Naukowcy wyłonili 100 zagadkowych sygnałów. Czy któryś jest od obcych?
Po 25 latach nasłuchu kosmosu naukowcy zostali z garścią zaledwie stu najbardziej zagadkowych sygnałów radiowych.
Resztę odrzucili.
To finale jednego z najbardziej znanych projektów w historii poszukiwań pozaziemskiej inteligencji. SETI@home, który przez lata wykorzystywał domowe komputery internautów, oficjalnie domyka gigantyczną analizę danych z kosmosu i zostawia badaczom 100 sygnałów, nad którymi wciąż warto się pochylić.
Od komputerów w salonach do najczulszego nasłuchu kosmosu
SETI@home wystartował w 1999 roku jako eksperyment z pogranicza astronomii i crowdsourcingu. Każdy chętny mógł zainstalować specjalny program, który w wolnych chwilach pracy procesora analizował fragmenty danych radiowych z radioteleskopu Arecibo w Portoryko.
Przez kilkanaście lat projekt zebrał gigantyczną bazę sygnałów. Problem w tym, że były ich miliardy, a ludzi do ich dokładnej analizy – garstka. Dane rosły szybciej, niż naukowcy byli w stanie je porządkować.
SETI@home zamienił miliony domowych komputerów w jeden ogromny instrument naukowy, ale konsekwencją był też informacyjny potop: 12 miliardów wąskopasmowych sygnałów radiowych do przejrzenia.
Dopiero zestaw dwóch prac opublikowanych w 2025 roku w czasopiśmie „The Astronomical Journal” zamknął ten etap historii projektu. Jedna publikacja opisuje zbieranie i wstępne filtrowanie danych, druga – żmudną analizę i selekcję kandydatów na „coś niezwykłego”.
Jak z 12 miliardów zrobić 100? Filtry, algorytmy i cierpliwość
Największym wyzwaniem nie było samo nagranie sygnałów z kosmosu, ale odsianie wszystkiego, co bez wątpienia pochodzi z Ziemi lub okolic – satelitów, radarów, zakłóceń sprzętu, a nawet smartfonów i samolotów.
Zespół z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley opracował zestaw algorytmów, które krok po kroku odfiltrowywały „śmieciowy” szum. Szukali sygnałów:
- wąskopasmowych, czyli skupionych w bardzo wąskim zakresie częstotliwości,
- krótkich, przypominających krótki „błysk” energii,
- pochodzących z konkretnego punktu na niebie, a nie poruszających się jak satelita,
- niepasujących do znanych wzorców emisji z urządzeń człowieka.
Każdy etap odrzucał kolejne grupy sygnałów. Z 12 miliardów zrobiły się miliony, z milionów – tysiące, aż w końcu zostało około 100 kandydatów, którym astronomowie przyglądają się teraz ręcznie, w ramach dodatkowych obserwacji.
Zespół podkreśla, że jeśli w badanym zakresie istniałby sygnał o mocy powyżej ustalonego progu, te analizy powinny go wyłapać. Mówimy więc o nowej granicy czułości takich poszukiwań.
Co zawierają ostatnie 100 sygnałów?
Na tym etapie naukowcy są bardzo ostrożni. Żaden z 100 sygnałów nie został ogłoszony jako „kandydat na kontakt z obcą cywilizacją”. To raczej lista „spraw trudnych”: przypadków, których nie udało się łatwo wyjaśnić znanymi źródłami.
Możliwe scenariusze są trzy:
Aby którykolwiek sygnał stał się „poważnym kandydatem na obcych”, musiałby zostać zaobserwowany ponownie w tym samym miejscu na niebie, najlepiej przez inne radioteleskopy. I to właśnie jest teraz główny cel obserwacji uzupełniających.
SETI@home jako rekord czułości kosmicznego nasłuchu
Autorzy tegorocznych analiz twierdzą, że projekt osiągnął historyczny rekord. To najbardziej czułe poszukiwanie wąskopasmowych sygnałów radiowych na tak dużym obszarze nieba, jakie kiedykolwiek przeprowadzono.
| Parametr | Skala w SETI@home |
|---|---|
| Liczba przeanalizowanych sygnałów | około 12 miliardów |
| Liczba komputerów ochotników | miliony jednostek na całym świecie |
| Lata zbierania danych | od 1999 do zamknięcia aktywnej fazy projektu |
| Wyselekcjonowane sygnały do dalszych badań | 100 najbardziej intrygujących przypadków |
To, że nie ogłoszono „sygnału od obcych”, nie oznacza porażki. Projekt bardzo precyzyjnie wskazuje, czego w danych nie ma. Dzięki temu kolejne misje mogą planować obserwacje mądrzej, wiedząc, jakie zakresy częstotliwości i poziomy mocy zostały już sprawdzone z wysoką dokładnością.
