Po Palworld pojawia się Pickmon. Nowa gra balansuje na granicy plagiatu?
Nowe Pickmon już na starcie wywołuje dyskusję: ile kopiowania można wcisnąć w jedną grę, zanim ktoś złoży pozew?
Po aferze wokół Palworld, który od początku nosił łatkę „Pokémony z karabinami”, na horyzoncie wyrasta kolejny kontrowersyjny tytuł. Pickmon łączy motywy z obu głośnych produkcji i celuje w graczy szukających sandboksowej survivalowej wyżynki z kolorowymi stworkami na usługach bohatera.
Od „Pokémonów z bronią” do „kopii kopii”
Palworld narobił szumu, bo jego kreatury i mechaniki zbyt mocno przypominały znaną markę Nintendo. Studio Pocketpair tłumaczyło się inspiracją, ale gracze i prawnicy szybko zaczęli zadawać pytania o granice zapożyczeń. Japoński gigant uznał sprawę za na tyle poważną, że poszedł do sądu, domagając się uznania gry za plagiat.
Sprawa wciąż nie przyniosła przełomowego rozstrzygnięcia. I właśnie w tę szarą strefę postanowił wejść kolejny zespół. PocketGame, z wydawcą Networkgo, tworzy Pickmon – survival w otwartym świecie, w którym łapiemy, trenujemy i wykorzystujemy małe stworki nie tylko do walk, lecz także do ciężkiej pracy przy rozbudowie bazy.
Przeczytaj również: Steam rozdaje kultową przygodówkę za darmo. Masz tylko tydzień
Pickmon staje się kolejnym testem, jak daleko mogą sięgać twórcy inspirujący się hitami, zanim nad ich projektem zawisną prawnicy dużych marek.
Pickmon: zarys rozgrywki i główne założenia
Z informacji udostępnionych przez twórców wynika, że Pickmon stawia na dobrze znany miks gatunkowy: otwarty teren do eksploracji, zbieranie surowców, budowę schronienia oraz system stworków, które gracz „pozyskuje” i wykorzystuje w różnych zadaniach.
- platforma: PC (na start wyłącznie komputerowa premiera)
- gatunek: gra survivalowa z elementami kolekcjonowania stworków
- tryb rozgrywki: otwarty świat nastawiony na budowę bazy i walkę
- status: w produkcji, bez ogłoszonej daty premiery
Stworki w Pickmon nie służą wyłącznie do toczenia pojedynków. Twórcy chcą, aby gracz podczepiał je do codziennej „logistyki” przetrwania: mają wydobywać zasoby, dźwigać materiały, przyspieszać wznoszenie konstrukcji i chronić bazę przed zagrożeniami. Ten motyw mocno przypomina rozwiązania znane fanom Palworld.
Przeczytaj również: Michel Platini w roli szefa Marsylii? Odpowiedź nie pozostawia złudzeń
Podobieństwa, które trudno zignorować
Największe emocje wzbudzają zrzuty ekranu i projekty samych stworków. Część graczy błyskawicznie wskazuje konkretnych „bliźniaków” znanych już z poprzednich gier. W materiałach Pickmon widać chociażby kreatury kojarzone z popularnym smokiem ognistym z serii Nintendo czy z antropomorficznym wojownikiem znanym z Palworld.
W wielu komentarzach pojawia się zarzut, że Pickmon nie tyle nawiązuje do znanych marek, ile wręcz skleja najbardziej rozpoznawalne motywy w jedną, zbyt znajomą całość.
Sytuacja jest o tyle pikantna, że już wcześniej dyskutowano, czy Palworld nie przesadził z wizualnym podobieństwem do stworków Nintendo. Teraz gracze obserwują próbę „kopiowania kopii” i zastanawiają się, czy to jeszcze inspiracja, czy już wyścig po szybki zysk na modnej formule.
Przeczytaj również: Fizycy z CERN namierzyli niezwykłą cząstkę cztery razy cięższą od protonu
Jak twórcy próbują ominąć miny prawne
Sprawa Palworld pokazała, że same podobieństwa wizualne mogą nie wystarczyć, aby sąd orzekł plagiat. Prawnicy często opierają się na patentach i konkretnych, chronionych rozwiązaniach. Przykład? Mechanika rzucania kulami do łapania stworków, która stała się charakterystycznym elementem produkcji Nintendo.
