„Kup jedno, wynieś drugie”. Jak sprytni złodzieje jedzenia omijają kasy w marketach
Rosnąca drożyzna sprawia, że dla części klientów kradzież przestaje być postrzegana jako występek, a staje się jedynym sposobem na dotrwanie do końca miesiąca. Reportaż francuskiej telewizji odsłania kulisy codzienności osób, które z powodu biedy opracowały precyzyjny „budżet kradzieży” i systemy omijania zabezpieczeń. To bolesny obraz rzeczywistości, w której po opłaceniu rachunków na jedzenie zostaje kwota, która nie wystarcza na podstawowe potrzeby.
Najważniejsze informacje:
- Wzrost cen żywności sprawia, że kradzież staje się dla części osób formą strategii przetrwania, a nie chęcią zysku.
- Metoda „kup jedno, wynieś drugie” polega na płaceniu za jeden produkt i ukrywaniu drugiego, identycznego egzemplarza.
- Złodzieje najczęściej wybierają podstawowe produkty spożywcze, takie jak warzywa, owoce i pieczywo, unikając drogiej elektroniki.
- Ponad 82% sklepów we Francji doświadczyło kradzieży w 2024 roku, co stanowi wzrost o ponad 15% rok do roku.
- Sklepy reagują zwiększonym nadzorem przy kasach samoobsługowych, nowymi bramkami i częstszymi kontrolami paragonów.
Rosnące ceny żywności sprawiają, że część klientów supermarketów zaczyna traktować kradzież jak sposób na przetrwanie, a nie przestępstwo.
Reportaż francuskiej telewizji pokazał dwie młode kobiety, które regularnie wynoszą jedzenie ze sklepu. Opowiadają, jak wybierają produkty, planują „budżet kradzieży” i jakimi trikami próbują zmylić ochronę.
Gdy na jedzenie zostaje 300 euro na miesiąc
Ekipa programu śledczego odwiedziła duży market w Marsylii. To tam reporterzy spotkali dwie kobiety, które otwarcie przyznały, że od dłuższego czasu żywią się w dużej części tym, co wyniosą ze sklepu.
Jedna z nich ma 30 lat i utrzymuje się z zasiłku dla osób z niepełnosprawnościami. Druga ma 23 lata, łapie tymczasowe prace, przeplata okresy zatrudnienia bezrobociem. Po opłaceniu czynszu każdej z nich zostaje około 300 euro na resztę miesiąca: rachunki, środki higieniczne, jedzenie.
Po odliczeniu podstawowych kosztów obie bohaterki relacji przyznają, że nie są w stanie legalnie kupić całej potrzebnej żywności, więc część po prostu wynoszą bez płacenia.
Opisują, że to nie był nagły przełom, lecz powolne osuwanie się w sytuację, w której z miesiąca na miesiąc coraz bardziej brakowało środków. Najpierw rezygnowały z „ekstrasów”, potem z jakości, aż w końcu – jak mówią – zostało im tylko kombinowanie.
Nie luksusy, a podstawowe produkty
Wbrew stereotypom nie chodzi o drogą elektronikę ani wyszukane delikatesy. Kobiety mówią wprost, że wynoszą to, co umożliwia normalne funkcjonowanie przez cały miesiąc.
- warzywa i owoce
- pieczywo
- produkty pierwszej potrzeby do codziennych posiłków
Twierdzą, że celowo omijają najbardziej kosztowne towary, bo to one przyciągają uwagę ochrony. Skupiają się na tym, co wygląda zwyczajnie i „miesza się” z tysiącami codziennych zakupów innych klientów.
Jednocześnie obie narzucają sobie konkretną granicę tego, ile są w stanie zapłacić za zakupy z własnej kieszeni. Reszta – jak mówią bez ogródek – ma wylądować w torbie bez nabijania na kasę.
Bohaterki reportażu opisują coś w rodzaju „miesięcznego planu żywieniowego”, w którym jedna część koszyka pochodzi z legalnego zakupu, a druga z zaplanowanego wynoszenia.
