Otworzyli łososia sprzed 50 lat. Zawartość puszki zaskoczyła naukowców

Otworzyli łososia sprzed 50 lat. Zawartość puszki zaskoczyła naukowców
4.3/5 - (60 votes)

Stara, zakurzona puszka łososia z końca lat 70. stała się dla naukowców rodzajem kapsuły czasu, której nikt nie planował.

Badacze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego wzięli na warsztat ponad 170 puszek łososia, wyprodukowanych między 1979 a 2021 rokiem. Sprawdzili nie tylko, czy tak stary produkt w ogóle da się jeszcze zjeść, ale przede wszystkim – co jego zawartość mówi o kondycji oceanów sprzed kilku dekad.

Łosoś z puszki jako archiwum historii oceanu

Punktem wyjścia była dość prosta, trochę szalona myśl: skoro ryby w puszkach pochodzą z konkretnych miejsc i konkretnych lat, to może w ich tkankach zachowały się ślady dawnego życia morskiego. Nie tylko samego łososia, ale też organizmów, które z nim współistnieją.

W laboratorium otwierano kolejne konserwy, sięgające aż końca lat 70. XX wieku. Każdy kawałek ryby trafiał pod mikroskop. Zamiast jedynie potwierdzić, że produkt jest wysterylizowany, naukowcy dostrzegli coś znacznie ciekawszego – maleńkie pasożyty z grupy nicieni, tzw. anisakidy.

Obecność tych pasożytów nie oznacza skażenia żywności. W tym przypadku stanowi ślad po żywym, dobrze powiązanym ekosystemie morskim.

Okazało się, że proces konserwowania – wysoka temperatura i hermetyczne zamknięcie – zabił organizmy, ale świetnie zachował ich struktury. Pasożyty, które normalnie kojarzą się z zagrożeniem zdrowotnym, stały się dla badaczy idealnym wskaźnikiem kondycji północnego Pacyfiku na przestrzeni ponad 40 lat.

Pasożyty jako dowód na zdrową sieć pokarmową

Anisakidy mają bardzo skomplikowany cykl życiowy. Żeby się rozwijać, muszą “przeskakiwać” pomiędzy kolejnymi gospodarzami. Zaczynają w małym skorupiaku – krylu. Później trafiają do ryb, w tym do łososia, a ostatni etap przechodzą w jelitach ssaków morskich, takich jak foki czy wieloryby.

Taki układ działa tylko wtedy, gdy cały łańcuch pokarmowy funkcjonuje bez większych przerw. Musi być kryl w odpowiedniej ilości, muszą go zjadać ryby, a te z kolei – drapieżniki z wyższych pięter troficznych. Jeśli któreś ogniwo znika, cała konstrukcja się rozsypuje.

Stwierdzenie pasożytów u łososia oznacza, że gdzieś w tle działa pełny, dość stabilny łańcuch pokarmowy – od planktonu po duże ssaki morskie.

Dla biologów morza to bardzo cenna wskazówka. Gdyby północny Pacyfik był mocno zdegradowany, a populacje kryla i ssaków morskich skrajnie osłabione, liczba anisakidów w rybach spadłaby wyraźnie. Tymczasem analiza konserw pokazała coś innego.

Więcej pasożytów w nowszych puszkach

Podczas przeglądu ponad 170 próbek naukowcy zauważyli wyraźny trend: w nowszych puszkach znajdowali więcej pasożytów niż w tych najstarszych. To oznacza, że z biegiem czasu warunki dla ich cyklu życiowego się poprawiały.

Możliwych wyjaśnień jest kilka:

  • wzrost liczebności ssaków morskich po wprowadzeniu mocniejszych regulacji ochronnych,
  • odbudowa części zasobów ryb i kryla w niektórych rejonach,
  • zmiany temperatury wód, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się nicieni.

Badacze podkreślają, że obraz nie jest czarno-biały. Na oceany działają równocześnie presje związane z ociepleniem klimatu, zanieczyszczeniami czy przełowieniem. Mimo tego sygnał z puszek łososia wskazuje, że przynajmniej w części północnego Pacyfiku sieć pokarmowa nie załamała się, a wręcz może się regenerować.

Jak proces konserwowania ratuje dane naukowe i nasze żołądki

Paradoks całej historii polega na tym, że ta sama technologia, która pozwala jeść ryby z puszki po wielu latach, jednocześnie utrwala materiał do badań. W przemyśle spożywczym łososia poddaje się działaniu bardzo wysokiej temperatury pod ciśnieniem, tak aby zabić bakterie, pasożyty i inne zagrożenia zdrowotne.

Po takim zabiegu produkt – o ile puszka jest nienaruszona – może leżeć w spiżarni latami bez ryzyka zatrucia. Struktury martwych pasożytów pozostają jednak zamknięte w środku jak w szklanej gablocie.

Puszka ryby staje się nośnikiem informacji biologicznej, który można “odczytać” nawet kilkadziesiąt lat później.

Z punktu widzenia konsumenta istotne jest, że anisakidy znajdujące się w konserwie są martwe i nieszkodliwe. Problem pojawia się tylko przy spożyciu surowej lub niedogotowanej ryby, w której pasożyty nadal żyją.

Jak uniknąć problemów zdrowotnych przy jedzeniu ryb

Specjaliści ds. bezpieczeństwa żywności przypominają kilka prostych zasad związanych z obróbką ryb:

  • gotuj lub smaż ryby tak, aby w środku osiągnęły minimum 60°C przez co najmniej minutę,
  • jeśli jesz rybę na surowo, powinna być wcześniej głęboko mrożona przez kilka dni,
  • w przypadku konserw ufaj produktom z legalnego obrotu, które przeszły przemysłową sterylizację termiczną,
  • przy suszonych lub wędzonych rybach trzymaj się zaleceń producenta dotyczących przechowywania.

Właśnie takie procedury sprawiają, że pasożyty przestają stanowić zagrożenie, a zaczynają być… nośnikiem danych o kondycji środowiska morskiego, jak w badaniu łososi z puszek.

Konserwy jako nowe narzędzie monitorowania oceanów

Do tej pory, gdy naukowcy chcieli prześledzić zmiany w ekosystemach morskich na przestrzeni dekad, polegali głównie na danych połowowych, rdzeniach osadów z dna czy archiwalnych pomiarach chemicznych. Konserwy rybne do takiej listy raczej nikomu nie przychodziły do głowy.

Po analizie łososia podejście się zmienia. Zmagazynowane w muzeach, archiwach żywności czy magazynach firm spożywczych puszki zaczynają przypominać biologiczne biblioteki. Każda etykieta z datą produkcji i miejscem połowu to kolejna strona historycznego zapisu.

Rodzaj produktu Jakie informacje może dać naukowcom
Łosoś w puszce budowa łańcucha pokarmowego w północnym Pacyfiku, obecność pasożytów
Tuńczyk w puszce dane o drapieżnikach z wyższych poziomów troficznych, zasięg ich żerowania
Sardynki informacje o planktonie i drobnych organizmach w strefach przybrzeżnych

Badacze zapowiadają, że chcą teraz wziąć pod lupę kolejne gatunki – tuńczyka, sardynki i inne popularne ryby w puszkach. Każdy z tych gatunków zajmuje w ekosystemie inne miejsce, więc ich “pasażerowie na gapę” powiedzą coś innego o stanie oceanu.

Co z tego ma ochrona przyrody

Dzięki takim analizom można lepiej ocenić, jak faktycznie zadziałały wprowadzone od lat 70. obszary chronione, limity połowowe czy zakazy dotyczące polowań na niektóre gatunki ssaków morskich. Jeśli liczba pasożytów rośnie równolegle z odbudową populacji fok czy wielorybów, to mamy twardy dowód na zmiany w górnych piętrach piramidy troficznej.

Uzyskane dane pomagają też w tworzeniu modeli komputerowych, które opisują, jak reaguje ekosystem na kolejne fale presji: zanieczyszczenia, ocieplenie wody, spadek bioróżnorodności. Zamiast opierać się wyłącznie na ostatnich kilku latach pomiarów, naukowcy mogą cofnąć się o całe dekady.

Dlaczego data ważności nie opowiada całej historii

Historia konserwy otwartej po kilkudziesięciu latach prowokuje jeszcze jedno pytanie: co tak naprawdę znaczy “przeterminowane” w przypadku produktów w puszce. Badacze nie zachęcają do wyjadania zawartości z piwnicy sprzed pół wieku, ale zwracają uwagę na rozróżnienie między kwestią jakości a bezpieczeństwem mikrobiologicznym.

W przypadku dobrze wyprodukowanej i nienaruszonej puszki ryby ryzyko rozwoju groźnych drobnoustrojów pozostaje bardzo niskie przez długi czas. Z czasem może spaść jakość – zmienia się smak, zapach, kolor, ale to inna kategoria niż ostre zatrucie pokarmowe. Dla naukowców ten spadek jakości nie stanowi problemu, bo interesują ich struktury biologiczne, a te mogą przetrwać znacznie dłużej niż apetyczność produktu.

Ta różnica dotyczy też innych produktów trwałych: warzyw konserwowych, dań gotowych w puszkach czy słoikach. Z punktu widzenia zwykłego konsumenta kluczowe jest opakowanie: jeśli jest wybrzuszone, uszkodzone, przecieka lub syczy przy otwieraniu – lepiej wyrzucić. Jeśli wygląda normalnie, ryzyko jest zdecydowanie mniejsze, choć jakość może już odbiegać od ideału.

Nieoczekiwane źródła wiedzy o zmianach klimatu

Historia łososia sprzed pół wieku pokazuje jeszcze jedną rzecz: część odpowiedzi na pytania o przyszłość klimatu leży w bardzo przyziemnych, codziennych przedmiotach. Konserwy, archiwalne próbki żywności, zapomniane kolekcje w magazynach muzeów – to wszystko może pomóc lepiej zrozumieć, jak oceany reagowały na presję człowieka krok po kroku, rok po roku.

Dla konsumentów to ciekawy sygnał, że za zwykłą półką z rybami w puszce kryje się znacznie więcej niż szybki obiad. Dla naukowców – przypomnienie, że wartościowe dane często czekają w miejscach, które do tej pory uznawano za zupełnie nieinteresujące z naukowego punktu widzenia. Czasem wystarczy otworzyć puszkę, zamiast wysyłać w morze kolejną drogą sondę badawczą.

Prawdopodobnie można pominąć