Ludzki wymiar polowania na sygnał z kosmosu
Za suchymi liczbami kryją się emocje. Część zespołu przyznaje, że liczyła po cichu na przełom. W końcu przez lata dysponowali jednym z najlepszych „uszów” nastawionych na nocne niebo. Skoro tak czuły projekt nic nie wykrył, rodzi się pytanie: może nikt do nas nie nadaje? A może szukamy w zły sposób?
Naukowcy otwarcie przyznają, że ograniczenia technologii z końca lat 90. wymusiły pewne uproszczenia w filtrach. Część informacji mogła wylecieć razem z szumem. W ich ocenie nie przekreśla to wartości wyników, ale pokazuje, jak trudno jest pogodzić teorię z praktyką przy tak ogromnych ilościach danych.
W idealnym scenariuszu cały dotychczasowy materiał przeszedłby jeszcze raz przez nowoczesne algorytmy i moc obliczeniową dzisiejszych superkomputerów. Taki powrót do archiwum mógłby przynieść niespodzianki.
Cisza, która też jest informacją
Brak jednoznacznego sygnału od obcej cywilizacji skłania do kilku refleksji. Z punktu widzenia astronomii cisza w badanym zakresie częstotliwości mówi całkiem sporo:
- jeśli zaawansowane cywilizacje istnieją w naszej galaktyce, raczej nie nadają w prosty, wąskopasmowy sposób na podglądanych dotąd częstotliwościach,
- być może okres „głośnej radiowo” fazy rozwoju cywilizacji jest bardzo krótki – my sami też przesuwamy się od klasycznego radia w stronę komunikacji światłowodowej i satelitarnej, trudniejszej do wychwycenia z daleka,
- możliwe, że jesteśmy po prostu za daleko od potencjalnych nadawców albo patrzymy w złym czasie.
Cisza nie musi więc oznaczać, że w galaktyce nic się nie dzieje. Bardziej przypomina sytuację, w której nasłuchujemy pojedynczego kanału radiowego w ogromnym mieście – i nie słyszymy rozmowy, która toczy się w innym paśmie.
Co dalej po SETI@home? Nowa generacja polowania na sygnały
Dziedzictwo projektu nie kończy się na stu sygnałach. Najważniejszy efekt to rozwinięte metody pracy z danymi, które można dziś połączyć z uczeniem maszynowym. Algorytmy AI coraz lepiej rozpoznają wzorce w ogromnych zbiorach danych i mogą wychwytywać subtelne struktury, które dla człowieka wyglądają jak zwykły szum.
Równolegle powstają nowe sieci radioteleskopów – większe, czulsze, pracujące w szerszym zakresie częstotliwości. Projekty te mogą korzystać z kodu i otwartych zbiorów danych pozostawionych przez SETI@home. W praktyce oznacza to, że każdy kolejny krok startuje z wyższego poziomu niż poprzedni.
Dla zwykłego odbiorcy kosmicznych tematów istotne jest też to, że udział w takich inicjatywach staje się znowu realny. Coraz więcej projektów planuje powrót do modelu „nasłuchu rozproszonego”, w którym domowe komputery pomagają w analizie danych, choć tym razem z udziałem znacznie sprytniejszych algorytmów.
Dlaczego sto sygnałów wciąż rozpala wyobraźnię
Lista stu kandydatów jest czymś w rodzaju „listy zagadek do odhaczenia” dla kolejnych teleskopów. Każdy z nich może okazać się tylko nietypowym szumem. Wystarczy jednak, że w jednym przypadku uda się zarejestrować powtarzalny, uporządkowany sygnał z tego samego punktu na niebie – a historia nauki gwałtownie przyspieszy.
Dlatego naukowcy tak mocno trzymają się tych ostatnich przypadków. Dla nich to nie tylko numery w tabeli. To konkretne fragmenty kosmosu, do których będą wracać jeszcze wiele razy, licząc na to, że tym razem coś „odezwie się” ponownie.
Jeśli kiedyś pojawi się komunikat, że jeden z tych stu sygnałów zachował się w sposób zdecydowanie nienaturalny, konsekwencje wykraczą daleko poza astronomię. Pytania o to, jak żyją inne cywilizacje, jak się rozwijają i czy w ogóle przetrwały swój własny etap technologiczny, mogą wtedy stać się znacznie mniej abstrakcyjne niż dziś.