Jak działa metoda „kup jedno, wynieś drugie”
Kradzież żywności w ich wydaniu nie jest chaotyczna. To raczej ciąg małych decyzji podejmowanych na bieżąco, ale według jasno wypracowanych schematów. Najważniejszy z nich to technika, którą same nazywają żartobliwie „kup jedno, wynieś drugie”.
Mechanizm jest prosty: przy produkcie, który chcą wynieść, biorą jeszcze jeden, taki sam lub bardzo podobny, który faktycznie opłacają przy kasie. Jeden trafia na taśmę, drugi – do torby, pod kurtkę albo w inne, wcześniej przygotowane miejsce.
Chodzi o to, by w razie kontroli móc pokazać paragon i legalnie kupiony egzemplarz produktu, co ma zmniejszyć podejrzenia i utrudnić udowodnienie zamiaru kradzieży.
Według ich relacji, wiele razy ten trik zadziałał. Ochrona widząc zgodność paragonu z częścią zawartości torby, odpuszczała dokładniejsze sprawdzanie. Młode kobiety nie kryją, że liczą tu na rutynę pracowników i ograniczoną ilość czasu na obsługę kolejki.
Obserwacja sklepu to pierwszy krok
Zanim zaczną wynosić towary, dokładnie przyglądają się sytuacji w sklepie. Zwracają uwagę nie tylko na promocje, ale przede wszystkim na układ monitoringu, obecność i zachowanie ochroniarzy oraz pracowników przy kasach.
- czy przy wejściu stoi ochroniarz i jak często zmienia pozycję
- które alejki wydają się mniej doświetlone albo rzadziej uczęszczane
- jak długie są kolejki przy kasach i samoobsługowych stanowiskach
- czy któraś kasjerka sprawdza paragony bardziej skrupulatnie
Jak opisują, unika się konkretnej kasjerki, która otwarcie ich nie lubi i częściej zagląda klientom do toreb. Szukają chwili, gdy ludzi przy kasach jest na tyle dużo, że uwaga ochrony rozprasza się na wiele osób.
Według ich opowieści najlepszy moment to ten, gdy tworzą się krótkie kolejki, a pracownicy chcą jak najszybciej „przepchnąć” klientów i nie mają czasu na skrupulatne kontrole.
Dlaczego sklepy mają coraz większy problem z kradzieżami
Opis dwóch młodych kobiet z Marsylii wpisuje się w szerszy trend. Z danych francuskiego stowarzyszenia zrzeszającego handlowców wynika, że w 2024 roku ponad 80 procent sklepów doświadczyło kradzieży. To wyraźny wzrost w porównaniu z rokiem poprzednim.
| Rok | Odsetek sklepów dotkniętych kradzieżą | Zmiana rok do roku |
|---|---|---|
| 2023 | około 71% | – |
| 2024 | 82% | +15,5% |
Handlowcy reagują w przewidywalny sposób: inwestują w kamery, bramki antykradzieżowe, dodatkową ochronę. W wielu marketach przy kasach samoobsługowych pojawili się pracownicy, którzy na bieżąco nadzorują skanowanie produktów. Niektóre sieci zwiększają też liczbę kontroli paragonów przy wyjściu.
Z ich perspektywy każda „mała” kradzież dokłada się do dużych strat, a koszty zabezpieczeń i rosnących ubezpieczeń często ostatecznie przerzucane są na wszystkich klientów w postaci wyższych cen.
Dylemat moralny: głód kontra prawo
W relacji telewizyjnej bohaterki nie usprawiedliwiają się wprost, ale jasno mówią, że kradną, by mieć co zjeść. Odwołują się do sytuacji ekonomicznej, a nie do chęci łatwego zysku. W ich narracji prawo zderza się z poczuciem elementarnej potrzeby przetrwania.
Kobiety opisują swoje działania jako „zło konieczne”, które – jak wierzą – zakończą, gdy tylko ich sytuacja finansowa się poprawi.
Dla wielu widzów takie historie mogą być niekomfortowe. Z jednej strony panuje świadomość, że kradzież uderza w handlowców, ale także w zwykłych klientów. Z drugiej – trudno przejść obojętnie obok sytuacji, w której młode osoby po opłaceniu mieszkania praktycznie nie mają środków na jedzenie.
