Były pracownik Lasów Państwowych tłumaczy, dlaczego drzewa sadzi się w równych rzędach, choć naturalny las rośnie inaczej, i co to oznacza dla bioróżnorodności
W lutym, kiedy śnieg jest już bardziej brudnoszary niż biały, na skraju niewielkiej wsi pod Szczytnem grupa ludzi w zielonych kurtkach kuca nad zamarzniętą ziemią. Z daleka wygląda to prawie jak ćwiczenia wojskowe: równe odstępy, te same ruchy, powtarzalne gesty. Ktoś wbija kosturem do sadzenia wąski otwór, ktoś inny wsuwa tam maleńką sadzonkę sosny. Rząd za rzędem, linia za linią.
Gdy staniesz metr dalej, poczujesz tylko chłód i zapach wilgotnej ziemi. Gdy podejdziesz bliżej, zaczynasz widzieć coś jeszcze: ciche napięcie między tym, co naturalne, a tym, co zaplanowane.
Były pracownik Lasów Państwowych, którego nazwijmy Michał, patrzy na to z lekkim grymasem.
– W naturze las tak nie rośnie – mówi. – I właśnie o to chodzi.
Dlaczego leśnicy kochają równe linie
Michał pracował w nadleśnictwie siedem lat. Zaczynał jako stażysta, kończył jako specjalista od odnowień, czyli mówiąc po ludzku: od sadzenia lasu od nowa. Zna zapach świeżo zaoranej bruzdy leśnej lepiej niż zapach kawy.
Gdy opowiada o rzędach młodych drzew, nie brzmi jak internetowy aktywista, bardziej jak człowiek, który widział kulisy dużej, sprawnie działającej fabryki. Bo Lasy Państwowe są trochę właśnie tym: zieloną fabryką drewna, w której każde drzewko ma swoje miejsce w tabelce, roczniku i planie.
Rzędy nie biorą się znikąd. To efekt bardzo konkretnej logiki, która przez dekady rządziła polską gospodarką leśną.
Michał wspomina pierwszą dużą odnowę po zrębie zupełnym, czyli po tym, co większość z nas nazywa „wycinką na pustynię”.
– Dostaliśmy powierzchnię prawie dziesięciu hektarów sosnowej monokultury – opowiada. – Według planu trzeba było wysadzić tam dokładnie 42 tysiące sadzonek. Każda w rzędzie, co 80 centymetrów.
Na początku próbował zrozumieć, czemu wszystko musi być takie regularne. Potem wciągnęła go rutyna: sznurek, paliki, bruzda, sadzonka, przydepnąć. W ciągu dnia robił setki takich samych ruchów. Wszyscy znamy ten moment, kiedy czynność staje się tak mechaniczna, że myśli uciekają gdzie indziej.
– Prawdziwy sens tych linii zrozumiałem dopiero po kilku latach – przyznaje.
Za rzędami stoi prosty rachunek: czas, pieniądze, przewidywalność. Równo posadzone drzewka łatwiej policzyć, łatwiej przeżyć z nimi kilka pierwszych, najtrudniejszych lat.
Masz maszyny do pielęgnacji gleby? Potrzebują prostej linii.
Masz plan pozyskania drewna na 2038 rok? Musisz wiedzieć, ile drzew ci dożyje tego wieku, jaką będą miały średnicę, ile z nich wypadnie po gradacji kornika.
Rzędy dają iluzję kontroli nad czymś, co z natury jest nieprzewidywalne. A gospodarka leśna w Polsce długo była pisana językiem norm, nie ptaków i grzybów. *Las miał się przede wszystkim zgadzać w excelu.*
Co naprawdę dzieje się między rzędami
Od strony praktycznej sadzenie w rzędach to precyzyjna technika. Najpierw przygotowanie gleby: talerzowanie, orka, czasem głęboszowanie, które rozrywa zbitą warstwę ziemi. Na tej „uprawionej” powierzchni wyznacza się linie co 1–1,5 metra.
Sadzonki trafiają w te same odstępy, żeby tworzyć równomierny „drzewostan produkcyjny”. W teorii to ma dać równą konkurencję o światło i wodę, szybszy przyrost masy drewna, mniejszą śmiertelność.
Problem zaczyna się tam, gdzie ta linijka wchodzi w konflikt z życiem. Rośliny runa leśnego, owady, ptaki – one nie działają w trybie „co 80 centymetrów”. Muszą dostosować się do rytmu, który nie jest ich rytmem.
