El Niño może wrócić już w 2026 roku. Prognozy zapowiadają groźne zmiany pogody
Naukowcy ostrzegają, że już w 2026 roku może pojawić się kolejna, ciepła faza El Niño.
Oznaczałoby to szybkie zakończenie chłodniejszego epizodu La Niña i nowy rozdział w układzie deszczy, upałów i susz na wielu kontynentach. Zmiana, którą jeszcze niedawno przewidywano na późniejsze lata, zaczyna wyglądać jak bardzo realny scenariusz na najbliższe miesiące.
La Niña znika szybciej, niż zakładali klimatolodzy
Przez około dwa lata La Niña delikatnie „przyhamowywała” wzrost średniej temperatury na Ziemi. Nad tropikalną częścią Pacyfiku dominowały chłodniejsze wody powierzchniowe, co chwilowo łagodziło globalne odczyty. Teraz ten hamulec praktycznie znika.
W pierwszych miesiącach 2026 roku służby meteorologiczne zanotowały gwałtowny wzrost temperatury w środkowej części równikowego Pacyfiku. Tam, gdzie jeszcze pod koniec 2025 roku wody były o około 0,8°C chłodniejsze od normy, po kilku tygodniach różnica skurczyła się do zaledwie 0,3°C poniżej średniej. To bardzo szybkie tempo zmian jak na tak rozległy akwen.
Przeczytaj również: Brazylijskie mokradła ukryte za Amazonią: cichy gigant magazynuje węgiel
Do tego dochodzi zmiana wiatru nad oceanem. Alize, czyli pasaty wiejące zwykle z wschodu na zachód, słabną. Gdy te wiatry tracą siłę, chłodna woda przestaje utrzymywać się przy powierzchni, a z głębi zaczynają wypływać ciepłe masy. Ten mechanizm jest klasycznym wstępem do przejścia w fazę El Niño.
Modele klimatyczne wskazują na duże szanse, że wiosną 2026 roku warunki na Pacyfiku będą już neutralne, a w drugiej połowie roku zaczną przypominać klasyczną fazę El Niño.
Obserwacje podwodnych temperatur wzmacniają ten obraz. Pod powierzchnią od początku 2026 roku przesuwają się ku wschodowi ogromne „magazyny” ciepłej wody. Gdy dotrą do wybrzeży Ameryki Południowej, zwykle otwierają drogę do pełnego rozwoju zjawiska El Niño.
Przeczytaj również: Naukowcy „wskrzeszają” płytę CD: tysiąc razy więcej danych na krążku
Prognozy: dwie trzecie szans na El Niño przed końcem 2026 roku
Międzynarodowe centra prognoz ostrzegają, że możliwość pojawienia się El Niño w drugiej połowie 2026 roku rośnie z miesiąca na miesiąc. Wstępne wyliczenia mówią o około 60–70% szans na pojawienie się neutralnej fazy wiosną i o jeszcze większej wartości, gdy mowa o przejściu w ciepłą fazę latem lub jesienią.
Najbardziej szczegółowe analizy sugerują, że:
Przeczytaj również: Horoskop od 11 marca: te 3 znaki zodiaku mają mieć wyjątkową passę
- między lipcem a wrześniem 2026 roku szansa na El Niño sięga około 60–65%,
- w okresie od sierpnia do października prawdopodobieństwo może wzrosnąć do niemal dwóch trzecich,
- główna niewiadoma dotyczy siły zjawiska – od słabego po umiarkowane.
Specjaliści przyznają, że prognozy na wiosnę i wczesne lato zawsze obarczone są większą niepewnością. To tzw. bariera przewidywalności – moment, gdy wzajemne oddziaływanie oceanu i atmosfery robi się wyjątkowo chaotyczne, a modele tracą część dokładności. Mimo tego, większość niezależnych ośrodków widzi podobny scenariusz: wygaszanie La Niña, krótki okres neutralny, a potem wejście w El Niño.