Czy są inne rozwiązania niż wynoszenie jedzenia
Organizacje pomocowe od lat zwracają uwagę, że osoby na granicy ubóstwa często nie znają wszystkich form wsparcia, z których mogłyby skorzystać. W wielu krajach działają banki żywności, jadłodzielnie czy punktowe programy dopłat, lecz ścieżka dojścia do nich bywa skomplikowana, a wstyd bycia „beneficjentem pomocy” potrafi skutecznie blokować.
Eksperci mówią też o tzw. ubóstwie energochłonnym: jeśli ktoś musi wybierać między rachunkiem za mieszkanie a zakupem podstawowych produktów, prędzej czy później zaczyna szukać niestandardowych wyjść. To właśnie w tej przestrzeni pojawia się zjawisko kradzieży żywności „na przetrwanie”.
Rozmowa o takich historiach wymaga więc dwóch równoległych wątków. Z jednej strony – technik i sposobów, które wykorzystują sprytni złodzieje w marketach. Z drugiej – przyczyn, które sprawiają, że część osób w ogóle myśli o takim rozwiązaniu jako realnej opcji.
Praktyka pokazuje, że im bardziej sklepy podkręcają poziom zabezpieczeń, tym bardziej rośnie pomysłowość tych, którzy chcą je obejść. Od udawania roztargnienia przy kasach samoobsługowych, przez przepakowywanie droższych produktów do tańszych opakowań, po zorganizowane grupy „pracujące” w kilka osób naraz – wachlarz trików jest szeroki. Metoda „kup jedno, wynieś drugie” to tylko jeden z wielu wariantów, który zyskał rozgłos, bo wygląda pozornie niewinnie, a w praktyce potrafi funkcjonować miesiącami.
Dla zwykłego klienta ta wiedza może mieć dwojakie znaczenie. Z jednej strony obnaża kulisy codziennych praktyk, które wpływają na ceny i atmosferę w marketach. Z drugiej uświadamia, jak cienka bywa granica między „normalnymi zakupami” a sytuacją, w której ktoś staje przed dramatycznym wyborem: zapłacić rachunek czy kupić jedzenie – i sięga po najbardziej ryzykowny sposób na domknięcie domowego budżetu.
Najczęściej zadawane pytania
Na czym dokładnie polega metoda „kup jedno, wynieś drugie”?
To technika polegająca na braniu dwóch identycznych produktów, z których tylko jeden trafia na taśmę kasy. Drugi jest ukrywany, a w razie kontroli okazanie paragonu za pierwszy egzemplarz ma zmylić ochronę.
Dlaczego złodzieje rzadziej kradną drogie towary luksusowe?
Drogie produkty bardziej przyciągają uwagę ochrony. Złodzieje „na przetrwanie” wybierają towary codziennego użytku, które łatwiej wmieszać w standardowe zakupy.
Jakie są ekonomiczne skutki plag kradzieży w sklepach?
Sieci handlowe przerzucają koszty strat oraz inwestycji w nowoczesne systemy zabezpieczeń na wszystkich klientów, co skutkuje dalszym wzrostem cen żywności.
Wnioski
Choć nowoczesne technologie zamieniają markety w twierdze, desperacja wywołana problemami ekonomicznymi zawsze znajdzie sposób na obejście systemów. Walka z kradzieżami „na przetrwanie” to nie tylko kwestia lepszego monitoringu, ale przede wszystkim wyzwanie dla systemów wsparcia socjalnego. Warto mieć świadomość, że ostateczny rachunek za te praktyki płacimy my wszyscy podczas codziennych wizyt przy kasie.
Podsumowanie
Reportaż ujawnia kulisy kradzieży żywności, w których zdesperowani klienci stosują sprytną metodę „kup jedno, wynieś drugie”. Zjawisko to nasila się wraz ze wzrostem kosztów życia, zmuszając sieci handlowe do wdrażania coraz bardziej rygorystycznych systemów kontroli i zabezpieczeń.