Studio odpowiedzialne za Palworld pod naciskiem ryzyka zrezygnowało z tej funkcji. To sygnał dla innych, że w tej sferze lepiej nie igrać. Twórcy Pickmon wyciągnęli wnioski – u nich stworki łapie się kartami, co ma odcinać skojarzenia z klasycznym „rzucaniem kulą”. Formalnie to inny sposób interakcji, choć dla wielu graczy i tak sprowadza się do tej samej idei: znalezienia przedmiotu, który służy jako „klatka” na potworka.
| Element | Pokémon | Palworld | Pickmon |
|---|---|---|---|
| Platformy startowe | Konsole Nintendo | PC, konsole | PC |
| Gatunek | RPG, kolekcjonowanie | Survival, crafting, stworki | Survival, budowa bazy, stworki |
| Mechanika łapania | Kule | Wycofane kule w obawie przed pozwem | Karty |
| Wykorzystanie stworków | Walki, turnieje | Walki, praca, eksploracja | Walki, ciężkie zadania, budowa bazy |
Nintendo i Pocketpair obserwują sytuację
Pickmon oficjalnie zmierza na PC i na razie nie ma przypiętej nawet orientacyjnej daty premiery. Projekt znajduje się nadal w produkcji, a twórcy zbierają pierwsze reakcje społeczności. Na tym etapie wiele może się jeszcze zmienić.
W tle pozostaje pytanie, czy Nintendo oraz Pocketpair spróbują zablokować pojawienie się nowego tytułu, jeśli ich prawnicy uznają, że dochodzi do naruszeń. Na razie nie ma publicznych informacji o działaniach wobec Pickmon, ale sama świadomość, że poprzednie spory sądowe wciąż wiszą w powietrzu, sprawia, że nowy projekt od pierwszego dnia żyje w cieniu możliwych pozwów.
Gra może w ogóle nie trafić na rynek, jeśli właściciele dużych marek znajdą skuteczny sposób na zablokowanie wydania jeszcze przed premierą.
Dlaczego takie gry ciągle powstają
Mimo groźby sporów prawnych deweloperzy wciąż sięgają po schemat: kolorowe stworki, otwarty teren, lekka oprawa graficzna i survivalowe mechaniki. Powód jest prosty – gracze uwielbiają zbieractwo, rozwój drużyny i budowanie swojej małej „bazy wypadowej”. To gwarantowana baza odbiorców, a przy odpowiednim marketingu także szansa na szybki sukces.
Do tego dochodzi jeszcze efekt „zakazanego owocu”. Kontrowersje przyciągają uwagę, a gry oskarżane o naśladownictwo często zyskują darmową reklamę. Nie każdy projekt taki szum wytrzymuje, lecz studia gotowe zaryzykować widzą tu szansę na przebicie się przez tłum podobnych produkcji w sklepach cyfrowych.
Gdzie przebiega granica inspiracji
Dla graczy cała ta sytuacja jest edukacyjna. W praktyce widać, że:
- same podobne projekty postaci rzadko wystarczają, by sąd uznał plagiat,
- ochronie podlegają konkretne rozwiązania objęte patentem lub prawem autorskim,
- twórcy starają się stale „przekręcać” znane motywy, by zachować pozory oryginalności.
W efekcie rodzą się takie hybrydy jak Pickmon – gra, która z jednej strony wygląda znajomo, z drugiej próbuje wprowadzić kilka drobnych zmian, aby nie wpaść na minę prawną. Różne nazwy przedmiotów, inny sposób łapania, kilka autorskich stworków obok oczywistych podobieństw – wszystko po to, by móc twierdzić, że to „własna wizja”.
Co może z tego wyniknąć dla graczy PC
Dla użytkowników PC nowy projekt to kolejna propozycja w coraz bardziej zatłoczonym segmencie kolorowych survivali. Jeśli Pickmon faktycznie wejdzie na rynek, gracze otrzymają jeszcze jedną wariację miksującą kolekcjonowanie istot, crafting i budowę bazy. To może spodobać się osobom, które lubią rozgrywkę w niespiesznym tempie, zbieranie surowców i powolne rozwijanie swojego „obozowiska” razem z drużyną stworków.
Z drugiej strony rośnie ryzyko przesytu. Kolejne gry o bardzo podobnej formule zaczynają się zlewać. Aby przyciągnąć społeczność na dłużej, Pickmon potrzebuje wyróżników, które wykraczają poza kosmetyczne różnice. Może to być nietypowy system progresji, ciekawa fabuła, specyficzny klimat graficzny albo mocne nastawienie na kooperację online.
Warto też mieć z tyłu głowy, że projekty balansujące na krawędzi cudzej własności intelektualnej często żyją w niepewności. Gracze mogą poświęcić setki godzin na rozbudowę bazy i oswajanie stworków, a później patrzeć, jak gra znika ze sklepów cyfrowych w wyniku ugody lub przegranej sprawy sądowej. Ostatnie lata pokazały, że takie scenariusze przestały być czystą teorią.
Pickmon ma więc szansę stać się ciekawostką dla fanów Palworld i miłośników „stworkowych” produkcji na PC, ale jednocześnie kolejnym przykładem napięć między kreatywnością a kopiowaniem. Gracze zyskają nowy tytuł do ogrania tylko wtedy, gdy twórcy udowodnią, że za inspiracją stoi coś więcej niż szybka próba skorzystania z cudzego sukcesu.