Naukowcy są dość zgodni, że sam kierunek zmian jest już praktycznie przesądzony. Pytanie dotyczy raczej tego, jak mocne będzie El Niño i jak długo potrwa.
Dlaczego El Niño tak bardzo zmienia pogodę
El Niño to nie lokalna ciekawostka, lecz potężne przesunięcie całego układu cyrkulacji atmosferycznej nad Pacyfikiem. Kiedy ciepła woda zalega bliżej Ameryki Południowej, pasy opadów przesuwają się, zmienia się przebieg prądów strumieniowych, a razem z nimi – trasy niżów i wyżów na tysiące kilometrów.
W efekcie takie obszary jak Ameryka Południowa, Azja Południowo‑Wschodnia, Australia czy Afryka Wschodnia przechodzą często przez skrajnie inne sezony deszczowe niż zwykle. Czasem różnica to ledwie kilka procent opadów, czasem – pełnoskalowa susza albo powodzie.
Jak El Niño w 2026 roku może przełożyć się na pogodę na Ziemi
Jeśli tegoroczne prognozy się sprawdzą, w drugiej połowie 2026 roku dojdzie do wyraźnego przetasowania stref opadów i susz. Naukowcy na podstawie wcześniejszych epizodów El Niño wskazują kilka charakterystycznych skutków.
| Region | Typowy efekt El Niño |
|---|---|
| Wybrzeże zachodnie Ameryki Południowej | Więcej intensywnych opadów, większe ryzyko powodzi i osuwisk |
| Australia i część Azji Południowo‑Wschodniej | Skłonność do susz, częstsze pożary i deficyt wody |
| Indonezja, Filipiny | Ryzyko długotrwałego braku deszczu i strat w rolnictwie |
| Atlantyk tropikalny | Zwykle mniej huraganów, słabsza aktywność cyklonów |
| Wschodni Pacyfik | Więcej silnych sztormów i huraganów nad oceanem |
Dla wielu krajów oznacza to konieczność zmian w planowaniu nawadniania, obsiewów czy systemów przeciwpowodziowych. Państwa takie jak Peru czy Ekwador często zyskują na wzmożonych opadach w jednym regionie, ale równocześnie walczą z zagrożeniem powodziowym w innych.
Szczególną uwagę przyciąga sezon huraganów nad Atlantykiem. Ciepła faza na Pacyfiku zwykle wzmacnia tzw. wiatr ścinający w wyższych warstwach atmosfery. Taki wiatr „rozrywa” tworzące się tropikalne cyklony, co ogranicza ich liczbę i siłę. Dla karaibskich wysp i wybrzeża Stanów Zjednoczonych bywa to chwilowy oddech po latach bardzo aktywnych sezonów.
Polska a El Niño – czy mamy się czym martwić?
Dla naszego regionu wpływ El Niño jest mniej bezpośredni, ale coraz wyraźniejszy. Europa Środkowa nie leży na głównych szlakach, które najsilniej reagują na zmiany nad Pacyfikiem, lecz globalny „zastrzyk” ciepła z El Niño potrafi wzmocnić fale upałów i suche okresy także u nas.
W praktyce może to oznaczać:
- dłuższe okresy bardzo wysokich temperatur latem,
- szybsze przesuszanie gleb podczas fal gorąca,
- większy stres dla roślin uprawnych i lasów,
- rosnące zapotrzebowanie na wodę w miastach i rolnictwie.
Polskie instytuty meteorologiczne zwykle nie wiążą pojedynczej burzy czy upału bezpośrednio z El Niño, ale przy dłuższych analizach biorą ten czynnik pod uwagę, gdy oceniają ryzyko suszy, pożarów lasów czy niebezpiecznych zjawisk konwekcyjnych.
Rekordy ciepła mimo „chłodnej” fazy. Co przyniesie następna?
