Pierre Perret: od Francji po Irlandię, jego najpiękniejsze domy

Pierre Perret: od Francji po Irlandię, jego najpiękniejsze domy

<strong>Od półwiecznej francuskiej farmy po ukryty azyl nad irlandzkimi wodami – domy Pierre’a Perreta opowiadają wyjątkową historię prostego, upartego szczęścia.

Pierre Perret od lat śpiewa o codzienności bez filtrów i o czułości, która kryje się w drobnych gestach. Ten sam sposób myślenia widać w jego życiu prywatnym. Zamiast lśniących willi z rubryk towarzyskich wybrał dwie przystanie: wiejską farmę pod Paryżem oraz skromny, dobrze ukryty dom na zachodzie Irlandii. Oba miejsca łączy jedno – żadnego blichtru, dużo natury i masa wspomnień zapisanych w ścianach.

Dom w Nangis: francuska wieś jako centrum życia

Blisko pięćdziesiąt lat temu Pierre Perret przeprowadził się z żoną Simone, nazywaną pieszczotliwie Rebeccą, do kamiennej farmy w Nangis w departamencie Seine-et-Marne. Z czasem ten adres stał się nie tylko miejscem zamieszkania, ale też osią całego jego prywatnego życia.

Stara farma w Nangis stała się dla Perreta punktem stałym: tu pisał, odpoczywał, przyjmował przyjaciół i wracał po każdej trasie koncertowej.

Posiadłość otaczają rozległe pola, które skutecznie odcinają od miejskiego zgiełku. W wywiadach artysta mówił o domu „otwartym na niebo i na wieś”. Chodziło mu literalnie o widok za oknem: duże połacie zieleni, żadnych wieżowców, żadnych reflektorów. Dla kogoś, kto całe życie spędził na scenie, to bardzo wymierna ulga.

Ogród, który karmi i zajmuje ręce

Najważniejszą częścią tej nieruchomości wcale nie jest salon czy gabinet, ale ogród. Wokół domu rosną drzewa owocowe, krzewy i rzędy grządek. Perret i jego żona latami pielęgnowali:

  • truskawki, którymi można było wypełnić dziesiątki słoików dżemu,
  • czereśnie zjada­ne prosto z drzewa lub zamykane w słoikach,
  • figi, rzadziej spotykane we francuskich ogrodach, ale u nich czuły się zaskakująco dobrze.

Sporo zebranych owoców trafiało nie tylko na ich stół, ale też do spiżarni w formie konfitur i przetworów. Perret chętnie rozdawał te domowe specjały znajomym. Zamiast kosztownych prezentów – słoik dżemu z własnego ogrodu. Prosty gest, który mówi o życiowych priorytetach więcej niż długi manifest.

Ogród w Nangis pełnił rolę drugiego studia nagraniowego – tyle że pracowały tam ręce, a nie mikrofony, a efektem nie była płyta, tylko pełna spiżarnia.

Na terenie posesji znajduje się też podgrzewany basen. Ten detal łatwo byłoby uznać za fanaberię, ale w jego przypadku to raczej praktyczne uzupełnienie domu, w którym regularnie bywały dzieci, wnuki i szerokie grono przyjaciół. Dom w Nangis nie wygląda na odizolowaną twierdzę celebryty, lecz na stale otwarty dom rodzinny.

Wnętrze jak pamiętnik: kolekcje, bibeloty i piwnica pełna historii

Jeśli ogród opowiada o relacji Pierre’a Perreta z naturą, to wnętrze oddaje jego przywiązanie do przedmiotów z przeszłości. Dom w Nangis mógłby z powodzeniem grać w filmie, którego akcja toczy się w latach 60. lub 70.

Ściany zdobią stare plakaty, półki uginają się pod ciężarem książek, na komodach stoją maszyny do szycia, stare radia, a nawet maszyny do gry. Każdy przedmiot ma własną anegdotę – pamiątkę po trasie, prezencie od przyjaciela, znalezisku z pchlego targu.

Dom Perreta przypomina prywatne muzeum popkultury, w którym ekspozycję układa się nie według wartości, lecz według wspomnień.

Piwnica, o której mówią goście

O domu w Nangis opowiadali w mediach także znajomi artysty. Aktor Stéphane De Groodt wspominał przede wszystkim imponującą piwnicę z winem. Dla Perreta nie była to kwestia prestiżu, lecz wieloletniej pasji do dobrych butelek wybieranych cierpliwie, a nie na pokaz.

On i Rebecca lubili wyszukiwać stare meble, czasem mocno podniszczone, i przywracać im życie. To nie jest klasyczna kolekcja antyków z katalogu. Raczej zbiór przedmiotów, które ktoś inny wyrzuciłby bez wahania. Oni dawali im drugie życie, a domowi – jeszcze więcej charakteru.

