiary sugerują, że dotychczasowe modele klimatyczne mogły zaniżać tempo podwodnego topnienia lodowców grenlandzkich nawet stukrotnie.

Dla naukowców to sygnał, że do obliczeń przyszłego wzrostu poziomu mórz trzeba wprowadzić zupełnie nową poprawkę – na energię ukrytą w falach wewnętrznych.

Co Grenlandia robi z naszym klimatem

Topniejąca pokrywa lodowa Grenlandii to nie tylko widok z drona i argument w debacie o klimacie. To realna zmiana w bilansie wody na Ziemi. Gdyby cała czapa lodowa na tej wyspie przestała istnieć, poziom oceanów podniósłby się o około siedem metrów. Nie oznacza to, że stanie się to w najbliższych dekadach, ale nawet częściowa utrata lodu ma ogromne konsekwencje.

Woda z topniejącej Grenlandii miesza się z północnym Atlantykiem, rozwadniając słoną wodę i wpływając na prądy morskie – w tym na dobrze znany mieszkańcom Europy prąd przypominający Gulf Stream. Zmiana jego siły i trasy może przełożyć się na pogodę w całej północnej części globu: inne rozkłady sztormów, inne zimy, inne wzorce opadów.

Grenlandia działa więc jak gigantyczny regulator klimatu. Każdy dodatkowy centymetr stopionego lodu to kolejny impuls dla systemu, który i tak już znajduje się pod presją rosnących stężeń gazów cieplarnianych.

Co z tego wynika dla nauki i dla nas

Nowe pomiary z fiordów pokazują, jak bardzo niedoszacowane potrafią być złożone procesy na styku oceanu i lodu. Modele klimatyczne wymagają teraz aktualizacji o dodatkowe źródło ciepła – energię zgromadzoną w falach wewnętrznych i mieszaniu wody w fiordach. Dla badaczy to ogrom pracy, ale też szansa na lepsze prognozy lokalne: od tempa cofania się konkretnych lodowców po zagrożenia dla przybrzeżnych społeczności.

Dla reszty świata ta historia jest ostrzeżeniem, że nie każdy proces związany z ociepleniem da się zobaczyć na zdjęciu satelitarnym czy w efektownym filmie. Część najważniejszych zmian kryje się w głębinach i wymaga wyspecjalizowanych narzędzi, takich jak światłowodowy „stetoskop” ułożony na dnie fiordu.

W praktyce dla zwykłego odbiorcy ta wiedza oznacza coś jeszcze: gdy słyszymy o wzroście poziomu mórz o kilka centymetrów w skali dekady, za tymi liczbami stoi cały zestaw subtelnych, fizycznie bardzo namacalnych zjawisk. Jednym z nich są właśnie gigantyczne fale wewnętrzne pod grenlandzkim lodem, które dzień po dniu pożerają kolejne metry lodu, chociaż nikt nie widzi ich gołym okiem.

Podsumowanie

Nowe badania ujawniły istnienie gigantycznych fal wewnętrznych pod lodowcami Grenlandii, które mieszając warstwy wody, drastycznie przyspieszają ich topnienie. Zjawisko to, niewidoczne z powierzchni, sprawia, że dotychczasowe modele klimatyczne znacząco zaniżały tempo utraty lodu.

Uwielbiam pisać. Piszę o codziennych sprawach, które naprawdę interesują ludzi: od psychologii i relacji, przez dom, ogród i kuchnię, aż po ciekawostki ze świata. Lubię treści, które są lekkie w odbiorze, ale jednocześnie dają coś konkretnego.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć