Tysiące tabliczek czekolady w aucie trzydziestolatka. Policja węszy kradzione towary

Tysiące tabliczek czekolady w aucie trzydziestolatka. Policja węszy kradzione towary
4.6/5 - (47 votes)

Rutynowa kontrola drogowa w małej miejscowości w Brandenburgii zamieniła się w akcję rodem z kryminału o handlu kradzionymi towarami.

Policjanci zatrzymali do kontroli samochód dostawczy w miejscowości Weisen w powiecie Prignitz. W środku, obok dwóch mężczyzn, znaleźli nie tylko niepokojąco dużo słodyczy, ale też inne produkty spożywcze w ilościach, które trudno wytłumaczyć zwykłymi zakupami.

Kontrola auta i niecodzienny „ładunek”

Funkcjonariusze sprawdzali w poniedziałek ruch na jednej z dróg w okolicy Weisen. W pewnym momencie zatrzymali pojazd prowadzony przez 30-letniego mężczyznę. Towarzyszył mu pasażer. Na pierwszy rzut oka auto nie wyróżniało się niczym szczególnym, ale po otwarciu przestrzeni ładunkowej policjanci szybko zorientowali się, że coś jest nie tak.

W samochodzie leżało ponad 1100 tabliczek czekolady różnego rodzaju, poukładanych w kartonach i luzem, jak po szybkim przeładunku z magazynu.

To jednak nie wszystko. Między opakowaniami słodyczy funkcjonariusze znaleźli też inne produkty: od bakalii, przez ryby w puszkach, aż po środki chemiczne do domu. Obraz bardziej przypominał zawartość hurtowni niż zakupy dwóch prywatnych osób.

Lista znalezisk robi wrażenie

Według informacji policji, z pojazdu wyjęto między innymi:

  • ponad 1100 tabliczek czekolady
  • 286 opakowań orzechów i mieszanek bakaliowych
  • 72 paczki kawy
  • ponad 60 puszek rybnych konserw
  • znaczną liczbę tabletek do zmywarki
  • duże ilości różnego rodzaju wędliny

Cały towar był nowy, w oryginalnych opakowaniach, jak prosto ze sklepowych półek. Wstępne szacunki wskazują, że łączna wartość przewożonych produktów sięga średniego czterocyfrowego poziomu w euro, czyli raczej kilku niż kilkunastu tysięcy.

Rodzaj produktu Przybliżona liczba sztuk
Czekolada ponad 1100 tabliczek
Orzechy i bakalie 286 opakowań
Kawa 72 opakowania
Ryby w puszce ponad 60 sztuk
Inne artykuły spożywcze i chemiczne nieustalona, ale znaczna ilość

Policja: prawdopodobnie towar z kradzieży

Policjanci szybko nabrali podejrzeń, że nie mają do czynienia z przypadkowymi zakupami. Mężczyźni w aucie nie potrafili przedstawić żadnego dokumentu potwierdzającego pochodzenie produktów. Nie mieli faktur, dowodów zakupu ani umowy z żadną firmą spożywczą.

Śledczy zakładają, że przewożone jedzenie to tak zwany towar z paserstwa, czyli produkty pochodzące z kradzieży, przeznaczone do dalszej odsprzedaży.

Według pierwszych ustaleń sprawa może być powiązana z kradzieżami w sklepach lub magazynach na terenie regionu. Tak duża ilość czekolady i innych towarów sugeruje działanie zorganizowanej grupy, a nie pojedynczy incydent w markecie.

Dwóch mężczyzn bez wyjaśnień i bez dokumentów

Trzydziestolatek siedzący za kierownicą oraz jego pasażer w zbliżonym wieku mieli przekonywać policjantów, że przewożą legalny towar. Nie przedstawili jednak żadnego wiarygodnego wyjaśnienia, skąd wzięły się tysiące produktów w ich samochodzie. Brak dokumentów własności okazał się kluczowy.

Funkcjonariusze zdecydowali o zabezpieczeniu całej zawartości pojazdu. Żywność i środki czystości trafiły do magazynów policyjnych jako dowody w sprawie. Obaj mężczyźni muszą liczyć się z zarzutami związanymi z paserstwem, jeśli śledczy potwierdzą przestępcze pochodzenie towaru.

Dlaczego akurat czekolada i orzechy?