Michał przywołuje jedną z powierzchni, która długo nie dawała mu spokoju.
– Posadziliśmy tam bardzo równy, bardzo szkolny las – mówi. – Sosna na sosnie, podręcznikowy przykład. Po dwóch latach było pięknie: zero chwastów, rządki jak od linijki, przejrzyste jak rzędy ławek w klasie.
Dopiero koleżanka z ochrony przyrody zwróciła mu uwagę na coś, czego wcześniej nie widział. Na tej „idealnej” uprawie było upiornie cicho. Mało owadów, prawie żadnych ptaków, niewiele grzybów. Dwa kilometry dalej, w bardziej „bałaganiarskim” młodniku, życie aż buzowało: inny mikroklimat, więcej gatunków, inny układ światła i wilgoci.
– To był moment, kiedy uderzyło mnie, ile kosztuje nas ta wizualna perfekcja – przyznaje.
Rzędy to nie tylko wygoda dla leśników. To także specyficzny filtr dla bioróżnorodności.
Jednogatunkowy młodnik w równych liniach przepuszcza światło w uporządkowany sposób. Tworzy powtarzalne pasy mikroklimatu: tu więcej słońca, tu głębszy cień.
W naturalnym lesie drzewa różnią się wiekiem, grubością, gatunkiem. Dają tysiące małych wariantów światła, wilgoci, temperatury. W takim „patchworku” znajdzie miejsce znacznie więcej gatunków.
Drzewostan z rzędów, prowadzony pod produkcję, często zostaje w podobnym wieku, z podobnym pokrojem. Dla części organizmów to wygodne. Dla bardzo wielu – jak mieszkanie w bloku, gdzie każdy balkon wygląda tak samo.
Jak można „rozplątywać” rzędy od środka
Michał opowiada, że w ostatnich latach w niektórych nadleśnictwach pojawia się inne podejście. Zaczyna się na etapie planowania odnowienia: zamiast jednej monokultury sosny, miesza się gatunki, a same rzędy traktuje bardziej jak ramę niż jak żelazne prawo.
Leśnicy sadzą główne drzewo – na przykład sosnę czy świerka – nadal w równych odstępach, ale między nimi wprowadzają „domieszki”: dąb, buk, brzozę, grab. Często nieregularnie, kępami, z przesunięciem.
Powoli uczy się, że równa linia może być tylko szkieletem, a życie i tak swoje zrobi. Żeby mu pomóc, niektóre nadleśnictwa zostawiają na zrębie pojedyncze stare drzewa, martwe pnie, fragmenty starego podszytu. Z punktu widzenia klasycznej gospodarki to bałagan. Z punktu widzenia owadów i ptaków – gotowe mieszkania.
Dla wielu leśników to zmiana mentalności większa niż nowy typ sadzonki. Przez lata uczono ich, że dobry las to ten „czysty”, równy, bez zarośli, z wygrabionymi gałęziami.
– Pamiętam, jak starszy podleśniczy patrzył krzywo, gdy zostawiałem trochę więcej krzaków – śmieje się Michał. – Mówił: „Zarośniesz to, chłopie, jakimś syfem”.
Typowy błąd, o którym mówi, to patrzenie na las wyłącznie oczami planu urządzania: ile metrów sześciennych drewna, jaka zasobność, jakie przyrosty. Wtedy każda nieregularność, każdy krzywy dąb czy zbutwiały świerk wygląda jak „strata”.
A przecież z punktu widzenia bioróżnorodności te „straty” to często największy zysk: kryjówki, stołówki, korytarze dla organizmów, o których istnieniu przeciętny spacerowicz nie ma pojęcia.
– Rzędy są jak szkolne ławki – mówi Michał. – Ułatwiają kontrolę, ale niekoniecznie sprzyjają kreatywności. Las naturalny to raczej gwarna klasa bez dzwonka, gdzie każdy trochę siedzi, trochę chodzi, trochę gada pod nosem.
- Równy rząd młodych sosen przyspiesza prace pielęgnacyjne, lecz ogranicza liczbę mikrohabitatów.
- Kępy innych gatunków – choć wyglądają „niechlujnie” – zwiększają szanse, że las przetrwa susze, choroby i wichury.
- Martwe drewno i zostawione „brzydkie” drzewa to żywe banki różnorodności: od porostów po dzięcioły.
- Mikromieszanie sadzonych rzędów z samosiejkami pozwala naturze korygować ludzkie decyzje.