Miejsce Charakter wnętrz Główne aktywności
Nangis, Seine-et-Marne Vintage, pełne pamiątek, książek i starych przedmiotów Pisanie, przyjmowanie gości, praca w ogrodzie
Dom w Irlandii Dominujący kolor niebieski, prosta i lekka aranżacja Wędkowanie, odpoczynek, życie incognito

Irlandzki azyl: od sceny do roli „francuskiego wędkarza”

Druga ważna przystań Pierre’a Perreta leży na zachodzie Irlandii, w pobliżu Connemary. Ten region, otwarty na ocean i pełen surowych krajobrazów, przyciąga artystów, którzy cenią sobie ciszę trudniejszą do znalezienia niż luksusowy hotel.

Perret wybrał to miejsce z jednego powodu: anonimowość. W rozmowie z francuskim magazynem przyznał, że lokalni mieszkańcy kojarzą go nie jako artystę, ale jako „francuskiego wędkarza”. Taka pomyłka jest dla niego wręcz komplementem.

W Irlandii nikt nie prosi go o selfie. Nad wodą jest po prostu mężczyzną z wędką, który czeka cierpliwie, aż ryba skubnie przynętę.

Dni odmierzane wędką, nie zegarkiem

Plan dnia w irlandzkim domu układa się wokół wędkowania. Poranne wyjścia nad wodę, sprawdzanie pogody, wybór miejscówki – wszystko to tworzy rytm zupełnie inny niż ten znany z tras koncertowych. Czas nie przyspiesza, bo gonią terminy. Wręcz przeciwnie, zwalnia, gdy trzeba cierpliwie czekać na branie.

Wewnątrz dom utrzymany jest w odcieniach niebieskiego. Ten kolor przewija się w bibelotach, tekstyliach, naczyniach. Dla Perreta błękit kojarzy się z przestrzenią i wodą, ale też ze spokojem. Paleta barw sama w sobie buduje atmosferę odcięcia od reszty codzienności.

Dwie przystanie, jedno podejście do życia

Zestawiając francuską farmę w Nangis z irlandzkim azylem nad wodą, widać wyraźną linię łączącą oba adresy. Żaden z tych domów nie ma w sobie nic z pałacu. Nie chodzi o metraż, lecz o kilka stałych wartości, które Perret stawia wyżej niż status.

  • Bliskość natury – pola wokół Nangis i surowe pejzaże Connemary.
  • Poczucie spokoju – ograniczony hałas, brak paparazzich, minimum bodźców.
  • Dom jako przestrzeń pracy i odpoczynku, a nie tylko dekoracja do zdjęć.
  • Przywiązanie do przedmiotów z historią, a nie do modnych nowości.

Od Seine-et-Marne po Connemarę domy Perreta tworzą jeden spójny obraz: artysty, który konsekwentnie wybiera zwyczajność zamiast spektakularnej fasady.

Jak przełożyć lekcję Pierre’a Perreta na własne cztery ściany

Historia tych dwóch domów łatwo inspiruje osoby, które szukają bardziej spokojnego stylu życia, niezależnie od metrażu ich mieszkania. Nie każdy może przenieść się na wieś czy kupić dom w Irlandii, lecz kilka elementów z podejścia Perreta da się wdrożyć prawie od ręki.

Przykładowo, ogród w wersji mini można stworzyć nawet na balkonie. Wystarczy kilka skrzynek z ziołami i kilkoma krzakami truskawek, by zyskać namiastkę tego, co artysta ma w Nangis. Chodzi o sam rytuał: podlewanie, doglądanie, czekanie na pierwsze plony. To wprowadza do dnia pewną stałość, której brakuje, gdy żyje się wyłącznie między ekranami.

Podobnie wygląda sprawa z kolekcjonowaniem przedmiotów. Zamiast kupować seryjne dekoracje z sieciówek, można skupić się na pamiątkach: książce po dziadku, starej lampie z targu staroci, zdjęciach w prostych ramkach. Taki wybór zmienia sposób, w jaki patrzy się na własny dom – z wystawki sklepów wnętrzarskich staje się prywatną opowieścią.

Między sceną a kuchnią z dżemem: ryzyka i zyski z prostych wyborów

Życie z dala od centrum uwagi ma też swoją cenę. Artysta, który buduje tak wyraźny azyl, ryzykuje pewną izolację. Łatwiej wpaść w rutynę, trudniej reagować na szybkie zmiany branży, do której się należy. U Perreta tę potencjalną trudność równoważy jednak poczucie zakorzenienia. Dom w Nangis daje bazę, do której można wracać po każdym okresie zawodowego chaosu.

Przebywanie w przestrzeni nasyconej pamiątkami działa trochę jak codzienna sesja autorefleksji. Widok starych plakatów, maszyn do szycia czy radioodbiorników przypomina, ile etapów już się przeszło. Z takiej perspektywy łatwiej podjąć decyzję, co w życiu wolno odpuścić, a o co jeszcze warto walczyć. Dom nie jest wtedy tylko miejscem noclegu, lecz narzędziem, które pomaga trzymać kurs – nawet gdy na zewnątrz wszystko przyspiesza.

Opublikuj komentarz

Prawdopodobnie można pominąć