W ostatnich latach policje w różnych krajach europejskich coraz częściej donoszą o grupach złodziei wyspecjalizowanych w kradzieży markowych produktów spożywczych. Na celowniku są między innymi:

  • słodycze znanych marek
  • kawy premium
  • sery i wędliny z wyższej półki
  • kosmetyki i chemia domowa

Tego typu towar łatwo sprzedać na bazarach, w małych sklepikach albo za pośrednictwem anonimowych ogłoszeń. Nie wymaga skomplikowanej logistyki, szybko znajduje nabywców i daje stosunkowo wysoką marżę. Czekolada, orzechy czy kawa to produkty chętnie kupowane, długoterminowe i dobrze znane konsumentom.

Jak działają sieci handlu kradzionym jedzeniem

Sprawa z Weisen wpisuje się w szerszy obraz zorganizowanego handlu żywnością pochodzącą z kradzieży. W typowym schemacie działa to tak:

  • Grupy złodziei wynoszą ze sklepów lub magazynów towar w niewielkich partiach, ale regularnie.
  • Produkty trafiają do pośredników, którzy skupują je za ułamek sklepowej ceny.
  • Pośrednicy dostarczają jedzenie i chemię domową do małych punktów sprzedaży albo sprzedają hurtowo innym handlarzom.
  • Na końcu produkty wracają na rynek, często bez wiedzy kupujących, że pochodzą z przestępstwa.
  • Straty ponoszą przede wszystkim sieci handlowe i firmy logistyczne, ale koszty w praktyce rozkładają się na wszystkich klientów poprzez wyższe ceny. Służby starają się więc uderzać nie tylko w złodziei, lecz także w pośredników, którzy umożliwiają funkcjonowanie takiego procederu.

    Co grozi za paserstwo żywności

    W prawie niemieckim paserstwo, w tym zakup, sprzedaż lub przewóz rzeczy pochodzących z przestępstwa, stanowi poważne naruszenie przepisów. W zależności od wartości towaru i roli podejrzanego sąd może orzec grzywnę lub karę więzienia, łącznie z karą bezwzględnego pozbawienia wolności w razie działania w grupie lub na dużą skalę.

    W podobny sposób traktuje się tego typu przestępstwa w Polsce. Osoba, która świadomie nabywa albo pomaga ukryć rzeczy pochodzące z kradzieży, naraża się na odpowiedzialność karną, nawet jeśli sama nie brała udziału w włamaniu czy wynoszeniu towaru ze sklepu.

    Walka z „małą przestępczością” ma duże znaczenie dla rynku

    Dla części opinii publicznej sprawy tego typu wydają się drobne na tle wielkich afer gospodarczych. Seria takich incydentów tworzy jednak wyraźny trend, który uderza w bezpieczeństwo obrotu gospodarczego. Kradzione produkty spożywcze zaburzają uczciwą konkurencję, bo nieuczciwy sprzedawca może zaoferować znacznie niższą cenę niż legalny sklep.

    Do tego dochodzą kwestie jakości i bezpieczeństwa. Nie ma gwarancji, w jakich warunkach przechowywano towary pochodzące z kradzieży. Nikt nie sprawdza, czy nie naruszono łańcucha chłodniczego, czy produkt nie był przeładowywany kilka razy w nieodpowiednich warunkach. W przypadku czekolady ryzyko jest mniejsze, ale przy wędlinach czy rybach w puszce sytuacja robi się poważniejsza.

    Jak konsumenci mogą rozpoznać podejrzany towar

    Zwykły klient nie zawsze jest w stanie sprawdzić źródło produktu, ale pewne sygnały ostrzegawcze warto brać na serio:

    • wyjątkowo niska cena w porównaniu z marketami
    • sprzedaż „z bagażnika” albo w miejscach do tego nieprzystosowanych
    • brak paragonu lub niechęć sprzedawcy do jego wydania
    • towar w kartonach z oznaczeniami dużych sieci, ale sprzedawany poza sklepem

    Jeśli oferta budzi podejrzenia, najlepiej z niej zrezygnować. Kupujący nie tylko ryzykuje zdrowiem w razie nieprawidłowego przechowywania jedzenia, lecz także – w skrajnych przypadkach – może zostać potraktowany jako uczestnik paserstwa, jeśli świadomie korzysta z przestępczego kanału sprzedaży.

    Sprawa z Weisen pokazuje, że dla służb nawet pozornie niegroźne „góry słodyczy” w samochodzie mogą być sygnałem czegoś znacznie poważniejszego. Czekolada, kawa i orzechy w hurtowych ilościach to dziś nie tylko temat dla łasuchów, ale też ważny element walki z zorganizowaną przestępczością drobnotowarową.

    Opublikuj komentarz

    Prawdopodobnie można pominąć