- Szczera prawda brzmi: większość z nas ocenia las wzrokiem, a najciekawsze rzeczy dzieją się i tak pod ściółką.
Rzędy jako symbol i jako ostrzeżenie
Równe linie młodego lasu są fotogeniczne. Dron leśny uwielbia takie obrazki: równo rozłożone plamy zieleni, geometryczne wzory, które z powietrza wyglądają jak dzieło grafika. W realu to trochę mniej romantyczne.
Bo za tą geometrią stoi myślenie, w którym las jest przede wszystkim zasobem. Coś jak dobrze zarządzany magazyn drewna, z terminami przydatności i tabelami ryzyka.
Nie chodzi o to, by obalić cały system i natychmiast przestać sadzić w rzędach. Bardziej o to, by przestać udawać, że takie lasy są tym samym, czym jest stary, nieplanowany bór w Bieszczadach czy Puszcza Białowieska.
Michał mówi, że gdy przestał pracować w nadleśnictwie, inaczej chodzi po lesie. Z daleka widzi, gdzie kończy się „fabryka”, a zaczyna coś bliższego naturze.
– Kiedy widzisz idealnie równe sosny, wiesz, że za tym stoi plan, normy, budżety – opowiada. – Kiedy nagle pojawia się krzywy dąb pośrodku tego porządku, albo pas samosiejek w poprzek rzędów, czujesz coś jak ulgę.
Nowe podejście w części Lasów Państwowych próbuje ten porządek świadomie „psuć”. Tu i ówdzie rezygnuje się z pełnych zrębów, zostawia więcej fragmentów starego lasu, dopuszcza spontaniczne odradzanie się drzew. Nie wszędzie, nie w każdym nadleśnictwie, ale te pęknięcia w liniach już są.
I może właśnie od tego pękania prostych linii zaczyna się prawdziwa rozmowa o bioróżnorodności w polskich lasach.
| Kluczowy punkt | Szczegół | Wartość dla czytelnika |
|---|---|---|
| Rzędy ułatwiają gospodarkę | Regularne odstępy, łatwiejsze liczenie, pielęgnacja i planowanie wyrębu | Zrozumienie, czemu las „produkcyjny” wygląda inaczej niż naturalny |
| Monokultury ograniczają życie | Jednogatunkowe, równe drzewostany dają mniej mikrohabitatów i nisz | Świadomość, że „ładny” las nie zawsze znaczy bogaty przyrodniczo |
| Mieszanie gatunków i „bałagan” pomagają naturze | Domieszki drzew, kępy, martwe drewno, samosiejki między rzędami | Wiedza, po czym poznać las bardziej odporny, różnorodny i żywy |
FAQ:
- Pytanie 1 Czy sadzenie drzew w rzędach jest „złe” dla lasu?Nie wprost. Rzędy są narzędziem gospodarki leśnej. Problem pojawia się, gdy łączy się je z monokulturą jednego gatunku i traktuje jako jedyny model odnowy, bez miejsca na spontaniczne procesy.
- Pytanie 2 Dlaczego w naturalnym lesie drzewa nie rosną w takich liniach?W naturalnym ekosystemie nasiona rozsiewają wiatr, zwierzęta i grawitacja, a przeżywają tylko te, które trafią w sprzyjające mikrowarunki. To losowy, „bałaganiarski” proces, który tworzy większą mozaikę siedlisk.
- Pytanie 3 Czy można łączyć rzędy z ochroną bioróżnorodności?Tak, jeśli rzędy traktuje się elastycznie: miesza gatunki, zostawia stare drzewa, martwe drewno, dopuszcza samosiejki i unika wielkich, jednorodnych zrębów.
- Pytanie 4 Co jako zwykły spacerowicz mogę zrobić dla bardziej „żywego” lasu?Możesz wspierać inicjatywy ochrony obszarów o charakterze naturalnym, reagować na plany wycinek w cennych fragmentach oraz wybierać drewno i papier z certyfikatami stawiającymi wymogi dotyczące przyrody.
- Pytanie 5 Czy Lasy Państwowe zmieniają podejście do sadzenia w rzędach?Częściowo tak. W niektórych nadleśnictwach rośnie udział gatunków liściastych, ogranicza się zręby zupełne i wprowadza bardziej zróżnicowane odnowienia. Droga do pełnej zmiany jest jednak długa i nierówna.



Opublikuj komentarz