Ostatnie lata pokazują niepokojący trend: nawet gdy na Pacyfiku dominuje chłodniejsza faza, globalne średnie temperatury wciąż biją rekordy. Styczeń 2025 zapisał się jako najcieplejszy styczeń w historii pomiarów, chociaż wpływ La Niña powinien teoretycznie obniżać słupki o około 0,1–0,2°C.
Ta rozbieżność wskazuje, jak silne jest już tło ocieplenia spowodowanego emisjami gazów cieplarnianych. System klimatyczny podniósł „bazową” temperaturę do poziomu, na którym naturalne chłodzące fazy mają coraz mniejszą moc. W efekcie każde kolejne ciepłe wahnięcie, takie jak El Niño, łatwo wywindowuje średnią globalną w okolice nowych rekordów.
Jeśli prognozowane El Niño rozwinie się w drugiej połowie 2026 roku, naukowcy nie wykluczają, że rok ten dorówna gorącym sezonom z lat 2023–2024 lub nawet je prześcignie.
El Niño historycznie dodaje do średniej globalnej kolejnych 0,1–0,2°C. Przy już wysokim poziomie ocieplenia może to wystarczyć, by kolejne miesiące trafiły na listę najcieplejszych w historii pomiarów instrumentalnych.
Ocean pochłania ciepło, ale jego możliwości nie są nieskończone
Główna część nadmiarowej energii cieplnej trafia dziś do oceanów. Dzięki temu powietrze nad lądami nie nagrzewa się jeszcze szybciej. Jednocześnie ta zgromadzona moc zaczyna zasilać coraz gwałtowniejsze zjawiska: silniejsze burze, intensywne ulewy, wyższe fale upałów.
Każda kolejna faza El Niño uwalnia część tego ciepła ku atmosferze. Dla meteorologów i klimatologów to sygnał, że nie można już traktować El Niño i La Niña jako prostych, powtarzalnych cykli. Działają one teraz na tle trwałej zmiany klimatu, która z roku na rok podnosi temperaturę bazową oceanów i lądów.
Co mogą zrobić rządy, rolnicy i zwykli mieszkańcy
Informacja o możliwym El Niño w 2026 roku nie jest abstrakcyjnym komunikatem dla naukowców. Dla wielu sektorów to sygnał do działania z wyprzedzeniem. Władze krajów narażonych na powodzie planują wzmocnienia wałów, rolnicy przygotowują się na zmiany w dostępności wody, a służby kryzysowe przeglądają scenariusze na wypadek ekstremalnych zjawisk.
Przykładowe kroki, które już teraz podejmują różne kraje, to między innymi:
- aktualizacja planów nawadniania i zasiewów w regionach, gdzie rośnie ryzyko suszy,
- przegląd i czyszczenie kanałów odprowadzających wodę w miastach zagrożonych ulewami,
- wzmacnianie systemów wczesnego ostrzegania przed powodziami błyskawicznymi,
- analiza bezpieczeństwa energetycznego w sezonach zwiększonego zapotrzebowania na klimatyzację.
Dla zwykłych mieszkańców Polski najbliższe miesiące nie przyniosą bezpośrednich skutków tropikalnego zjawiska nad Pacyfikiem. Mimo to rosnące prawdopodobieństwo El Niño warto traktować jako kolejny sygnał, że klimat wchodzi w okres większej niestabilności. Odpowiednie przygotowanie – od planowania zużycia wody, przez ochronę zdrowia w czasie upałów, po lokalne systemy retencji – może znacznie zmniejszyć skutki przyszłych anomalii pogodowych.
El Niño w 2026 roku nie będzie przyczyną wszystkich problemów pogodowych, ale z dużym prawdopodobieństwem dołoży swoją cegiełkę do globalnej układanki. W połączeniu z postępującym ociepleniem sprawi, że każde kolejne lato i zima będą wymagały coraz większej uważności ze strony zarówno władz, jak i pojedynczych osób.


